CHRIST AGONY, STRANDHOGG, HERITAGE – 2.10.2008, Wrocław

Condemnation Tour 2008:
CHRIST AGONY, STRANDHOGG, HERITAGE

2.10.2008, Wrocław, „Madness”

Gdy tylko dowiedziałem się, że CHRIST AGONY zagra we Wrocławiu, postawiłem sobie za punkt honoru, że za nic w świecie nie opuszczę tego koncertu. Ekipa CHRIST AGONY od zawsze była bliska mojemu sercu i gdy po latach kłopotów i zawirowań Cezar postanowił jeszcze raz powalczyć, wydając nowy materiał i ruszając z nim w trasę, musiałem to zobaczyć. Wrocławski koncert był pierwszym z jedenastu show na październikowej trasie grupy po Polsce, która promowała płytę „Condemnation”. Zacznijmy jednak od początku…

ImageCała impreza rozpoczęła się ok. godziny 19:20, gdy na scenie pojawił się pierwszy support. Kwartet HERITAGE z Piotrkowa Trybunalskiego, jak na debiutantów, wypadł całkiem przyzwoicie. Chłopcy na deskach „Madness” w ciągu 30 minut starali się przenieść nas w krainę bezkompromisowego death metalu. Osobiście uważam, że swoją muzyką Ameryki nie odkrywają, a pracy przed nimi jeszcze sporo, jednak ich koncert przypadł mi do gustu i sądzę, że przy odrobinie szczęścia niekoniecznie muszą niezauważenie „przelecieć” przez polskie podziemie, jak przysłowiowy meteor. Specjalne wyróżnienie dla basisty – bawił się zachowując wszelkie proporcje, prawie jak Nibbs Carter z legendarnego SAXON.

ImageMniej więcej o 20:30 na scenie pojawił się drugi support – poznański STRANDHOGG. W półgodzinnym secie kapela zafundowała sporą dawkę siermiężnego black metalu. Kto hołduje brzmieniom spod znaku GORGOROTH czy CARPATHIAN FOREST, powinien się nią zainteresować. Muzycznie STRANDHOGG zaprezentował się bardzo dobrze. Co ciekawe, mimo że poznaniacy wystąpili na prawach „rozgrzewacza”, to brzmieniowo nie odbiegali specjalnie od gwiazdy wieczoru. Na uwagę zasługuje image zespołu! Już dawno nie widziałem tak przesadnie pomalowanych twarzyczek:-). Sam Gaahl by się nie powstydził! Aha, i jeszcze jedno – oklaski należą się frontmanowi grupy. Mimo blokady na lewej nodze, starał się chłopina, ile sił w przeponie i gardle! Tylko proszę, tak na przyszłość, mniej przerostu formy nad treścią, bo lepiej bronić się muzyką niż pozerstwem.

ImageOkoło godz. 21:30 pojawił się CHRIST AGONY… Po krótkim i mrocznym intrze ekipa Cezara rozpoczęła swoje, jak się okazało, energetyczne i porywające show. Setlista była wyważoną mieszanką starego materiału oraz kompozycji pochodzących z najnowszego dzieła „Condemnation”. Na pierwszy ogień poszły entuzjastycznie przyjęte przez publiczność kompozycje: „Sadness Of Immortality” z „Elysium” i „Paganhorns” z moim zdaniem nieśmiertelnego albumu „Moonlight”. Nieco spokojniej pod sceną zrobiło się podczas premierowego „BloodSeedNation”. Osobiście uważam, że takie utwory jak ten fantastycznie korespondują z wielką spuścizną grupy Cezara sprzed lat. Po tym przerywniku CHRIST AGONY znowu przypomniał starsze hity. Kapela po raz kolejny powróciła do „Elysium” i „Moonlight”, a nawet do wydawnictwa „Unholyunion”, którego namiastką był „Inceremonical”. Całość zwieńczyła kompozycja pochodząca z nowej płyty, a mianowicie „Condemnation Part I”, która wbija w ziemię melodyjnym refrenem śpiewanym przez Cezara. Ale i tak najważniejszym i najbardziej magicznym momentem wieczoru było wykonanie „Mephistospell”. Przecież w tym utworze potęga riffów miesza się ze specyficznym klimatem typowym dla CHRIST AGONY. I trochę żal, że koncert trwał tak krótko, bo niecałą godzinę, ale cóż – siła wyższa…
ImagePodsumowując – dawno nie widziałem takiego profesjonalizmu, pewności swoich umiejętności, a zarazem wielkiej pokory, jaką w „Madness” zaprezentowali prekursorzy polskiego black metalu. Według mnie był to jeden z lepszych koncertów w tym kultowym klubie! Wrocławska publika szalała, a trzeba przyznać, że fani – mimo niezbyt szerokiej reklamy tego wydarzenia – stawili się w liczbie ponad 150 osób! Z przyjemnością oglądało się Cezara na żywo, pełnego entuzjazmu i siły! Ten gig był jeszcze o tyle specjalny, że za zestawem perkusyjnym, z przyczyn niezależnych, zamiast Icarnaz`a gościnnie zasiadł Hellrizer (ex-HATE). I muszę przyznać, że wybrnął z tego zadania wyśmienicie i w tak krótkim czasie wtopił się w trio. Poza tym zespół bardzo wiele zyskał na przyjściu tak charyzmatycznej persony, jaką jest basista SUPREME LORD i VADER. CHRIST AGONY z „grupy jednego leadera” stała się wreszcie – nie boję się użyć tego określenia – prawdziwym teamem. Cezar, Reyash i Hellrizer pokazali tego wieczoru to, czego oczekuje się od kapeli z najwyższej półki!
CHRIST AGONY to zespół unikatowy zarówno na scenie krajowej, jak i światowej. Życzę mu wielu sukcesów i powrotu na należne miejsce w panteonie ciężkiego grania w Polsce. Młodym grupom obowiązkowo zalecam zobaczenie Cezara i S-ki w akcji, bo warto się uczyć od najlepszych.

 

[Sebass, foto Przemek Jurek]