DECAPITATED Blood Mantra `14

CD `14 (Nuclear Blast)
Ocena: 5/6
Gatunek: death metal

DECAPITATED, zespół który stał się Donaldem Tuskiem muzyki metalowej. Wyeksportowany w świat, ale także oskarżany o rażący spadek formy po „Carnival is Forever” (głównie na krajowym rynku), wiecznie potępiany za charakterystyczny głos Rasty, nieugięty w graniu „tylko dla was: „Spheres of Madness” na każdym koncercie – od przeszło 10 lat. Zatem to właśnie rok 2014 stał się kolejnym rokiem próby dla Vogga i spółki w zmaganiach z niegasnącą legendą. Owocem tej próby jest album „Blood Mantra”. Wiadomym jest, że zespół stara się odciąć od historii i stworzyć coś niepowtarzalnego, coś poniekąd „swojego”, co umożliwiłoby wreszcie uniknięcie potoku porównań. DECAPITATED rozpoczął prezentację możliwości od szeroko komentowanego w mediach „The Blasphemous Psalm to the Dummy God Creation”, którego nie będę tu omawiał, gdyż uważam ten utwór za najsłabszy na całym krążku i jednocześnie za najgorszy możliwy wybór w kwestii zapowiedzi płyty. Na szczęście, czym dalej, tym lepiej. Zacznę od tego, że jest to nieporównywalnie lepszy album od „Carnival is Forever”, ale paradoksalnie, tego progresu nie można złożyć na karb przyrostu „mocy” czy „techniki”, ale dwóch niepozornych czynników – groove’u i zgrania zespołu. Bowiem „Blood Mantra” to chyba najbardziej ułożony i zgrany ze sobą tandem piosenek w dość długiej historii DECAPITATED. Jednocześnie zawartość płyty jest podana w piekielnie chwytliwej formie, która co prawda nie każdemu przypadła do gustu (nie każdy przecież jest fanem DEVILDRIVERa), ale zawiera w sobie pierwiastek unikalnej, decapitowej magii, której muzycznym ucieleśnieniem są (już tradycyjnie) mięsiste riffy, czyli produkt flagowy DECAPITATED. Riffy z „Nest”, „Blood Mantra” czy „Moth Defect” spokojnie wchodzą do elitarnej loży zagrywek na poziomie zaserwowanych w „The Negation”, „Day 69” czy nawet legendarnym „Spheres of Madness”. Cały album wspierany jest sporą dawką groove’u, wigorem LAMB OF GOD, a nawet elementami muzyki djent (MESHUGGAH), które słychać w szczególności we wstępie do „Moth Defect” oraz w „Blindness”. Taki mariaż wypada zdecydowanie na korzyść DECAPITATED, pozwala bowiem na sięganie nawet w najodleglejsze rejony muzyki metalowej, w celu stworzenia czegoś unikalnego i ponadczasowego, bez obaw o utratę muzycznych korzeni. Ponadto trzeba oddać Raście, że sporo trenował – to już nie smutne, płaskie pomruki z „Carnival is Forever”, ale pełnoprawny, charakterystyczny growl, który swoją nośnością świetnie wkomponowuje się w muzyczną przestrzeń tworzoną przez gitarę Vogga. Płyta oczywiście nie ustrzegła się minusów, niestety w sferze, która kiedyś była domeną DECAPITATED – w sekcji rytmicznej. Perkusja jest ledwie słyszalna, stopa brzmi bardzo „wyblakle” i odnosi się generalne wrażenie, że w studiu postawiono „wszystko” na gitary w myśl powiedzenia „wóz, albo przewóz” – albo się uda, albo się nie uda. Udało się, oby w przyszłości było tylko lepiej. A DECAPITATED może ze spokojem w ową przyszłość spoglądać, gdyż rzesza fanów po „Blood Mantra” na pewno się poszerzyła, świadczą o tym dotychczasowe statystyki dotyczące sprzedaży płyty oraz recenzje moich kolegów/koleżanek oraz fakt, że hurtownia riffów Vogga nadal jest pełna, a z takim zaopatrzeniem żadna firma nie upadnie. [Vexev]

Decapitated, www.decapitatedband.netwww.facebook.com/decapitated
Nuclear Blast, www.nuclearblast.de/en