CHAINSAW, TOTEM, HEART ATTACK – 9.03.2006, Kraków

Metal Marathon Tour 1:
CHAINSAW, TOTEM, HEART ATTACK

9.03.2006, Kraków, „Loch Ness”

Rodzime kapele radzą sobie, jak mogą. Wspólnymi siłami (i na pewno przy wsparciu wydawcy!) organizują mini trasy koncertowe. I tak też CHAINSAW odwiedził kilka miast na teranie kraju w towarzystwie TOTEM. W Krakowie towarzyszył im HEART ATTACK. Był środek tygodnia. Do „Loch Ness” przyszła garstka ludzi. Zaledwie kilkadziesiąt osób, które rozproszyły się po dużym klubie. To jednak wystarczyło, aby zabawa była wyborna! Szczególnie przy dwóch ostatnich zespołach było wyraźnie widać, że publika zna i lubi te grupy, i że przyszła na ich gig nieprzypadkowo.
HEART ATTACK to praktycznie nieznana załoga. Jej występ spotkał się z obojętnością, czy też rezerwą. Pod sceną skakało tylko trzech kolesi, którzy wyglądali jak hip-hop`owcy, w przydużych spodniach, z krokiem w kolanach, w kapturach. Zresztą wokalista trochę im wtórował, z bródką, w czapeczce i krótkich spodenkach. Kapela grała skoczną muzyczkę z heavy feelingiem, na kształt nu metalu + core`a + hard rock w deseń AC/DC, chyba z polskimi tekstami. Nic ciekawego i stylistycznie niezbyt pasującego do pozostałych zespołów.
Dla odmiany TOTEM od niedawna robi dużą karierę, nagrywa dla Empire Rec., pokazał się na Metalmanii i ma już swoich zagorzałych sympatyków. Szczególny zachwyt budzi charyzmatyczna wokalistka z dredami, Weronika Zbieg, która dołączyła także do składu SCEPTIC (zaśpiewała na albumie „Internal Complexity”), co z pewnością nadaje jej macierzystej grupie dodatkowego rozgłosu. Poza tym wraz z nią porykuje chłopak, a ogólnie pod względem wokalnym TOTEM jest szalenie ekspresyjny. Vera i Auman przekrzykują się z pasją lub ich głosy nakładają się tworząc naprawdę potężny duet. Równie żywiołowa, a zarazem bardzo przystępna jest sama muzyka kapeli. Łączy ona w sobie szwedzki death metalu i agresywny trash. A poza tym zespół wprowadza do swojej twórczości pewne elementy z modnego gdzieniegdzie core`a, co czyni z niej bardzo atrakcyjny kąsek dla dzisiejszej, zbuntowanej młodzieży. Nic oryginalnego (choć pozornie nowoczesnego), ale dość melodyjnego, powabnego. Z kopem i ostrym zacięciem. Nie dziwota, że przy takich dźwiękach podskakiwała spora garstka nieletnich :-).
Wreszcie przyszedł czas na CHAINSAW… Jest to grupa wykonująca klasyczny, bardzo energetyczny, melodyjny heavy metal z pewnymi naleciałościami z hard rock`a i thrash`u. I chyba nie trzeba znać studyjnych płyt kapeli, aby dobrze ją odbierać na żywca. A Bydgoszczanie mają już dość bogatą dyskografię, której przegląd zaprezentowali w Krakowie. Naturalnie nie zabrakło też oczywiście entuzjastycznie przyjętych kompozycji innego autorstwa, właściwie szlagierów gatunku, których zespół ma wiele w repertuarze. Wokalista udowodnił w nich, że potrafi podrabiać Dickinsona! Zresztą ogólnie pewnie czuje się on na scenie, zabawia publiczność nie tylko śpiewem, dużo mówi, gestykuluje. Z postury przypomina Leviego z NEOLITH i trochę podobnie się zachowuje, jest bardzo ruchliwy, żywiołowy, komunikatywny. No i nie oszczędza gardła. I tak rozochoceni przez Maxxa ludzie np. wykrzykiwali nazwę grupy; pod sceną był mały młynek. No tak, bez wątpienia sporo ognia temu występowi nadawał właśnie wokalista. A obok niego gwiazdą byli gitarzyści. Zresztą ogólnie wszyscy muzycy wykazali się profesjonalizmem, wysokimi umiejętnościami i dobrym ograniem. Koncert CHAINSAW pokazał, iż rasowy heavy metal cieszy się ogromnym zainteresowaniem, a ta kapela jest jednym z najbardziej popularnych w Polsce przedstawicieli tego nurtu. Rzecz jasna nie obyło się bez bisów!
Empire Records ma nosa. Przynajmniej do tych dwóch głównych zespołów, które zagrały tego wieczoru w Krakowie. Myślę, że nikt nie opuszczał klubu zawiedziony czymkolwiek, co tylko potwierdza potrzebę organizowania takich kameralnych, podziemnych koncertów! Krakowski „Loch Ness” zaprasza!
[Kasia]