DEEP DESOLATION: CELTIC FROST i szybki SABBATH

deep.desolation_logoWyrastają jak grzyby po deszczu i mamy ich z roku na rok coraz więcej. Tak, mowa tu o mocarnych polskich zespołach metalowych. Jednym z takich świeżo wyrośniętych jest DEEP DESOLATION, który ostatnio mogliście albo usłyszeć na żywo, albo na jednej z dwóch płytek, jakie wyszły na świat za sprawą Quid Est Veritas Productions. Najpierw mocno dali radę za pośrednictwem debiutanckiego „Subliminal Visions”, a chwilę później ich dwa kawałki wieńczyły wydany latem 2011 split „Chapel of Fear”, na którym swoją muzę prezentowały także zespoły PRIMAL oraz IUGULATUS.

Zapraszam do przeczytania wywiadu z Meriathem, gitarzystą i wokalistą kapeli. Będzie o planach DEEP DESOLATION, o nowej płycie, o starej w sumie też, a także o kilku kwestiach związanych z ciężką muzą. Czytać, łajdaki!:-)

 


Zacznijmy od tego, co słychać w obozie DEEP DESOLATION. Nastroje dopisują? Trwają jakieś przygotowania koncertowe, praca studyjna, a może jedynie próby?

Witaj! Oczywiście nastroje nam dopisują i szczerze Ci powiem, że słychać u nas wszystkiego po trochu! Cały czas gramy regularnie próby szlifując materiał na koncerty, przerabiając czasami niektóre motywy, żeby wszystko było atrakcyjniejsze podczas występu. A w połowie grudnia, czyli całkiem niedawno zakończyliśmy prace w studiu nad nowym, długogrającym albumem. Jednocześnie podczas prób już pojawiają się pomysły, zarysy, jakieś pierwsze riffy do nowych utworów, także można powiedzieć, że idziemy do przodu pełną parą i non-stop coś się dzieje w zespole.

deep.desolation_meriathJak w ogóle kształtowała się droga ku obraniu charakteryzującej Waszą muzykę stylistyki? Czy było to poszukiwanie ludzi, którym będzie odpowiadała narzucona z góry konwencja?

Można faktycznie powiedzieć, że mniej więcej tak to wyglądało. Markiz, tworząc ten zespół, miał już w głowie kilka poskładanych utworów, więc wiadomo było od samego początku, jak DEEP DESOLATION będzie brzmieć i co będzie grać. Co do poszukiwania ludzi, to bardziej polegało to na znalezieniu odpowiednich osób z odpowiednim zapałem do gry i umiejętnościami. Jeśli gra się w zespole i ma się zamiar coś osiągnąć, to niestety wymaga to nieraz sporych wyrzeczeń i nie wszystkim to odpowiada. Na szczęście udało nam się zebrać w pełni kompetentny skład, który w końcu się ustabilizował, więc mogliśmy wystartować na pełnych obrotach!

Jakich inspiracji można się doszukać w muzyce DEEP DESOLATION? Komu szczególnie byście polecili Wasz debiutancki album „Subliminal Visions
„?

Wszystkim, którzy uwielbiają stare granie, stare brzmienia, mroczny, niepokojący klimat w utworach, psychodeliczne dźwięki i gloryfikację zła w muzyce. Co do inspiracji, mógłbym wymienić mnóstwo kapel, których słuchamy i które wielbimy. Z pewnością BLACK SABBATH, ELECTRIC WIZARD, CELTIC FROST, SAINT VITUS, CATHEDRAL, ale i MAYHEM, BURZUM, DARKTHRONE, SATYRICON… Myślę, że te zespoły z powodzeniem można odnaleźć w naszych utworach. Najprostszym opisem, który kiedyś słyszałem o DEEP DESOLATION po którymś koncercie, było stwierdzenie: „Oni grają jak BLACK SABBATH zmieszany z BURZUM”. Wiele racji w tym jest, więc tego się trzymamy…

Muszę przyznać, że niesamowicie przypadło mi do gustu mieszanie doom i black metalu w Waszym wykonaniu. Zarówno smród siary, jak i gruchoczące kości walcowanie to przyjemnostki, jakich sobie nie odmawiam. Jak przyjmowane są Wasze utwory podczas występów na żywo? Czy długość niektórych kompozycji nie okazuje się być przeszkodą dla zebranych pod sceną?

