CEMETERY OF SCREAM, HEART ATTACK, ILLTEMPERED, IBLIS – 2.02.2008, Kraków

10 Years Of Torment Metal Fest:

CEMETERY OF SCREAM, HEART ATTACK, ILLTEMPERED, IBLIS

2.02.2008, Kraków, „Zaścianek”

Hasło 10 Years Of Torment Metal Fest było mi obce. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek odbywały się inne edycje tegoż „festiwalu”. Tym razem był to po prostu jeden z wielu podziemnych koncertów w Krakowie, który odbył się w małym klubie studenckim. W wyniku praktycznie żadnej promocji, do „Zaścianka” przybyła zaledwie garstka ludzi, z czego połowa to znajomi zespołów. Początkowo skład miał być szerszy o INTERIOR OF DEATH i DUAL-COMA, ostatecznie zagrały cztery kapele. Wszystko zaczęło się z opóźnieniem.

Pierwsza grupa, IBLIS, nawet się nie przedstawiła. Kompletnie nikt nie wiedział, kto to gra. W końcu zespół nieznany i szkoda, że się lepiej nie zaprezentował. Czyżby chłopaki z jakiś względów woleli zostać anonimowi?!? W sumie zagrali kilka numerów tego swojego staromodnego death metalu zakropionego thrashem, nie tyle do kotleta, co do piwa i cichaczem zeszli ze sceny pozostawiając nijakie wrażenie.
Image
Brzeski ILLTEMPERED wypadł bardziej wyraziście. Rzeźniczy black metal z szerokimi klawiszami (trochę w deseń DIMMU BORGIR) w wykonaniu tej kapeli wbudził pewne zainteresowanie, przynajmniej w utworach zagranych na początku (a były to kolejno: „Azazel Sins”, „Chaos Is My Kingdom”, „Black Forest”, „Nordic Winter” i „Whats The Terrifying Place”). Ludzie się jednak za bardzo nie rozruszali. Pomimo iż panowie się starali, mieli makijaże, nadrabiali też „młynkami”.

Pochodzący z solnej Wieliczki HEART ATTACK wzbudził entuzjazm nieporównywalny z poprzednikami. Publika naprawdę zaczęła szaleć, a i muzycy zachowywali się jak rozpieszczone gwiazdy rocka. Podskakiwali w tych swoich krótkich gaciach w kratkę i w czapeczce wspak. A basista mielił w gębie peta, jakby nie mógł wytrzymać pół godziny bez nikotyny. Narkoman, masturbator, zabójca!:-) Taaa, HEART ATTACK gra metalcore czy inny emo. Skoczną muzyczkę dla niewymagających odbiorców. Nagłośnienie było fatalne. Głównie było słychać bębniarza, który niepieprzał w ten swój mini zestaw perkusyjny, a nawet między utworami gadki wokalisty były niewyraźne. Moim zdaniem taki band jak HEART ATTACK powinien grać na jakiś osobnych koncertach, niezależnie od prawdziwego metalu! A tak, dwa bisy w wykonaniu tej grupy to była dla mnie strata czasu. Ja już od dawna (od poczatku!) czekałam niecierpliwie na CEMETERY OF SCREAM…

ImageKoncert ekipy Pivcoka był nie tak typowy. Zespół nie ukrywał, że potraktował go jako sprawdzian dla nowego wokalisty Olafa Różańskiego. Ten występ był bodaj trzecim z jego udziałem (po częstochowskim To Hell And Back Fest w styczniu `08 i supportowaniu CANDLEMASS w listopadzie 2007). Zresztą ogólnie po płycie „The Event Horizon” kapeli nie było za wiele widać na żywo. A teraz przygotowuje się do nagrania albumu w tym najnowszym składzie… Koncert CEMETERY OF SCREAM w „Zaścianku” był więc bardzo luźny i właściwie przypominał spotkanie rodzinne. Na widowni było wiele osób prywatnie związanych z muzykami kapeli, które obfotografowały ich chyba z każdej strony. I niewątpliwie był to show z Olafem w roli głównej. To on przykuwał wzrok. Tymi szałowymi butami, czerwoną koszulą, krawatem w czaszki, wreszcie dredami fruwającymi po całej scenie. Chłopak dobrze wygląda:-), ma charyzmę, no i śpiewać również potrafi. Wokalnie zaprezentował się bez kompleksów, jednak zachował się nieprofesjonalnie, sięgając po papierosa i alkohol. Gdyby była to większa, poważniejsza impreza, takie sytuacje absolutnie nie mogłyby mieć racji bytu, bo świadczą o lekceważeniu fanów! Podczas występu CEMETERY OF SCREAM jakby zmieniło się nagłośnienie w klubie. W wokalu było więcej pogłosu. Choć niestety, podobnie jak przy HEART ATTACK, nie za bardzo było słychać, co Olaf mówił w zapowiedziach. A sama muzyka? Niezmiennie piękna! Rozbrzmiały kompozycje: „Absinthe” i „Cold Obsession In My Eses” z ostatniego krążka, „Overcall”, „The Ray Of Cry” i „Colder Than Ever” z poprzedniego „Prelude To A Sentimental Journey”, no i – ku uciesze duszy! – klasyki z chyba najbardziej pamiętnego wydawnictwa w historii CEMETERY OF SCREAM tj. „Deeppression” („Breeze”, „Episode Man”). Niespodzianką i gratką była także wersja „Fragile Dreams” z płyty „Alternative 4” ANATHEMY, przy współudziale w refrenie wokalisty grind core`owej grupy OJCIEC DYKTATOR! (swoją drogą, kolega pysznie się bawił na HEART ATTACK:-)). Zespół bisował, no i ponownie wykonał jeden z utworów, który już wcześniej zabrzmiał. Niestety chłopaki nie mieli ogranego innego repertuaru, nie mówiąc już o jakimkolwiek przedpremierowym zwiastunie przygotowywanego wydawnictwa „Frozen Image”:-(.

Na zakończenie wniosek jest tylko jeden – tego wieczoru najlepiej wypadł CEMETERY OF SCREAM; pozostałe kapele to tylko dodatki…

 

[Kasia]