CHRIST AGONY, DOMAIN, SUPREME LORD, ABYSS – 16.09.2000, Rzeszów

CHRIST AGONY, DOMAIN, SUPREME LORD, ABYSS

16.09.2000, Rzeszów, „Gambit”

Apocalypse Prod. zaaranżowała wspólną trasę DOMAIN i CHRIST AGONY. Pretekstem było reaktywowanie się pierwszej grupy i wydanie nowej płyty oraz przypomnienie o istnieniu tej drugiej, a także reedycje „Devirli” / „The Ancient Catatonia” PANDEMONIUM i „Moonlight”/„Darkside” z czterema dotąd niepublikowanymi utworami.
W „Gambicie” lokalnym supportem był ABYSS. Widziałam ten zespół wielokrotnie, więc pomału zaczyna mnie on nudzić. Chociaż przyznaję, że tym razem chłopaki wypadli ciekawiej niż w poprzednich przypadkach. Postawili na ostrość i agresję, a klawisze, co liczę na plus, były mniej słyszalne.

SUPREME LORD czyli muzycy PROFANUM, WITCHMASTER w kolejnym wcieleniu. Wysoko cenię tę kapelę w nagraniach studyjnych, mimo iż nie jest to oryginalny death, ale na koncercie jednak mnie ona nie powaliła. Efekt psuła bardzo nagłośniona perkusja, choć wydawało się, że ludziom pod sceną wcale to nie przeszkadzało.

Ogromnie wyczekiwane przeze mnie wejście DOMAIN poprzedziła entuzjastyczna zapowiedź Jacka ze sklepu „102”, który – przypominając o starym dorobku łodzian – nazwał grupę legendą heavy metalu w Polsce. Na wstępie byłam nieco zawiedziona, gdyż odniosłam wrażenie, że panowie nie potrafią odtworzyć na żywo przecież doskonałej i bezbłędnej produkcji albumowej. Na szczęście już przy drugim kawałku moje wątpliwości znikły; a był to – bagatela – „Unholy Existance”; duża niespodzianka (nawet jeśli zespół normalnie wykonuje ten utwór na koncertach). Fani wołali o częstsze powroty do przeszłości. Dostali jeszcze – obok innych kompozycji z w/w płyty, włącznie z moim faworytem „Nar Mattaru” – „Sunless Domain” i dwa razy (w tym na bis) numer tytułowy z debiutanckiego dużego materiału PANDEMONIUM. A, pochwalę jeszcze Paula, ponieważ był on nad wyraz gadatliwy i ogólnie życzliwie zwracał się do publiczności, co – w oparciu o listy, wywiady – nie jest do niego podobne.

Hm, prawdę mówiąc CHRIST AGONY – w konfrontacji z poprzednikiem – nie był dla mnie najważniejszym zespołem koncertu, więc zasłuchałam się tylko na początku i pod koniec. Później dotarły do mnie zarówno pozytywne jak i negatywne opinie na temat całości. Niemniej należało go potraktować po prostu jako potwierdzenie żywotności Cezara & co., którego dłuższe muzyczne milczenie stało się przedmiotem pokręconych spekulacji i złośliwych plotek. Tylko ja sama przeliczyłam się oczekując, że przez ten ok. rok zapuścił on na nowo piórka.

Zobaczenie DOMAIN w Rzeszowie było dla mnie dużym przeżyciem. Jednak frekwencja – mimo obecności CHRISTÓW – była niższa niż zazwyczaj. Ciekawe, o czym to świadczy (?).

[Kasia]