CICATRIX Suffocated Faith `16

CICATRIX znaczy „blizna”. Zespół pochodzi z Puław i zawsze występował jako trio. A trio to jest zasłużone i oddane polskiemu podziemiu. Dość powiedzieć, że – choć powstali w 1994 roku – pierwszą płytę wydali w roku 2010. Wcześniejsze ich wydawnictwa to – wydawane oczywiście na kasetach i zionące duchem undergroundu – „przeurocze” demówki. Bo też muzyka CICATRIX nie celuje chyba w szczególnie szerokie grono odbiorców: dla zwyczajnych „śmiertelzgniłków” jest zbyt bezkompromisowa. To ekstrema ekstremy, brutalny grind/death, który nie bierze jeńców i przeznaczony jest dla dewiantów, przynajmniej tych muzycznych. Ma tym samym określone zastosowanie i określony krąg odbiorców. W 2016 r. CICATRIX wydał płytę „Suffocated Faith”. Trzon tego muzycznego młyna stanowią oczywiście gitary, nałożone w kilku ciekawych warstwach. Riffy są tu nieźle pokombinowane, słucha się ich z niegasnącym zaciekawieniem. Mnie – jakoś dziwnie – kojarzą się one z Tardym i Peresem z OBITUARY i Harrisem z NAPALM DEATH. Niby to trochę inne granie, ale gitara Trojana ma dla mnie bardzo podobny flow: gdzieś tam w sferze konstrukcyjno-brzmieniowej sunie to jak stare, dobre OBITUARY i NAPALM. Dla mnie miodzio! Tutaj jednak kończy się słodzenie, bo dalej jest już tylko przeciętnie. Brutalny death/grind to muzyka, która – w swych programowych założeniach – ma zwyczajnie miażdżyć brzmieniem. Ma swą potęgą wgniatać w fotel i zostawiać w nim mokrą plamę. „Suffocated Faith” nagrany został w domowym studio. Sam ten fakt o niczym jeszcze nie świadczy, bo słyszałem już takie „domówki”, że nawet sam Swanö by się ich nie powstydził. To jednak nie jest ten przypadek. I tak oto perkusja na „Suffocated Faith” zwyczajnie nie ma mocy. O ile jeszcze blachy jako tako brzmią, bębny nie brzmią za to wcale. A słychać to trochę tak, jakby oto w Room 15 (tak muzycy nazywają swoje studio) zabrakło miejsca na gary i postanowiono przenieść je do pomieszczenia na szczotki, przywalić mopem i trzasnąć drzwiami. Coś tam się tłucze, ale dynamiki nie ma w tym żadnej. Zwykłym, bardzo zduszonym buczeniem z jeszcze większej oddali okazuje się tu również ścieżka basu. Prawdziwie słychać ją przez sekundę – na końcu „Sins of the Past” i w następnym „By my SS-Man” – i to tylko wtedy, gdy nie gra gitara. Są więc tu miażdżące gitary, słabo nagrana perka, hipotetyczny bass i są wokale. Te ostatnie to klasyczna, dobrze brzmiąca grindowa „świnka”, której bliżej może nawet do Rahmera z MORTICIAN, niż do coverowanego na tym albumie Kelnera z Białegostoku. Wokale brzmią tu dobrze i dobrze „gadają” z gitarami. Jest również backing vocal: dużo mniej istotny, dużo mniej słyszalny (najlepiej może w numerze tytułowym) i zwyczajnie niefajny: ni to scream, ni to pijacki wrzask, trochę słaby i nie licujący temu albumowi. Płyta „Suffocated Faith” trwa niecałe pół godziny, czas przy niej mija gładko. Mam nadzieję, że muzycy CICATRIX nie obrażą się, kiedy powiem, że nawet i… „z przyjemnością”. Wstęp do niektórych numerów stanowią krótkie sample – swoista mieszanka wedlowska – które ciekawie dopełniają łomotu. Na początku „Supporters of Necrobusiness” znajdziemy na przykład ostatnie 23 sekundy wiadomego lotu rządowej Tutki, niefortunnie i ostatecznie zakończonego w brzozowym zagajniku opodal lotniska Siewiernyj. Są tu też dwa covery (DEAD INFECTION i TERRORIZER). Polecam album „Suffocated Faith” wszystkim podziemniakom, muzycznym masochistom i oczywiście wielbicielom gatunku. [Herr B.]

Cicatrix, www.facebook.com/cicatrix666
Infernum Media, biuro@infernum-media.com; www.infernum-media.com