DAWN OF WINTER The Skull of the Sorcerer ’12

Zaczynając recenzję najnowszej epki DAWN OF WINTER muszę zacząć od zdziwienia jakiego padłem ofiarą, gdy odkryłem, że grupa powstała w roku 1990 (!) a na koncie ma zaledwie trzy małe płytki i dwa długograje. Istotnie, los bywa czasem niesprawiedliwy. Omawiany materiał został zaś wydany w limitowanym do 500 sztuk nakładzie, tylko na vinylu, z okazji dwudziestej drugiej rocznicy powstania grupy. Dla niezorientowanych, DAWN OF WINTER to niemiecka grupa parająca się klasycznym doom metalem, tym pełnym BLACK SABBATHOWYCH naleciałości, ale bez nachalnego, stonerowego brudu. Jest ciężko, jest wolno, ale też czytelnie i podniośle. Głównie za sprawą Gerrita P. Mutza, gardłowego SACRED STEEL, który i tutaj nie daje plamy, śpiewając z takim patosem teksty o krwi Dagona i czaszce Czarnoksiężnika, że mimo woli zaczynam się przejmować jednym i drugim. Właśnie głos Mutza jest największym wyróżnikiem kapeli, bo muzycy uprawiają swoje rzemiosło rzetelnie i uczciwie, ale nie wychylają się w żaden sposób poza konwencję. Bębny dudnią jak trzeba, bas trzyma rytm solidnie i sumiennie, a potężne riffy gitarzysty co jakiś czas rozświetla wprawna solówka. Zaskakujące, że w niektórych (żwawszych) momentach trąci to starą METALLICĄ. Dzięki barwie wspomnianego wokalisty przypominają mi się zaś stare płyty CANDLEMASS i w zasadzie nie mam już żadnych zastrzeżeń do płyty. Z niecierpliwością wypatruję pełnego albumu (na który mam nadzieję nie trzeba będzie tym razem czekać… dziesięciu lat). DAWN OF WINTER poza szereg nigdy pewnie nie wyjdzie, ale dla zwolenników old schoolowego doom metalu będzie znakomitą odtrutką na wylew przekombinowanych współczesnych płyt. Ciężar, klimat, brzmienie lat minionych i wspaniałe, podniosłe (ale nie nadęte) refreny czynią z tej epki wartościową zapowiedź nowej płyty. Wspominałem już, że na nią czekam? [Shadock]

DAWN OF WINTER, http://www.dawnofwinter.de/, http://www.myspace.com/dawnofwinter

Cyclone Empire, http://www.cyclone-empire.com/