CULT OF ERINYES Blessed Extinction `13

digiCD `13 (Code666)
Ocena: 3/6
Gatunek: black metal

Ludzie popełniają zbrodnie, tudzież większe lub mniejsze świństewka. Potem jakaś część ich samych każe im żałować wyrządzonego zła. Etyka chrześcijańska nazwała to wyrzutami sumienia, starożytni zwykli mówić, że dręczą ich Erynie. Były one nieprzekupne i nieustępliwe. Swą ofiarę (człowieka lub Boga) dręczyły zarówno na ziemi, jak i w zaświatach. Dlatego starożytni nieszczególnie za nimi przepadali… Ich kult odrodził się za to w Brukseli (rzymskiej prowincji Belgica Secunda) w 2009 roku za sprawą trzech (a na koncertach nawet czterech – tj. wszystkich) członków grupy PSALM. „Blessed Extinction” to ich drugi album wydany pod szyldem CULT OF ERINYES (w międzyczasie wyszła jeszcze EPka i split z tureckim ZIFIR). Mamy tu do czynienia z ekstremalną odmianą black metalu (jesteśmy gdzieś w okolicach MAYHEM i podobnych). Jest to muzyka zdecydowanie nakierowana i dążąca do ekstremy: brudne, brzęczące gitary, odrobina klawiszy, czasem zwolnienie dla zbudowania nastroju. Zdarza się nawet solo, na którym przyjemnie ucho zawiesić! Bo trójka Belgów to muzycy zdolni, ze swoją materią szczególnie się nie siłujący. Kompozycje są ciekawe, płyta jako całość jest fajnie zbalansowana – blackmetalowa sieka przekłada się zwolnieniami, zdarzają się też „chóralne” refreny a`la EMPEROR. Generalnie jest tu kilka rodzajów wokalu, a wykorzystywane są one z dużym wyczuciem… Całość albumu mija bez większego znużenia: towarzyszy nam tu swoista huśtawka nastrojów i – jeszcze wyraźniej odczuwalne – napięcie i niepokój. Ten nastrój właśnie jest immanentną, najwyraźniej odczuwalną cechą muzyki CULT OF ERINYES. Wszystko jak dotąd jest jak należy – skąd więc te trzy punkty? Otóż panowie z CULT OF ERINYES postanowili po calaku spartolić nagranie i produkcję tej płyty. Ja wiem, że black metal, że brud, smród i zgnilizna, ale nie wypada w XXI wieku (w epoce wszechobecnej cyfry) w imię powyższego pozwolić sobie tak dalece zmasakrować własny album! Czepiać można się każdego instrumentu i to nie tyle w kwestii samego brzmień, tj. zastosowanych efektów, fuzzów, ale ich nagłośnienia, a dokładniej mówiąc dynamiki jako takiej. Doskonałym exemplum niech będą tu wykresy muzyki Belgów w serwisie soundcloud (http://soundcloud.com/cultoferinyes). Ot, CULT OF ERINYES i ich realizator dźwięku wyprodukowali rurę doskonałą – to te wykresy (wyglądające może trochę bardziej jak brzeszczot do metalu) obrazujące dynamikę utworu, tj. mówiąc w uproszczeniu „głośność” poszczególnych fragmentów/partii/instrumentów. Tu – choć w tych utworach dużo się dzieje i jest duży potencjał na suspens i wykorzystanie dynamiki – nie ma żadnej różnicy! Przyjechał walec i wyrównał! Ja wiem, że jest to tendencja ogólna, że nawet reedycje starszych albumów – by te pierwotnie „cichsze” fragmenty były dziś dobrze słyszalne przy tokarce i w ulicznym korku – podkręca się w ten właśnie sposób. Gdyby brzmienie na „Blessed Extinction” było przy tym czytelne, by równie wyraźnie słyszeć można było wszystkie partie (zarówno szepty, jak i krzyki – bo taki ma być ostateczny efekt), pokręciłbym nosem, ale nie powiedział nic – ot, taka jest ogólna tendencja, co ja mogę?! Tutaj jednak gałkami kręcił inżynier bez głowy, a przynajmniej z amputacją słuchu! Posłuchajcie sobie choćby garów: każdy praktycznie ich element jest nagrany inaczej. Każdą blachę słychać inaczej, każde przejście słychać inaczej, a najgorzej słychać… stopę. W natłoku dźwięków bardzo mocno się ona gubi, a nazwanie jej brzmienia kartonowym dosyć mocno obraża… karton. Stopa brzmi trochę tak, jakby… zapomniano przy niej postawić mikrofon! Partie gitar są bądź to za głośne, bądź za ciche, wokal generalnie raczej za głośny, bass… intuicyjnie wyczuwam, że pokrywa jakąś skalę, ale go nie słyszę! Oto mamy więc przykład, jak słabe nagranie może położyć dobry materiał, ciekawą, niepokojącą muzykę z potencjałem na dobry album; ja zamiast się delektować i wsłuchiwać w kolejne niebanalne passusy, rwę sobie włosy z głowy i kręcę palcem w uszach, w których piszczy mi niemiłosiernie. A Erynie niech gonią realizatora albumu CULT OF ERINYES aż po krańce Piekieł, by zapamiętał sobie na zawsze, jak nie należy nagrywać perkusji… Ament! [Herr B.]

Cult Of Erinyes, www.cultoferinyes.com, www.facebook.com/cultoferinyes
Code666, Via Billi 2, 40026 Imola, Italy; info@code666.net; www.code666.net