CHRIST AGONY, VEDONIST, REDEMPTOR – 18.05.2009, Kraków

The Fallen Angel Tour:
CHRIST AGONY, VEDONIST, REDEMPTOR

18.05.2009, Kraków, „Lost Highway”

Oj, długo Kraków musiał czekać na CHRIST AGONY! Dwie poprzednie trasy (z marca i października 2008) nie dotarły do tego grodu. Tym razem się udało, no ale że tutaj jest problem z sensownymi miejscami, w których można grać średniej wielkości koncerty, wybór padł na „Lost Highway”, gdzie są specyficzne warunki. Nagłośnienie jak w puszcze, miejsca też mało. Gdyby przyszło więcej ludzi, byłby ścisk sardelek. A tak jakoś uszło, choć w ostatniej sali, tej z mini-sceną, zaduch był okropny. Nie ma okien, nie ma klimatyzacji. Inna sprawa, że i tak trudno było spotkać ludzi w jednym miejscu, bo „Lost Highway” jest jak mrowisko (małe pomieszczenia połączone korytarzami). A że na ten koncert przyszło wiele osób czynnie związanych z krakowską sceną, z miejscowymi kapelami, które tradycyjnie niekoniecznie były zainteresowane supportami, najbardziej tłoczno było… w progu klubu…

Jako że pomieszczenie z barem żyje własnym życiem, grzmoci tam muzyka z taśmy, no i jako że propagandę trzeba siać, koncert grupy CRYPT przeminął niezauważony. Cóż, bywa.

ImageKoncert REDEMPTOR zgromadził niewielu widzów, jednak przeze mnie był bardzo wyczekiwany. Cenię ten zespół za płytę „None Pointless Balance” (sprzed jakiś czterech lat) jako kawał fajnego, technicznego death metalu i niecierpliwiłam się, że tak długo milczy. Dużo Wisły upłynęło nim Daniel, po przeprowadzce z Łomży, skompletował nowy skład (m.in. z Kubą Chmurą ze SCEPTIC na perkusji), w międzyczasie pogrywając z SOTHOTH, PRIVATEER i nie tylko:-). Przed występem w „Lost Highway” kapela trochę koncertowała z VIRGIN SNATCH, więc chyba się już nieco ograła po reaktywacji. Inna sprawa, że tego wieczoru było widoczne jakieś rozbicie w szeregach zespołu, objawiające się tym, że każdy stał w innym miejscu (np. gitarzysta Konrad mocno się odseparował:-)) i jakoś nie było między nimi więzi, kontaktu wzrokowego… Na środku wyginał się wokalista Xaay, który wygląda jak hard core`owiec, ale ryknąć potrafi:-). Na przekór sentymentom, REDEMPTOR postawił jednak na nowości oraz covery (MORBID ANGEL, CARCASS). Premierowe kompozycje niczego sobie, nawiązujące do dotychczasowego stylu, z dwoma wyjątkami:-). Ale myślę, że warto czekać na nowe nagrania studyjne…
Image
Następnie na scenie zamontował się VEDONIST. Hm, jest to grupa mocno promowana koncertowo. Grała trasę z HATE, teraz z CHRIST AGONY. Jednak według mnie to żadna rewelacja. Na ogół wszyscy się zachwycają Warszawiakami, a ja mam to w dupie! Widziałam już wcześniej tę kapelę na żywo i tym razem też nic nie zaiskrzyło, a nawet było gorzej (choć niby to samo). O ile utwory z poprzedniej płyty „Awaking To Immortality”, zgrupowane w pierwszej części koncertu, były znośne, o tyle te z nowego albumu „The World Of Reversed Decalogue”, które zabrzmiały w dalszej kolejności, to już zbyt nowoczesne granie. Jak dla mnie kierunek rozwoju chybiony… Można jednak docenić VEDONIST za dynamiczną prezencję w wersji „live”, tudzież konsekwentny image, tyle że to także się nudzi:-).

ImageTrochę guzdrania ze sprzętem i panowie z CHRIST AGONY zaatakowali scenę wprost z widowni! Jako że jest ich trójka, pomieścili się (w przeciwieństwie do poprzednich zespołów), no ale że szaleństwo fanów było jak erupcja wulkanu, tak też znaleźli się tacy, którzy zwalali się Cezarowi wprost pod nogi lub trącali statywy z mikrofonami (dwa, ponieważ Reyash również nieźle zdzierał gardło). Ale muzykom to w ogóle nie przeszkadzało, a raczej szaleństwo ludzi ich stymulowało:-). Dali z siebie wszystko (czyste wokale Cezara na żywo to naprawdę wyższa szkołą jazdy!) i schodzili ze sceny zlani potem. Zabrzmiały utwory z ostatniej płyty „Condemnation” (czasem w wersjach różniących się od studyjnych, ale to pewnie głównie „zasługa” nagłośnienia w „Lost Highway” – jak „zniekształcony” „BloodSeedNation”), a także wiele starych klasyków, dzięki którym CHRIST AGONY na zawsze trafił do encyklopedii polskiego metalu (włącznie ze wspaniałymi , niezapomnianymi fragmentami z „Moonlight – Act III”). Wydaje się, że hipnotyzująca muzyka stworzona przez Cezara najlepiej brzmi w zaciszu domowym, a w bezpośredniej konfrontacji niedoskonałości brzmienia zniekształcają ją. I pewnie tak było tego wieczoru w Krakowie, ale jak się stoi tuż przy głośniku, czuje drganie każdego dźwięku i ma się muzyków na wyciągnięcie ręki i widzi ich zmarszczki:-), to niuanse przestają mieć znaczenie. Mówiąc krótko – CHRIST AGONY dał świetny koncert. Szkoda tylko, że bez bisów…

 

[Kasia]