CLOCK PARADOX Egotheism `12

CD `12 (Inverse Rec.)
Ocena: 4/6
Gatunek: progressive death metal

Album „Egotheism” wydała fińska Inverse Records. Jest to oficjalny debiut piątki Finów ukrywających się pod szyldem CLOCK PARADOX. Wyszło chyba całkiem nieźle, no ale po kolei. Jest to płyta niespokojna. Pierwsze skojarzenia (ale również pierwsze numery na tym albumie) prowadzą nas w stronę VOIVOD: coś jest w tej połamanej sekcji, wykoślawionych gitarach z „kosmicznej otchłani”, co nie pozwala mi przestać myśleć o Kanadyjczykach… A może to te kosmiczne klawisze, tudzież sample – to jest budzące niepokój podkłady, których też bez trudu można się tu dosłuchać? Z pewnością „voivodowska” jest atmosfera tych utworów, co już niektórym z pewnością wystarczy za rekomendację. CLOCK PARADOX do owego „kosmicznego rusztowania” dołożył nam jeszcze dużą porcję porządnego death/corowego grzania. Panowie nie tracą jednak przy tym głowy, nie zatracają się w tempach, nie łupią w straceńczym wyścigu z samymi sobą. W trójkącie pomiędzy prog – death (a-la EOS) – core znajduje się dużo miejsca na „twórczość własną”, dojrzałą kompozycyjnie, aranżacyjnie, pełną „smaczków”. Oczywiście nie ma tu miejsca na wymyślanie koła, niejeden powie, że słyszał już niejedną „podobną” kapelę, a ja mu na to, że CLOCK PARADOX od wielu „tamtych” (niewspomnianych) nie jest gorszy. Ba! Może nawet lepszy? Bo do owych trzech konwencji dokładają jeszcze sporo od siebie. Są bardzo naturalni i twórczy w przetwarzaniu tych muzycznych tradycji. No chyba że komuś nie przypasuje brzmienie „Egotheism”… Finowie swój debiutancki album nagrali i wyprodukowali własnym sumptem. W dzisiejszych czasach nie powinno budzić to już jakichkolwiek podejrzeń – słyszałem dziesiątki „domowych produkcji” brzmiących lepiej, niż niejedno „pożal się Boże” studio… Nagrali to sami, więc zakładam, że wszystko brzmi tak, jak chcieli. Warsztatowych niedociągnięć, nieudanego wykorzystania efektów nie ma tu wiele (może zdarzyło się kilka wpadek, może gary można było nagrać lepiej, ale nic to!). Ja osobiście obniżyłbym brzmienie, przydając mu trochę ciężaru i mocy, ale to też rzecz gustu! Bo z drugiej strony, czy wszystkie metalowe produkcje muszą dążyć do jakiegoś „niedoścignionego ideału” (Dan Swano, Unisound(?)) i w konsekwencji podlegać swoistej brzmieniowej unifikacji? Niewątpliwą zaletą „Egotheism” jest fakt, iż nawet w momentach największego natężenia dźwięków dobrze słychać wszystkie ścieżki (łącznie z basem, co już nie jest takie oczywiste). Inna sprawa, iż ten album (40:19 min.) mija bardzo szybko: bez zastojów, dłużyzn, nudnych fragmentów. Powiem nawet więcej: „Egotheism” daje słuchać się kilka razy z rzędu i to z rosnącą satysfakcją! CLOCK PARADOX ma potencjał, „Egotheism” to porządna płyta przeznaczona do wielokrotnego odsłuchu, a ich następny album może porządnie namieszać. [Herr B.]

Clock Paradox, clockparadoxband@gmail.com; www.clockparadoxband.com, www.myspace.com/clockparadoxband
Inverse Rec., info@inverse.fi; www.inverse.fi