DEATHQUINTET Godwork `13

digiCD `13
Ocena: 4/6
Gatunek: death metal

Niezwykle obfity w skandynawski metal okres dla mnie nastał. Płyty jedna za drugą same wpadają mi w łapska. DEATHQUINTET to nowe wcielenie innej kapeli z tamtych stron (średnio mnie to interesuje, jakiej, hłehłe), której pomysł na wizerunek ogranicza się do białych koszul z krawatami. Najpierw, dawno temu widziałem taką elegenację u Fridena, na jakimś nagraniu z koncertu IN FLAMES sprzed lat, potem u chłopaczka z miejscowej kapeli, która zapatrzona była lekko w szwedzkie melodie, a teraz tutaj. Aż tak potrzebują niektórzy zerwać ze stereotypem bruda? Ech, takie tam żarciki. Krzysztof Szpajdel też się nie napracował. Może dlatego, że DEATHQUINTET skorzystał z jego usług i logo tego składu to żadne logo. Ale to tylko bzdurki dla oka, jednak i dla ucha też wspaniale nie jest. Słuchając albumu „Godwork” od razu strasznie odepchnęły mnie wokalizy. O ile śmierć metal zwykle łykam z całym dobrodziejstwem inwentarza i lubię konkretny ryk, tak tutaj po prostu działa mi on na nerwy, a złego wrażenia nawet nie zaciera sterta gości występujących na „Godwork”. Czyli jednak nie takie to znowuż boskie dziełko, na jakie tytuł wskazuje. Lepiej zdecydowanie prezentuje się praca instrumentalistów. Czołowym zawodnikiem na trackliście jest dla mnie „My Burden”, które wrzuca w refrenie naprawdę spoko riff. I takich właśnie przebłysków kilka można zliczyć, jak choćby fragmencik w drugiej połowie „As the Canvas Frays”. A reszta to niezły łomot z ciągotami w stronę groove. Czy mam coś więcej do dodania? Abosolutnie nic. „Godwork” to kolejna przyjemna płytka. Może i nie pozamiatała, z zachwytu mi nic nie pociekło, jednakowoż parę nienajgorszych chwil z nią spędziłem. [Soulcollector]

Deathquintet, Marcus Lundberg, Nygatan 89a, 602 34 Norrkoping, Sweden; www.deathquintet.com, www.facebook.com/Deathquintet