CENTURIAN Contra Rationem ’13

Nowy rok trza rozpocząć odpowiednim przytupem. W arkana death metalowej magii wprowadza mnie holenderski Centurian, który po latach przewracania się w grobie powraca do żywych. I nie jest to bynajmniej śmierdzący, grobowy death metal, jeno taki wkurwiony na religię, stylem przytupu trochę a la Deicide, może też Suffocation. Wiecie, jeden z tych gdzie nie idzie o zajebisty klimat, tylko o to, by porządnie zarżnąć słuchacza. I jak mi z tym? Wiele lat temu Slayer próbował zamknąć rogatego w 29 minutach ostrej łupaniny zawartej na „Reign in Blood”. Ponoć im się udało. Jako że mi bardziej po drodze do śmierć metalu, niźli amerykańskiego thrashowania, to tych pogłosek potwierdzić nie mogę, choć np. takie „Raining Blood” bardzo lubię. Czemu wspominam o diable i 29 minutach? Bo zreinkarnowany Centurian zdaje się również tego próbować. Ostrzegam potencjalnych słuchaczy. Tutaj chodzi głównie o maksymalną sieczkę. I tak przez dziewięć, w większości krótkich, kawałków, jakie wypełniają ten niewielki album. Początkowo przychylny względem „Contra Rationem” nie byłem, jakoś dupska nie urywało i w żadnym wypadku nie zapadało w pamięć. Po paru przesłuchaniach w dalszym ciągu tego nie robi, ale coś jednak powoduje, że nie mogę się oderwać od tej szatańskiej maszynki do mielenia mózgu na rzadką papkę. Więc obecność pierwiastka uzależniającego spokojnie można tu stwierdzić. Co więcej? Brzmienie. Te wszakże gnieść musi, duża wytwórnia, te sprawy. Rozumiecie. Lipy nie ma. Wychodzi, cholera, na to, że pobędziemy razem dłużej. A przynajmniej dopóki nie uderzy nasze, polskie Hate ze swoim „Solarflesh”, tym razem występującego już w barwach Napalm Records. Tymczasem wnikam dalej w propozycję Holendrów. Jest miazga.[soulcollector]

Centurian, http://members.chello.nl/~wep.vandervalk/CenturianChaos.htm.
Listenable Records, http://www.listenable.net/.