Absolutnie nie! Faktem jest, że układając set na koncert wybieramy utwory bardziej żywe i dynamiczne. Chociaż w każdym utworze mamy jakiś riff, jakiś moment, który podrywa ludzi i powoduje, że pod sceną zaczyna się szał. Zwolnienia absolutnie nie przeszkadzają, bo dają momenty wytchnienia. Nie przynudzają, a budują jedynie klimat, na który również stawiamy bardzo duży nacisk w naszej muzyce. Fanów po każdym koncercie nam przybywa, zawsze jacyś ludzie kupują nasze płyty, dochodzą do nas same dobre recenzje występów, więc myślę, że na żywo wypadamy całkiem dobrze.

A czy jesteście zadowoleni z odbioru Waszej pierwszej płyty przez pismaków? Trafiły do Was jakieś konstruktywne uwagi, które zamierzacie wcielić w życie podczas tworzenia kolejnej porcji muzy, a może nie po drodze Wam z cudzymi opiniami?

Nie, nie! Każda recenzja jest dla nas ważna i z każdej wyciągamy jakieś wnioski. Bardzo się cieszymy z pochwał, ale jakby nie patrzeć – dotykają nas także porażki. Ogólnie rzecz biorąc to zadowoleni z odbioru naszej płyty jesteśmy bardzo, ponieważ spora część ocen naszego debiutu to dobre noty. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby ktoś nas kompletnie zjechał. Aczkolwiek co do wdrażania zmian, to pod tym względem jesteśmy jednak nieco oporni:-). Mamy swój obrany styl i nieraz podczas tworzenia jakiegoś kawałka stwierdzamy na koniec, że „pewnie nas zjebią za to lub za tamto”, ale taką mamy wizję na dany utwór i jeżeli go już zatwierdzimy, to raczej mało rzeczy na świecie mogłoby go zmienić… Oprócz Markiza oczywiście:-).

Skoro już o kompozycjach mówimy, szepnij słówko o tym, kto odpowiada za komponowanie w DEEP DESOLATION. Czy jest to praca jednej osoby, czy może znaczący wkład w tą kwestie ma też reszta zespołu?

deep.desolation_markizW 95% za komponowanie muzyki odpowiada Markiz. To główny motor napędzający nasz zespół, nasz głównodowodzący. Czasami np. kiedy ja przyniosę jakiś riff w głowie i gramy go na próbach, to znajduje się dla niego miejsce w którymś utworze. Tak samo jest, gdy Piorun albo Wilku mają jakiś pomysł. Markiz to musi przemyśleć, ograć i ewentualnie zaakceptować lub odrzucić. Jeśli riff jest naprawdę dobry i pasuje do reszty – nie ma problemu. Jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby dobry riff został wywalony. Sytuacja zmienia się też lekko z biegiem czasu. Na samym początku, przy powstawaniu „Subliminal Visions”, kiedy dołączyłem do tej kapeli większość utworów była już skomponowana, reszta była w głowie Markiza, więc wyglądało to trochę tak, że wystarczyło się nauczyć po prostu tych kawałków. Chociaż kilka pomysłów aranżacyjnych i moje solówki są mojego autorstwa, niemniej wszystkie riffy są absolutnie Markiza. Przy późniejszych utworach – zarówno na split, jak i na nadchodzącą płytę – wszystkie utwory powstawały systematycznie na próbach, więc siłą rzeczy jakieś pomysły każdy mógł przedstawić. Będzie to więc już bardziej zespołowa płytka, aczkolwiek nadal bardzo znaczna większość jest autorstwa Markiza.

Ile mniej więcej czasu zajęło stworzenie „Subliminal Visions”? Czy było to płynne przejście od procesu komponowania do nagrywania w studio?

Z tego, co kojarzę, to nieco ponad rok. Półtora nawet chyba. Kiedy Markiz do mnie zadzwonił i po długich przemyśleniach dołączyłem do DEEP DESOLATION, kilka utworów było już gotowych, a kilka dopiero powstawało. Jeśli dobrze pamiętam, to nie było jeszcze żadnego tekstu, więc żaden nie miał konkretnego tytułu. Żeby się porozumieć, który numer teraz gramy, mówiliśmy rzeczy w stylu: „teraz dwójka”, „teraz szybki SABBATH”, „teraz CELTIC FROST” i w tym stylu… Rozwalało mnie to kompletnie pozytywnie, ale można było się wczuć kompletnie w utwory:-). Szczerze mówiąc, nawet jak Martinous z Markizem stworzyli liryki i każdy utwór miał tytuł, nadal porozumiewaliśmy się starymi określeniami:-). Tak już zostało… Np. „Murderous Lust” z naszej pierwszej płyty zawsze będzie dla nas „Szybką Dwójką”… Jeżeli chodzi o przejście z procesu komponowania do nagrywania, to było to tak, jak piszesz – płynne przejście. Zresztą w przypadku drugiej płyty też tak było! I chyba u nas zawsze już tak będzie. Ogrywamy i ogrywamy wszystkie utwory, aż stwierdzamy, że jesteśmy absolutnie gotowi i czas nawiedzić naszą obecnością studio nagraniowe i poczęstować ludzi nowym krążkiem.

