CIRCUS OF LAMIA Welcome Madness `11

demo CD / digital `11
Ocena: 2/6
Gatunek: death/gothic metal

CIRCUS OF LAMIA… Sztokholmska młodzież bawi się w zespół. Nie mam tu nawet za bardzo na myśli wieku (młodość jest zazwyczaj piękna – sama w sobie!), a i bawić można się w różnym wieku. Zabawa powinna być jednak „na poziomie” – powiedział zgred, co wszystko już słyszał (oby nie!) i wszystko wie. A tutaj dramat! Ja nie lubię się wozić po młodych twórcach, ale tym razem chyba się nie obejdzie. CIRCUS OF LAMIA ponoć gra experimental-gothick-metal (to z FB), dla mnie to raczej melodyjny death z elementami gotyku, kobiecym i męskim (dziewczęcym i chłopięcym?) voxem. Utwory z dema „Welcome Madness” w warstwie kompozycyjnej są nawet fajnie pokombinowane, nienajgorzej zaaranżowane, ale właśnie już tutaj zaczynają się schody: otóż muzyczna idea, to co mieli zagrać w tych trzech utworach, o kilka długości wyprzedziła techniczne możliwości naszego sztokholmskiego tria (na wiosłach zagrali chyba (?!) goście, i ci dali sobie radę). Ujmując rzecz prościej: utwory te byłyby całkiem ciekawe, gdyby członkowie CIRCUS OF LAMIA zwyczajnie umieli je wykonać. O ile gitary i bass są poprawne, tak reszta to strome i kręte schody. Tak nierównej perki nie słyszałem już dawno (o ile kiedykolwiek!) – nawet na najpodlejszym rehu z dawnych lat! Notabene „Welcome Madness” też brzmi trochę jak reh, choć to demo zostało nagrane w „najprawdziwszym” studiu! Perkusista CIRCUS OF LAMIA dudni trochę jak chce, a do tego ma jeszcze jedną zabawną manierę: czasami przystaje na ułamek sekundy, jakby nasłuchując, gdzie są gitary, po czym dudni swoje dalej bez ładu i składu rozjeżdżając się z wszystkimi od nowa, jak też z samym sobą – ręka, noga, mózg na ścianie – co chyba już jest jakąś tam sztuką! Sprawiedliwie przyznać jednak trzeba, że nie są to jakieś tam banalne ¾, ale nieco bardziej powyginane brewerie, które sam wymyśla, po czym nie umie im sprostać. To jest, niestety, główne przekleństwo tego zespołu: przerost muzycznej idei nad umiejętnościami. Nie inaczej postąpiła ze swoimi partiami główna osoba dramatu – wokalistka imieniem Jade. Muzyka CIRCUS OF LAMIA jest dosyć melodyjna – taki poppy-kinder-metal dla lalek typu monster high – i nie ma w tym nic złego! Wokalistka jednak – podobnie jak perkusista – postanowiła swoje partie „nieco” udziwnić. Niestety nie ma ona papierów na śpiewanie nawet pod prysznicem! Wokale Jade mogłyby stać się nocnym koszmarem Elżbiety Zapendowskiej. Dziewczyna robi chyba wszystkie możliwe błędy: śpiewa niedbale, niewyraźnie, nie potrafi dwa razy powtórzyć tak samo tej samej frazy, nie trzyma tonacji (!) i zwyczajnie fałszuje! Ma również duże problemy z emisją głosu i chyba również… ze słuchem. Do tego te udziwnienia… Jade po prostu wyje i zawodzi na zmianę! I tak oto przeciętna muzyka okraszona została wokalami, które obrażają przeciętnego słuchacza. Niby nikomu nie powinno odmawiać się prawa do twórczości, ale CIRCUS OF LAMIA obrażają dobre imię (tfu!) poppy metalu, dzieci emo i monster high! Non possumus, kurna! Ps. „Najbardziej mnie teraz wkurwia u młodzieży to, że już więcej do niej nie należę”. [Herr B.]

Circus Of Lamia, www.myspace.com/circusoflamia, www.facebook.com/circusoflamia