CRAWLING DEATH – 27.01.2007 – 13.10.2006 (trasa – Chorzów, Tychy, Wrocław…)

Image

Wspomnieniami z koncertów zespołu CRAWLING DEATH
w sezonie jesień/zima 2006/2007 dzieli się wokalista Muflon!

13.10.2006 – Chorzów, Scena Muzyczna Champion

Po wakacyjnej przerwie wracamy na sceniczne deski. W porównaniu do sezonu 2005/06 nie ma już z nami Dajsa; zamiast niego na gitarze pruje Krychu (wcześniej basówka), zaś na basie pojawia się zupełnie nowa postać – Rybson, dla którego koncert w Chorzowie był pierwszym w naszych barwach. Dawno nie graliśmy i ta przedkoncertowa atmosfera wpłynęła na nasze procentowe zapędy. Już na próbie u nas w kanciapie pojawiło się parę browarów, jakaś flaszka… Sam koncert wypadł bardzo chaotycznie, za to z olbrzymim powerem, co zresztą nie powinno dziwić. Im więcej pijemy, tym bardziej cierpi na tym nasza precyzja, ale za to siła wyrazu zdecydowanie zyskuje. Powinniśmy starać się to wypośrodkować, jednak nie zawsze się udaje. W Chorzowie nie bardzo się udało. Na domiar złego nieliczna tego dnia publiczność chyba nie za bardzo skumała skecz, gdy chłopaki pojechali początek „Freezing Moon” MAYHEM, a ja za pomocą odświeżacza do powietrza o zapachu leśnym stworzyłem black metalową atmosferę (nie dość, że zapach jak z pogańskich borów, to jeszcze za pomocą zapalniczki plunąłem ogniem, jak DARK FUNERAL czy inny IMMORTAL). Po nas grali nasi ziomkowie z DECLINE i UZIEL. Frekwencyjna porażka (ciekawe, czy ktoś na miejscu zrobił jakąkolwiek promocję), właściciel kombinator czyli typowy, polski, podziemny koncert. Mamy jednak dobre wspomnienia, bo złoiliśmy się okrutnie. Na pamiątkę przywieźliśmy sobie dwie ławki barowe. Stoją u nas w kanciapie i gdy w trakcie prób robimy przerwę na fajke, to wynosimy sobie jedną z nich.

Image

28.10.2006 – Tychy, Tawerna
Niedługo potem zostaliśmy zaproszeni na któreśtam urodziny DECLINE. Jakaś kapela odwołała swój udział i w trybie awaryjnym ściągnięto nas. Nieco wcześniej dowiedziałem się od lekarza, że mam kłopoty z wątrobą i na jakiś czas powinienem dać sobie spokój z alkoholem. Wyznaczyłem sobie miesięczną abstynencję, w trakcie której nieszczęśliwie wypadł koncert CRAWLING DEATH. Po tej sztuce wiem, że już nigdy nie wyjdę na scenę kompletnie trzeźwy. To był koszmar! Świetna frekwencja (ponad 100 osób!) i zajebisty młyn. Wszyscy wokół pijani (zwłaszcza nasz gitarzysta – Metal, który zagrał koncert swojego życia, aż miło było na niego patrzeć, jak szaleje i tryska energią), a ja – jeden trzeźwy frajer. Strasznie się tym zirytowałem, przez co satysfakcja z koncertu była raczej średnia.
Po powrocie do kanciapy byliśmy świadkiem jednej z najśmieszniejszych akcji w historii naszej kapeli. Otóz Metal, mimo iż zgonował całą drogę powrotną, dziarsko pomagał wnosić sprzęt. Dobierając kaliber przedmiotu do jego stanu, daliśmy mu do przeniesienia dywan. Prawie umarliśmy ze śmiechu, gdy potknął się z nim o próg kanciapy, zaliczył glebę, a przy próbie rozwinięcia go… zawinął się w niego i zasnął. Zdjęcia zawiniętego w dywan Metala do dziś są jednymi z najciekawszych w archiwach zespołu.

