DECAPITATED: Death metalowy akordeonista

decapitated_logoCzwartek (pewnego lipcowego popołudnia). Wróciłem z pracy, zmęczenie upałem daje o sobie znać. Staram się zebrać myśli, odpocząć – palce stukają w klawiaturę.

Przypominam sobie wizytę u Tomasza Sokoła (Komis Muzyczny Neuma w Krakowie, dziś już nie istniejący)… W kieszeni miałem trochę zaskórniaków, starczyło mi na jedną płytę… Wsiadłem do autobusu i pojechałem do domu. W przedpokoju prawie się zabiłem, potykając się o inne buty. Nie zdążyłem zrzucić okrycia wierzchniego, a płytka już siedziała w odtwarzaczu. Włączyłem i słuchałem… Od tego czasu minęło kilka dobrych lat, a czas jakby stanął w miejscu. Te dźwięki są nadal obecne, ciągle ekscytują, podają adrenalinę.

Po „Winds Of Creation” nastąpiła fala death metalowego szoku. Ukazanie się płyty „Nihility”, koncerty w Krakowie…

Wszyscy odbiorcy dziwili się, jak osoby w tak młodym wieku, potrafią grać i tworzyć coś tak unikalnie szybkiego, technicznego. Stało się jasne, że DECAPITATED podbija powoli zachodnią scenę.

Pasmo nieustających sukcesów przerwała jednak tragiczna śmierć perkusisty Witolda Kiełtyki. Od tamtego smutnego wydarzenia minęło wiele miesięcy, podczas tego czasu wiele się zmieniło.

Postanowiłem więc przeprowadzić wywiad z pierwszym wioślarzem DECAPITATED – Voggiem, wirtuozem death metalowej gitary…

 

 

Witaj Vogg! Na samym początku chciałem Ci bardzo podziękować za poświęcenie swojego prywatnego czasu dla naszego zina, nie masz go za wiele, jesteś w końcu świeżo upieczonym gitarzystą grupy VADER…


Siemanko, witam wszystkich serdecznie. Z tym czasem to bez przesady, jeszcze zostaje mi trochę wolnych chwil pomiędzy wyjazdami na koncerty, także nie ma problemu. Cała przyjemność po mojej stronie.

 

Wiadomo, że z Peterem znacie się nie od dziś. Piotr był producentem Waszego debiutanckiego albumu „Winds Of Creation”, wraz z DECAPITATED zagrałeś z VADER kilka tras koncertowych. Co sprawiło, że figurujesz w tym zespole jedynie jako muzyk sesyjny?


Tak, znam Petera nie od dzisiaj. Faktycznie pomagał nam przy nagrywaniu pierwszej płyty, no i zagraliśmy razem kilka tras koncertowych. Natomiast to, iż figuruję w VADER jedynie jako muzyk sesyjny, to wynik tego, że na czas obecny inna forma współpracy (stały kontrakt) nie wchodzi grę – to decyzja Piotra. Jako członek grupy VADER nie zajmuję się sprawami związanymi z promocją zespołu, a jeśli już, to są to raczej sporadyczne wywiady oraz obecność na zdjęciach promocyjnych kapeli. Sprawa podziału tantiem, sprzedaży płyt to czynności, którymi zajmuje się menadżer VADER oraz sam Peter. Moim zadaniem jest jedynie granie koncertów.

 

Rozumiem, że VADER to grupa, która musi opierać się na pewnym schemacie. Zburzenie tego porządku sprawi, że wypróbowana forma straci swój kształt i urok. Myślisz, że gdybyś miał wkład w kompozycje Piotra, duch VADER straciłby swój charakter? Osobiście wydaje mi się, że jedynie mógłby na tym zyskać…


Słuchaj, Peter ma swój własny niepowtarzalny styl gry oraz schemat pracy. Nie dostałem od niego żadnej propozycji zrobienia numeru albo riffu na nowy album. Miałem co prawda nagrywać solówki na „Necropolis”, ale jakoś nic z tego nie wyszło:-). Myślę, że gdybym uczestniczył w sesji nagraniowej tej płyty, to duch VADER na pewno nic by na tym nie stracił, bo o wszystkim decyduje Peter i jako główny kompozytor w tym zespole jego decyzja, co do kształtu brzmienia i wyglądu utworów, jest ostateczna.

