CIRYAM, GENS – 16.12.2006, Chełm

CIRYAM, GENS
16.12.2006, Chełm, „No Mercy”

W zasadzie jedynym plusem koncertu CIRYAM oraz GENS , jak i klubu, było to, że był/jest. Koncert – w ogóle że coś się działo, a klub – dlatego, że jest i może się w nim coś dziać… I tyle.
Nie lubię jeździć do „No Mercy”, ale czasami człowiek chce gdzieś się wyrwać, chce posłuchać muzyki, chce wypić piwo. I jednocześnie obejrzeć sobie koncert… Małe miasta mają to do siebie, że przeważnie nie ma żadnego wyboru co do miejsca, w których mogą być one organizowane, a do Lublina niestety czasem jest zbyt daleko… Szczególnie, że „Graffiti” organizuje metalowe gigi w poniedziałki i po pracy ciężko jest się stawić na czas…
Zdążyłem się przyzwyczaić, że właściciele „No Mercy” zawsze zaczynają koncert godzinę po czasie, tylko po to by więcej piwa zeszło, ale na koncercie CIRYAM i GENS już przegięli. Wszyscy, którzy mieli przyjść, już się stawili, wypili morze piwa i powoli zaczęli się denerwować. A tu cisza, nikt się nie instaluje. W końcu po połgodzinie zjawili się muzycy miejscowej pierwszej kapeli.

ImageGENS to przedziwna mieszanka muzyczna, mająca w sobie nieodparty wdzięk koncertowej euforii, zabawy dźwiękami i scenicznym zachowaniem typowym dla PARRICIDE (ciekawe dlaczego:-)). Stylistycznie jest to zlepek muzyczny oscylujący na granicy grindu i rocka. Trudno to jednoznacznie określić, gdyż po raz pierwszy spotkałem się z tego typu muzyką, pokręconą, eksperymentalną, nie do przyjęcia dla każdego. Z jednej strony GENS oferuje grindowe przyśpiewki wokalne wraz z takowym brudem muzycznym, z drugiej zaś genialne solówki gitarowe, ich melodyjność i chwytliwość. Całość dodatkowo została osłodzona żeńskim wokalem, który prowadził ożywione dialogi z grindowymi kwikami, chrumknięciami i powrzaskiwaniem. Ogólnie koncert był udany, żywiołowy i został dobrze przyjęty, mimo nieciekawych warunków: braku miejsca na scenie i pod nią, kiepskiego dźwięku m.in. za sprawą ściany, od której się on odbijał. Ale to już specyfika „No Mercy”.

Później to już niestety szlag mnie trafił dokumentnie i bezceremonialnie. Kiedy GENS zszedł ze sceny, swoje instrumenty zaczęli wnosić muzycy CIRYAM. Tyle że nikt im nie zapewnił zaplecza, w którym mogliby je złożyć, skutkiem czego perkusja stała w pudłach pod sceną, ograniczając i tak niewielką przestrzeń, a gitary, klawisze i nagłośnienie w samochodzie. I co? I oczywiście okazało się, że instrumenty wniesione z dworu natychmiast zaparowały i przez długi czas nie nadawały się do użytku. Co za bezmózgowie! Żeby w grudniu trzymać sprzęt na mrozie! Druga sprawa jest taka, że w międzyczasie spaliła się główna (!!!) żarówka oświetlająca salę i nikt (!) do końca występu nie wymienił jej na dobrą. Jak bym wiedział, to przywiózłbym ze sobą jedną… Nie stałbym się przez to bankrutem, a i zobaczyłbym coś może… Została tylko słaba pizdółka gdzieś z tyłu, która praktycznie nie dawała żadnego światła. Muzycy CIRYAM w pewnym momencie rozświetlali sobie mroki wschodniego zadupia telefonami komórkowymi. Wstyd!!! Minęła godzina na rozstawianiu zestawu perkusyjnego i innego sprzętu oraz na pobieżnych próbach brzmienia, zanim koncert na nowo się rozpoczął.

ImageCIRYAM właśnie był w trasie promującej kolejna płytę z muzyką, która nie wszystkim musi się podobać. Nam niekoniecznie, ale mroczne got-metalówy z chełmskiego gimnazjum były wniebowzięte. Ta muzyka nie zachwyca, ale nie jest też beznadziejna. Plasuje się po środku krajowego gothic metalu, pełnymi garściami czerpiąc z CLOSTERKELLERa i nie prezentuje sobą szczytów ani na albumach studyjnych, ani też w wersji koncertowej. Oprócz utworów autorskich zespół zagrał dwa covery: wspomnianego wyżej CLOSRERKELLER i METALLUKI, który zabrzmiał na zakończenie.

W drodze powrotnej, jak zawsze, obiecaliśmy sobie, że do Chełma już nigdy nie pojedziemy na żaden koncert:-).

 

[Paweł]