5.11.2006 – Wrocław, Madness
Wprawdzie mój miesiąc abstynencji jeszcze się nie skończył, to jednak nauczony doświadczeniem z poprzedniego koncertu ostanowiłem wypić, w drodze wyjątku, kilka piw. Koncert we Wrocławiu był dość prestiżowy, bo przed NYIA (grała jeszcze MOTHRA + 3 rybnickie kapele, które przyjechały wesołym autobusem, poza nami PRO-CREATION oraz THE ODOURS). W tak renomowanym klubie jak „Madness” wszystko wyglądało inaczej niż to, do czego się przyzwyczailiśmy. Wypasiony sprzęt, wysoka scena, akustyk wiedzący po co znalazł się na koncercie. Sam nasz występ bez większej historii. Krótko, przy znikomej reakcji publiki. Mnie się tam podobało, bo dobrze słyszałem się na scenie, a na dodatek byłem trochę pijany i lekko upalony.

ImageImageImage

15.01.2007 – Rybnik, Pozytywka
W nowym roku załapaliśmy się jednego dnia aż na dwa koncerty z okazji WOŚP. Co prawdziwsi metaloffcy nas znienawidzili (bo Owsiak to brudas, lewak i narkoman), jednak dla nas jest czołowym polskim satanistą i dlatego udzielamy mu swojego supportu. Koncert na własnych, rybnickich śmieciach miał miejsce w klubie, gdzie zwykle goszczą mało rockowe dźwięki. Na dodatek graliśmy wcześnie, więc nie zdążyliśmy wystarczająco się upić. Na sali mdła atmosfera. Wyszło na to, że zrobiliśmy sobie próbę przed koncertem w Rydułtowach, na który od razu się zawiniliśmy.

15.01.2007 – Rydułtowy, MOK
Już po przyjeździe do Rydułtów wkurwiliśmy się okrutnie, a ja to chyba najbardziej (a wkurwić mnie to niełatwe zadanie…). Okazało się, że koncert ma spore opóźnienie, organizator nie ma dla nas obiecanej kasy (nie żebyśmy sępili na charytatywnych imprezach, ale kierowcy busa trzeba za paliwo zapłacić), browarów jest 2x mniej niż miało być, obiecanego żarcia w ogóle nie ma, akustyk jest głuchy jak pień, przed nami i naszymi ziomkami z EXILED zagra dodatkowo jakieś gówno brzmiące jak spedalony OASIS, a na dodatek, zanim wyjdziemy na scenę, to 80% ludzi pójdzie już w chuj, bo późno. Jednak była jedna rzecz, która nie tylko wynagrodziła mi te wszystkie niedogodności, ale nawet sprawiła, że ten koncert wspominam jako jeden z najlepszych. To „mikrofon bezprzewodowy” podparty słusznych rozmiarów sceną! Cieszyłem się jak dziecko, biegałem po scenie jak pojebany (koncert był późno, więc znajdowałem się w odpowiednim stanie), tarzałem się, czołgałem, przewracałem, a nawet zeskoczyłem do publiki (4-osobowej) w czasie solówki w coverze „Evil Dead” DEATH, po czym wbiegłem na zaplecze, by ponownie wybiec z boku sceny. Zawsze chciałem to zrobić! To było to! Niestety chłopaki nie podzielają mojego entuzjazmu i marudzą, że było krzywo. Czasami ich nie rozumiem.

27.01.2007 – Lyski, Blizzard
Koncert w Lyskach to co roku obowiązkowa akcja dla CRAWLING DEATH. To mała wioska, ale w okolicy pełno sierściuchów, więc zawsze fajnie zagrać w tym miejscu. Było dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy: piwo, hałas i rozpusta. Smutnym akcentem był fakt, że grający wtedy z nami EXILED załoili prawdopodobnie swój ostatni koncert (emigracja kogoś ze składu, brak perspektyw na znalezienie następców…). Niejednemu łezka zakręciła się w oku, a bisom nie było końca. Po koncercie upiliśmy się na smutno (no, prawie na smutno), a kaca leczyliśmy przed kolejne trzy dni.

Na tym zakończyliśmy sezon koncertowy, trochę przedwcześnie, ale mamy swoje powody. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już na jesieni w końcu wyskoczymy z nowym materiałem, a co za tym idzie, zagramy tu i ówdzie. Do zobaczenia!

 

[Muflon – wokalista CRAWLING DEATH]

Image