CETI, DEVERSOR, INDESPAIR – 23.03.2013, Wrocław

2013.03.23_cetiCETI, DEVERSOR, INDESPAIR

23.03.2013, Wrocław, „Od Zmierzchu do Świtu”

Cholera, jakoś nigdy nie miałem okazji zobaczenia CETI na żywo. Wstyd się przyznać, ale Grzesia Kupczyka w akcji widziałem dobre 5 lat temu – jeszcze w starym, klasycznym TURBO. Więc mimo trzaskającego mrozu (tak, wiosna nie rozpieszcza) po prostu musiałem pojawić się we wrocławskim „Od Zmierzchu do Świtu”. I mówię Wam – nie żałuję!
„Od Zmierzchu do Świtu” to klimatyczne miejsce. Jedna wielka piwnica neogotyckiej kamienicy z efektownymi łukowymi sklepieniami. Idealne miejsce na rockowy pub, a na koncerty szczególnie z pogranicza rocka i metalu wręcz stworzone.
Wszystko zaczęło się około godziny 20.00. Klimat w klubie sprawiał wrażenie sennego. Metalowej braci też specjalnie nie było widać. Na szczęście do czasu.

Przed gwiazdą wieczoru rozgrzewały dwa lokalne bandy – INDESPAIR i DEVERSOR. Obie kapele z podobnej półki heavy metalowej klasyki. Obie młode, choć INDESPAIR z większym doświadczeniem scenicznym, co było bardzo dobrze słychać i widać. Wyróżnienie dla INDESPAIR za brawurowy cover MAIDENów „The Wicker Man”. Najważniejsze, że publice się podobało. Czego chcieć więcej? Jedno podsumowanie obu półgodzinnych występów? Solidni rozgrzewacze, fajnie prezentujący się na scenie.

Gwiazda wieczoru, grupa CETI, na scenie pojawiła się w okolicach 22.00. W klubie zrobiło się dość tłoczno i duszno. Wychodzi jednak na to, że większość fanów przychodzi dopiero na te główne gwiazdy. Z głośników popłynęło zmodyfikowane „Intra nost est” z płyty „(…)perfrcto mundo(…)”… Oho (pomyślałem), jedziemy z koksem! CETI opanowało scenę na bite dwie godziny, a Grzegorz kolejny raz potwierdził, jaką jest charyzmatyczną, sceniczną bestią! Jego wokalne umiejętności są bezsporne. Plastyczny głos fantastycznie radził sobie z majestatycznymi kompozycjami jak „Lamiastrata” oraz z nawiązującym do twórczość DIO – „Ghost Of The Universe”. W rockowych killerach w stylu „Ściana Płaczu” Grzegorz nie brał jeńców! A to, co prezentował w balladowych „Na Progu Serca” i „Miłość, Nienawiść, Śmierć”, to istna maestria!
Reszta kapeli nie odbiegała poziomem od Mistrza. Znakomity Bartek Sadura czarował gitarowymi popisami, a jego solo w połowie koncertu wprawiło liczną wiarę w przyjemną hipnozę. Mucek? Nie mam pytań. Solo na bębnach przypominało mi popisy Nigela Glocklera (SAXON) i Vinnie Appice’a (DIO, BLACK SABBATH). Mega profeska!
Miłym akcentem kończącym koncert był zagrany na bis kawałek DEEP PURPLE – „Perfect Strangers”. Koncert skończył się równo o 24.00. Zespół i publiczność sprawiali wrażenie spełnionych.

2013.03.23_ceti.fotolive
Z mojej perspektywy „szoł” CETI był jednym z ciekawszych, który w życiu widziałem. I tylko szkoda, że tak późno Kupczyk z zespołem próbują podbijać Europę (na jesieni ruszają w trasę m.in. do Wielkiej Brytanii). Wiatr historii spowodowała, że polski talent na miarę Coverdale’a nie został odkryty przez świat wcześniej.
[Sebass]