 

l_decapitated_organicOk, pomówmy o DECAPITATED… Który album tego zespołu jest Twoim ulubionym i dlaczego?


Nie mam ulubionego krążka DECAPITATED. Lubię wszystkie nasze produkcje. Każda z nich jest inna i niepowtarzalna. Każda z nich miała wpływ na to, co później działo się w zespole. Z każdą płytą wiąże się jakaś bliska mi historia.

 

Na co zwracasz szczególną uwagę przy wyborze studia nagraniowego?


Wiesz, tak naprawdę to trzy ostatnie albumy nagrywaliśmy z braćmi Wiesławskimi. Kierowaliśmy się wyłącznie tym, że już ich znaliśmy i wiedzieliśmy, czego się po nich spodziewać. Zawsze się z nimi po prostu świetnie współpracowało i dlatego wracaliśmy do studia Hertz. Gdy dojdzie do produkcji nowej płyty, będę się kierował na pewno sugestiami moich znajomych fachowców od nagrywania oraz własną intuicją, co do wyboru miejsca i realizatorów. Wszystko się zmieni tym razem, ponieważ sam będę dysponował budżetem i nie będę tak bardzo ograniczony, jeśli chodzi o czas, sprzęt itp. Myślę, że podejdę do tego bardzo poważnie i zrobię wszystko, żeby nowy DECAPITATED brzmiał na światowym poziomie.

 

Jakiś czas temu w sieci pojawiła się informacja dotycząca naboru muzyków do nowego składu DECAPITATED. Jak idą poszukiwania? Może masz już jakieś konkretne propozycję?


Udało mi się nawiązać kontakt z niejakim Kerimem Lechnerem z zespołu THORNS OF IVY. Kerim pochodzi z Austrii, ma niespełna dwadzieścia lat i jest kurewsko utalentowany. Poza tym, to spoko ziomek:-). Zagraliśmy razem dopiero kilka prób, ale na 99% jest dla mnie osobą, która jest w stanie, może nie do końca zastąpić Witka, bo jego się nie da nikim zastąpić, ale być kontynuatorem tego, co do tej pory robił mój zmarły brat. Jeśli chodzi o resztę składu, na razie jestem na etapie dalszych poszukiwań. Jeśli ktoś z was jest zainteresowany lub zna osoby chętne do podjęcia takiego wyzwania, niech napisze do mnie maila.

decapitated_vogg3Z DECAPITATED zagrałeś w swoim życiu wiele koncertów w kraju i zagranicą. Czy jakieś szczególne występy pozostały w Twojej pamięci?


Powiem Ci, że ciężko tak wyszczególnić jakiś konkretny występ. Z takich zabawniejszych sytuacji, które zapadły mi w pamięć, będzie koncert na polskiej edycji OzzFest w Spodku. Było to już jakiś czas temu [w roku 2002 – red.]. Wtedy jeszcze nie mieliśmy prawie w ogóle dobrego sprzętu, a mieliśmy zagrać przed SLAYERem:-). No więc wyszliśmy na scenę z garami Amati, basowym kombo Laneya oraz jakąś paczką „Samoróbą”. Postawiliśmy to zaraz przy sprzęcie SLAYERa. Wyglądało to niezbyt imponująco… Wyobraź sobie arsenał Kerrego Kinga i Jeffa Hanemanna:-) [buahaha, to musiało robić niezłe wrażenie:-) – red.]. Pamiętam również, że byłem nieźle zesrany tego dnia. Ale jakoś daliśmy sobie radę. Duża w tym zasługa Arkadiusza „Malty” Malczewskiego, który nam wtedy trochę pomógł. Przypomina mi się jeszcze wyjazd na trasę do Anglii, kiedy to pierwszy raz graliśmy nie w Polsce i nie na Słowacji:-). Graliśmy wtedy z death/grindowym LOCKUP, takim projektem Jessego Pentado (r.i.p. – zmarł 27 sierpnia 2007), Nicholasa Barkera i Petera Tägtgrena. Niezły szok, jak na pierwszy tour – dzielić scenę z takimi osobowościami. Dużym przeżyciem były także koncerty HATE ETERNAL i NILE, jakie widzieliśmy będąc pierwszy raz w Stanach. W sumie nie wiedzieliśmy, co się stało. Nigdy czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy na własne oczy. Masakra. Później przez jakieś dwa dni trasy prawie się nie odzywaliśmy do siebie:-). Szok! Było tych wydarzeń multum, długo by opowiadać…

 

Co właściwie dzieje się z byłymi członkami DECAPITATED? Mam na myśli Saurona i Martina. Czym się teraz aktualnie zajmują? Porzucili świat muzyki bezpowrotnie?


Sauron aktualnie pracuje w Sinfonietta Cracovia. Jest to zespól wykonujący tzw. muzykę poważną. Zajmuje się tam sprawami organizacyjnymi, tak więc cały czas siedzi w tym temacie. Natomiast z Martinem straciłem kontakt jakiś czas temu. Wiem tylko tyle, że mieszka teraz w USA, w Nowym Meksyku z żoną i dzieckiem.

 

vitek_ripDługo się zastanawiałem, czy wypada mi pytać o Twojego zmarłego brata Witka. Rozumiem, jeśli nie będziesz chciał o tym mówić, jest to sprawa prywatna i pewnych rzeczy nie powinno się roztrząsać. Jednak gdybyś zechciał się podzielić jakąś ciekawą historią, przygodą, którą przeżyłeś razem ze swoim bratem kiedyś na koncercie lub zwykłym nie muzycznym życiu, byłoby miło. Ja osobiście nie znałem Twojego brata, lecz podziwiałem go jako muzyka. Nigdy nie zapomnę trasy promującej album „Nihility”, nie mogłem znaleźć po koncercie swojej szczęki, z wrażenia gdzieś się zagubiła…


Powiem tylko tyle, że Witek dla mnie był, jest i zawsze będzie niedoścignionym wzorem. Dla mnie zawsze będzie mistrzem. Ten człowiek był po prostu najlepszy we wszystkim, co robił. Nigdy nie widziałem, żeby się z kimś kłócił czy coś podobnego. Przeżyłem z nim dużo pięknych i trudnych chwil. Ciężko mi jest się z tym wszystkim pogodzić i uporać, ale mam zamiar kontynuować to, co zaczęliśmy razem w DECAPITATED. Nie chcę, aby ludzie o Nim zapomnieli i aby jego dzieło, wysiłek poszły na marne. Nigdy o Nim nie zapomnę…

 

covan_pomagamy_miniCzy wiesz, jak zakończyła się sprawa konfliktu pomiędzy ubezpieczycielem a rodziną Covana? Z nieoficjalnych źródeł wiem, że stan zdrowia Adriana nie jest najlepszy…


Na razie nie chcę nic na ten temat mówić. Czasami widuję Adriana. Jego stan nadal jest ciężki. Wciąż potrzebuje pomocy, zwłaszcza finansowej. Jego rehabilitacja kosztuje fortunę, a on wymaga opieki każdego dnia. Więc jeśli ktoś zechciałby mu jakoś pomóc, niech zajrzy na stronę internetową www.adrian.org.pl.

 

Na oficjalnej stronie MySpace DECAPITATED pojawiła się aukcja charytatywna, z której cały dochód miał zostać przekazany rodzinie Covana. Aukcja dotyczyła gitary Ralpha Santolli. Kto wpadł na taki pomysł i w jakiej kwocie udało się sprzedać tę gitarę?


Pomysł wyszedł od samego Ralpha. Postanowił on pomóc w jakiś sposób Covanowi i po ostatnim koncercie DEICIDE w Warszawie na Winterfest oddał mi to wiosło i powiedział, że to dla Adriana, że chce w ten sposób mu pomóc. Ralph to świetny gość, legenda, prawdziwy rock`n`drollowiec. Niestety jak na razie nie udało się jej jeszcze sprzedać. Może dlatego, że daliśmy za wysoką cenę początkową i ludzie mogli się zrazić. Jeśli kogoś interesuje ta gitara, to cały czas jest do kupienia. Od siebie dodam, że to świetny instrument. Oryginalny Jackson Randy Rhoads, pokryty perłowym lakierem, z hebanową podstrunnicą, osprzęt Schaller, Floyd Rose Tremolo, Emg 81. Cudowna gitara. Znajdują się na nim podpisy wszystkich członków grupy DEICIDE.

 

decapitated_vogg2Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką metalową? Kto zaraził Cię nią pierwszy? Ty, czy Twój zmarły brat Witek?


Zarówno mnie, jak i moich braci metalem zaraził nasz kuzyn Lechu. Jak byliśmy bardzo młodzi, to chodziliśmy w odwiedziny do naszej ciotki i on puszczał nam te wszystkie kapele typu SLAYER, KAT, TESTAMENT, VOIVOD itd. Lechu miał chyba wszystko. Do tego miał długie baty z gumy, pieszczochy i ogromną ilość płyt analogowych. Wkręciliśmy się po uszy:-).

 

Tak się składa, że Twój talent udziela się także innym zespołom i stąd dostajesz częste zaproszenia na gościnne nagrania. Która wizyta i w jakim zespole sprawiła Ci największą frajdę?


Bardzo lubię udzielać się gościnnie w różnych projektach. Uwielbiam pracę w studiu i faktycznie sprawia mi to wielka frajdę. Zajebiście było podczas sesji z BLINDEAD. Nagrałem dla nich kilka dźwięków na akordeonie. Sesja miała miejsce w Screw Factory w Dębicy. Przyjechałem na dwa dni i zostałem na dwa tygodnie, było grubo:-) [to tak zwane wspaniałe życie muzyka:-) – red.]. Ostatnio posadziłem kilka solówek na nowy VIRGIN SNATCH w zajebistym utworze „It’s Time” napisanym przez Jacka Hiro dla mojego zmarłego brata. Duży szacunek dla chłopaków. Oprócz tego fajnie siadły mi solówki dla REDEMPTOR, NEOLITH czy SARATAN.

 

A jak przebiega Twoja współpraca z Jackiem Hiro? Czy prace nad materiałem na piąty album SCEPTIC zostały podzielone między Was 50% na 50%? Mam nadzieję, że Twój wkład w ten zespół będzie nie tylko widoczny, ale również słyszalny…


Z Jacentym zawsze spoko się współpracowało, ale to, że ma być nowy SCEPTIC, to nie wiedziałem:-) [w Krakowie ten temat należy do tabu, ja słyszałem zupełnie co innego:-) – red.]. Jeśli płyta faktycznie będzie miała się pojawić, to na pewno nie będzie 50% na 50%. Co najwyżej zrobię jeden numer, który ponoć kiedyś obiecałem Hirowi na fazie:-).

 

Głupio by było nie wspomnieć o LUX OCCULTA. Ciekawi mnie, czy nie chcielibyście jeszcze razem z chłopakami czegoś nagrać. Załóżmy, że reaktywacja będzie jedynie w formie pół aktywnej: płyta i kilka upamiętniających koncertów… Czy jest to możliwe?


Zobaczymy. Cały czas, gdzieś w powietrzu wisi taki plan. Myślę, że przyjdzie na to odpowiedni czas, kiedy znowu obudzą się wszystkie rogate dusze:-). Wiesz, każdy ma swoje życie, zobowiązania itd. Mimo wszystko sądzę, że jest duża szansa na to, że jeszcze kiedyś razem z chłopakami coś zrobimy.

 

Czy to prawda, że współpracowałeś z Renatą Przemyk? Czy było to ciekawe doświadczenie:-) – muzyczne?


Tak, współpracowałem z Renatą. Było to świetne doświadczenie, nie tylko zresztą muzyczne. Renata to bardzo fajna osoba, tak samo jak i jej muzycy. Dużo się tam nauczyłem, chociaż zagrałem z nią tylko kilkanaście koncertów. W ogóle musiałem się trochę przestawić na inny klimat, ale bardzo sobie cenię tę współpracę.

 

Jak w ogóle nawiązała się Twoja współpraca z Renatą? Niewielu polskich metalowych gitarzystów może pochwalić się w swoim CV czymś tak ekscentrycznym…


Renatę poznałem dzięki mojemu kumplowi, który grał z nią na akordeonie. Kiedyś dostał inną pracę i zaproponował mi, żebym go zastąpił na jeden koncert. Przyjąłem propozycję. Następnie Renata dowiedziała się, że jestem też gitarzystą i zaproponowała mi współpracę, bo akurat jej wioślarz zrezygnował z gry, więc się zgodziłem:-). Byłem trochę spięty, bo musiałem ogarnąć dwie godziny materiału, z czego połowę na akustyku, a nie jest to raczej mój podstawowy instrument. To trochę inna bajka niż w metalu. Ale jakoś to poszło i wszyscy byli zadowoleni. Może za wyjątkiem akustyka, który twierdził, że mam za ciężkie brzmienie, jak wchodzę z riffem. Mniejsza z nim, muzykom to odpowiadało:-).

 

Jesteś przykładem gitarzysty bardzo otwartego, można by rzec o szerokich horyzontach muzycznych. Jaka inna muzyka jest dla Ciebie bardzo bliska?


Jeśli chodzi o inne klimaty, to jestem jak najbardziej otwarty. Lubię każdy rodzaj muzy, nie chcę się ograniczać, bo to bez sensu. Uwielbiam muzykę klasyczną, w końcu od dziecka uczęszczałem do szkoły muzycznej. W Krakowie skończyłem Akademię Muzyczną w klasie akordeonu, pogrywam też trochę na pianinie.

 

Jesteś zawodowym muzykiem. Co najlepszego wyniosłeś ze swojej szkolno-muzycznej edukacji? Czy pewne narzucane odgórnie schematy nauki nigdy nie zniechęciły Cię do ćwiczeń?


Nie, bo zawsze gdzieś tam czułem, co sam chcę grać i jak chcę to robić. W szkole czasami musisz się dostosować do pewnych rzeczy, ale nigdy nie możesz zapominać o swoim stylu i o tym, co tak naprawdę kochasz najbardziej. Nauczycielom nie udało się mnie zniechęcić do ćwiczeń. Kocham grać i się doskonalić. Bez treningu źle się czuję. Muszę grać, jestem od tego uzależniony.

 

decapitated_vogg1Każdy muzyk przywiązuje się do swojego instrumentu… Czy Ty ze swoją gitarą jesteś związany w sposób emocjonalny:-)?


Jest coś w tym, że ludzie przywiązują się do niektórych rzeczy martwych. To prawda, że można się przywiązać do instrumentu. Bo na przykład jeśli używasz jakiejś gitary przez kilka lat, nagrywasz na niej płyty, to później staje się ona dla ciebie czymś wyjątkowym, często bezcennym. Może to lekka przesada, ale tak właśnie jest.

 

Dziękuję za poświęcenie tych kilku chwil. Ostatnie słowa należą do Ciebie! Powodzenia z DECAPITATED!


Dzięki za fajny wywiad. Szacunek i pozdrowienia dla wszystkich fanów i przyjaciół DECAPITATED. Do zobaczenia na koncertach!

 

[Sabian / Atmospheric #16]

 

Decapitated, decapitatedband@gmail.com; www.decapitatedband.net, www.myspace.com/decapitated