A jak wygląda proces nagrywania pod względem finansów? Czy sesja w studio wymaga wielu wyrzeczeń?

Studio Mariusza Pikora, w którym nagrywaliśmy całą muzykę na wszystkie płyty, nie jest najdroższym studiem, jakie można sobie wyobrazić. Mariusz, który oprócz nagrywania nas, jest naszym serdecznym przyjacielem i co ważniejsze – wielkim fanem muzyki metalowej, nie zdziera z nas skór, więc mogliśmy nagrywać tyle, ile potrzeba, żeby było super, a on nie krzyknął za to fortuny. Każdy zapłacił za siebie. Ja podzieliłem na pół z Markizem koszty nagrania gitar, reszta płaciła osobno. Mieliśmy wszystkie utwory bardzo dobrze opracowane, gdyż nie próżnowaliśmy na próbach, więc nie zajęło to nam dużo czasu. Każdy po prostu wszedł, podłączył swój instrument i nagrał to, co miał nagrać. Nie wydaliśmy fortuny, a efekt jest jak najbardziej powalający. A co do finansów po nagraniach, to wyglądało to tak, że przyjaciele zespołu posiadający swoje wydawnictwa dołożyli nam nieco funduszy na wydanie i wydrukowanie tej płyty, resztę dołożyliśmy my i album „Subliminal Visions” w końcu mógł ujrzeć światło księżyca:-).

l_split_primal_iugulatus_deep-desolationJakiś czas temu pojawiło się również inne wydawnictwo, na którym znalazło się miejsce dla Waszego składu. Kto wyszedł z inicjatywą stworzenia splitu „Chapel of Fear” i jak wyglądał dobór zespołów na ten krążek?

Wszystkie zespoły, które miały szczęście umieścić swoje utwory na splicie, są ze sobą powiązane. Po pierwsze wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Zwłaszcza DEEP DESOLATION i IUGULATUS. Poza osobą Markiza łączy nas długa znajomość, wzajemny szacunek do wykonanej pracy, hektolitry alkoholu wypitego wspólnie itp. Markiz i PrimalOne, czyli PRIMAL, to również przyjaciele – Markiz nagrał nawet solo do kilku utworów PRIMAL i z tego co wiem, to jeszcze nieraz nagra:-). Także wybór był oczywisty – jest to kompilacja zespołów, które są ze sobą jakoś powiązane, darzą się wzajemnym szacunkiem i wspierają twórczość każdej z kapel wymienionych na płycie.

Czy Wasze kawałki umieszczone na tym wydawnictwie pochodzą z tej samej sesji, co kompozycje z „Subliminal Visions”?

deep.desolation_wilkuUtwory, jakie znalazły się na splicie „Chapel Of Fear”, powstały już po nagraniu „Subliminal Visions”. Krótko, ale po nagraniu płyty. Były z nimi związane konkretne zmiany, ponieważ po zarejestrowaniu wszystkich ścieżek do „Subliminal Visions” zarówno Darek, jak i Martinous – prędzej czy później – opuścili zespół. Tworzyliśmy więc w odnowionym składzie. Chociażby ja oprócz gitary przejąłem także atakowanie mikrofonu, a Wilku zajął miejsce Darka za bębnami. Te dwa utwory są więc w pewnym stopniu wypadkową zmian, jakie zaszły w grupie. Kiedy od wydawcy przyszła więc propozycja wydania splitu z ww. zespołami, stwierdziliśmy, że to bardzo dobra okazja do uwiecznienia zmian, jakie zaszły w DEEP DESOLATION. Tak też zrobiliśmy…


Sporo się mówi o kondycji rynku muzycznego. Dookoła narzeka się, że sprzedaż płyt maleje, kapele wypadają z list wydawniczych większych wytwórni i trafiają pod skrzydła mniejszych, gdzie ich płyty są wydawane w limitowanych nakładach rzędu 666 kopii. Fizyczny nośnik zostaje marginalizowany i niedługo sięgać po niego będą tylko prawdziwi maniacy. Co sądzisz o takim rozwoju spraw, o tym, że muza na płycie zaczyna trafiać jedynie do największych zapaleńców?

deep.desolation_piorunPatrząc na to, co robię ja, wszyscy z zespołu i inni nasi znajomi, to nie mogę stwierdzić, że ludzie kupują mało płyt:-). A tak na poważnie, to według mnie bierze się to z tego, że ludzie przyzwyczaili się do tego, że wiele rzeczy mają za darmo. Na przykład u nas na koncercie zawsze obowiązuje promocyjna cena na naszej płyty – to taki ukłon w stronę ludzi, którzy postanowili ruszyć dupsko z domu i wydali kasę na wejściówkę. Ale i tak zawsze znajdą się tacy, którym nie chce się wydać kilkunastu złotych na płytę na koncercie, bo mają za to, przykładowo, kilka piwek, a płytkę ściągnie zaraz po powrocie z koncertu. Z drugiej strony dobrze, że w ogóle przyszli na koncert i zapłacili za bilet, bo to też już duże wsparcie dla zespołu. Co do zapaleńców, to mi to nie przeszkadza – fajnie, że w ogóle ktoś te płyty kupuje. Widać, że  – na szczęście – nie wszyscy ludzie dają się wpędzić w ten melancholijny klimat i pieprzenie o kryzysie, że wszystko drogie, że „pinindzy” nie ma  itp., bo płyty wcale nie są aż takie drogie. Dla człowieka normalnie pracującego i zarabiającego, to żaden kłopot kupić w miesiącu kilka płytek po 30, czasem nawet 20 zł. Owszem, niektóre płyty są droższe, ale przecież nikt nie musi kupować od razu 20 płyt miesięcznie. Można kupić jedną, za miesiąc inną i będzie spoko. Ale jak się chce mieć od razu całą dyskografię na dysku bez wychodzenia z domu, no to faktycznie z takim podejściem daleko nie zajdziemy. A jeśli chodzi o spadek sprzedaży, to nie sądzę, żeby kiedyś kompletnie ludzie zaprzestali kupować płyty. To działa tak – jedni kolekcjonują książki, inni płyty DVD, inni znów płyty z muzyką. Zawsze będzie ktoś, kto woli się pochwalić wielkim regałem wypchanym po brzegi płytkami.

Zespoły metalowe, nawet te mniej znane, zaczynają decydować się na sprzedaż swojej muzy w cyfrowym formacie, za pewną opłatą udostępniając materiał nawet w bezstratnej jakości dźwięku. Pagan Records od jakiegoś już czasu spyla swoją muzę w ten sposób za 3,5 euro od albumu. Czy wg Ciebie zabija to ducha muzyki, czy może wręcz przeciwnie – nieważne, w jaki sposób dociera do ludzi, acz ważne, że dociera? Czy DEEP DESOLATION zdecydowałoby się na taki krok?

Jeżeli tak, to z dużymi oporami i po długich debatach. W zespole jesteśmy przeciwni cyfrowym nośnikom. Każdy z nas woli mieć fizycznie płytkę w domu, wziąć ją do ręki, otworzyć książeczkę, poczytać teksty itp. To wszystko z tego powodu, który podałeś – nośnik cyfrowy zabija ducha muzyki. Nie ma porównania z emocjami, jakie towarzyszą poszukiwaniu płyty w sklepie, później powrót do domu, kiedy nie można się doczekać pierwszego odsłuchu oglądając okładkę i zdjęcia kapeli w dołączonej książeczce. Ktoś powie: „to można sobie zapodać mp3 na kompie i wejść na stronę kapeli, też będzie można pooglądać zdjęcia i poczytać teksty”. Ale według mnie nie o to chodzi. Książki też się pojawiają w wersji elektronicznej, a jednak ludzie kupują też fizyczne egzemplarze. Właśnie dlatego, że odsłuch czy czytanie na komputerze nie daje tego klimatu. Znika cały mistycyzm, pozostaje tylko bezduszna mp3-ka.

Mówiliśmy wcześniej o tym, jak wyglądają Wasze koncerty. Powiedz w takim razie, czy macie jakieś plany przygrzmocenia na żywo? A zatem: kto, z kim i gdzie?

Plany koncertowe na rok 2012 wyglądają na chwilę obecną mizernie, ponieważ jedyne co mogę potwierdzić, to koncert na początku lutego w Łodzi. Całkiem dobra sztuka się szykuje, ponieważ wystąpimy razem z PANDEMONIUM i TENEBRIS. Ale może wkrótce będziemy mieli już potwierdzonych kilka kolejnych występów w innych miejscach. Koncertów mało, ale bardzo liczymy na zmianę tej sytuacji po ukazaniu się naszej nowej płyty. Krążek trzeba będzie promować, a my bardzo chętnie nawiedzimy kilka klubów rozsianych nawet po całym kraju. Propozycje, owszem, zdarzały się ostatnio, ale wszystkie dotyczyły naszej rodzimej Łodzi i co gorsza – tego samego klubu, więc stwierdziliśmy, że nie ma sensu grać co 2-3 tygodnie w tym samym mieście w tej samej knajpie. Ludzie mogliby być już w pewnym momencie zmęczeni naszą obecnością na każdym koncercie.

deep.desolation_foto


Mamy za sobą rok 2011, starsi o kolejne 365 dni i bogatsi w doświadczenia jesteśmy wszyscy bez wyjątku. Co uważasz za swoje największe sukcesy osiągnięte w zeszłym roku?
Zdecydowanie wystartowanie z kopyta, co uczyniliśmy z DEEP DESOLATION. Sporo koncertów, wydanie „Subliminal Visions”, nagranie materiału na split, wydanie go i jakby tego było mało – nagranie całej nowej płyty. Sukcesem z pewnością jest też reakcja ludzi na nasz zespół. Rok 2011 był bardzo pracowity, ale jak najbardziej nam to odpowiada.

Zostając jeszcze przy roku minionym, zapytam o zeszłoroczne wydawnictwa. Dużo płyt słuchałeś? Więcej okazało się rozczarowaniem czy może wręcz przeciwnie? Czyje nagrania zrobiły na Tobie największe wrażenie?
Bardzo dobrą płytę nagrał PENTAGRAM, słuchałem jej sporo swojego czasu i bardzo dobrze przyjąłem każdy dźwięk wylatujący się z głośników. Świetna również była płytka „Fallen” BURZUM, która – jak to BURZUM – zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie wolno mi zapomnieć także o kapeli BLOOD CEREMONY i jej drugiej płycie „Living With The Ancients”, z pewnością godnej polecenia: niesamowity klimat, niesamowite dźwięki…
Zbliżając się do końca wywiadu zapytam jeszcze o przyszłość. Jak Twoim zdaniem może wyglądać scena metalowa, za, powiedzmy, 10 lat? Prognozujesz optymistycznie?
Oczywiście, że tak! Przez cały czas funkcjonują kapele grające świetną muzykę i co ważniejsze – przez cały czas powstają nowe, młode zespoły. Z pewnością nie wszystkie z nich przetrwają próbę czasu, inne zostaną zweryfikowane przez publikę podczas koncertów, ale kilka z pewnością będzie dalej tworzyć i się rozwijać. I tak cały czas to będzie trwać. Jakieś kapele znikają – pojawiają się nowe. Obecnie możemy zaobserwować zdecydowaną tendencję do powracania do starych klimatów grania. Coraz więcej zespołów zaczyna kombinować nad tworzoną muzyką. Zaczynają grać bardzo ciekawe dźwięki i – co ważniejsze dla mnie – nie nastawiają się na tworzenie jedynie monotonnego, bezproduktywnego hałasu. Kapel na świecie jest mnóstwo i może to wymusza na muzykach granie bardziej przemyślane. Wszystko musi być atrakcyjne dla słuchacza. Tylko taka muzyka przetrwa, a zespoły grające każdy utwór tak samo, długo nie pociągną – smutne, lecz prawdziwe:-).
Niniejszym przekazuje na koniec możliwość wypowiedzi na dowolny temat, a ze swojej strony dodam, co następuję: oby Wam nie zabrakło mocy twórczej na próbach i energii na koncertach, a Wasze kolejne płyty wydane po bardzo dobrym debiucie były jeszcze lepsze! Dzięki za poświęcony czas!
Dzięki wielkie za bardzo ciekawy wywiad, z przyjemnością mi się odpowiadało, mam nadzieję, że czytelnicy spędzą równie miło czas czytając to. Przychodźcie na koncerty, kupujcie płyty, wspierajcie scenę metalową! I czcijcie Diabła!
[Soulcollector]