Debiutancka płyta MARTYRDOOM

Znane hiszpańskie wydawnictwo muzyczne Memento Mori podpisało kontrakt z warszawskim doom death metalowym projektem MARTYRDOOM na wydanie debiutanckiego albumu, który będzie nosił tytuł „Grievous Psychosis”. Jego międzynarodową premierę zapowiedziano na 24 kwietnia 2017.

Krótka biografia zespołu:
MARTYRDOOM został założony w 2010 roku i dotąd na koncie miał zaledwie dwa wydawnictwa – Promo z 2012 oraz demo „Twisted Perversions” z 2013 roku. Utwór pt. „Corpsefuck” ze wspomnianego dema znajdzie się na także na nadchodzącym LP zespołu. Poprzednie wydawnictwa ukazywały się własnym sumptem.

Label reklamuje album MARTYRDOOM jako „jeden z najlepszych tegorocznych albumów z gatunku doom/death”. Ponadto, przedstawia zespół i jego debiutanckie dzieło w całkiem interesujący sposób:

„MARTYRDOOM jest niczym bestia więziona w mrokach krypt, która wypuszczona została na ludzkość. Złaknieni krwi i ociekający wrogością, Polacy uzbrojeni w bogatą wiedzę na temat starożytnej sztuki tworzenia death i doom metalu, stworzyli coś dzikiego, wręcz nieludzkiego. Ich muzyka przywodzi na myśl twórczość metalowych bogów takich jak: OBITUARY, IMMOLATION, RIPPIKOULU, AUTOPSY, DEMILICH, TRIPTYKON, CANNIBAL CORPSE, INCANTATION, GRAVE, DISMA czy DEAD CONGREGATION. Niemniej jednak, potrafią stworzyć coś świeżego, z pominięciem współczesnych trendów. Brnąc niezłomnie przez przeciwności, torują sobie drogę dzięki unikalnej mieszance doom i death metalu. „Grievous Psychosis” jest głosami demonów w twojej głowie, powracających po latach by odzyskać to co zawsze należało do nich”

 

Tracklista albumu:
1. BETRAYED TRUST
2. BLOODY INCARNATIONS
3. OLDSCHOOL DEATH
4. LUCIFER RISE
5. DROWNED IN VOID
6. FACE WITHOUT A PERSON
7. PSYCHOSIS
8. CORPSEFUCK

Line-up zespołu:
Sociak – wokal
Marol – gitara
Młynar – gitara/wokal
Artur – bass
Wasyl – perkusja

Specjalnie dla was mamy także utwór, który znajdzie się na „Grievous Psychosis”. Przed Państwem premierowo „Betrayed Trust”, który potwierdził że mamy się czegoś bać i że zapowiedzi nie są szczególnie przesadzone:

Ujawniamy także okładkę albumu: