DEIVOS, ULCER, EXCIDIUM, NECROSADIST, RAGEHAMMER … – 1.12.2012, Rzeszów

2012.12.01_deivos

Metal Reich vol. III –
From The Vault Of Chaos:

DEIVOS, ULCER, EXCIDIUM,
NECROSADIST, RAGEHAMMER,
STRIKING BEAST

1.12.2012, Rzeszów,

„Od zmierzchu do świtu”

Pierwsza sobota grudnia to dla niektórych znak-sygnał, żeby ruszyć spasione dupy sprzed komputerów czy telewizorów i ruszyć w tango. Tego wieczoru na rzeszowskim rynku panował istny tłok. Jednak raczej była to młodzież, która zamieniła markowe obuwie sportowe na to kościołowe i zamierzała się bawić w rytmach muzyki tanecznej. Oprócz takich przypadków można było zauważyć też „kochanych metali”, jak mówi Roman Kostrzewski i to dzięki nim namierzyłem klub „Od zmierzchu do świtu”. Czasy, kiedy rzeszowskie kluby mieściły na koncertach po 300-400 widzów, chyba bezpowrotnie już minęły, dlatego tym większe było moje zdziwienie, kiedy w środku zobaczyłem prawdopodobnie ponad setkę ludzi. To, co sprawiło, że nie poszli oni w tany na rozsiane wokół rzeszowskiego rynku przytupanki, to trzecia edycja koncertu Metal Reich organizowanego pod hasłem From The Vault Of Chaos.

Imprezę otworzyli młodzieńcy z rzeszowskiego STRIKING BEAST, jednak spóźniłem się na ich występ. Z tego, co usłyszałem od innych, to jest w nich potencjał i goście ostro łoją ten swój thrash. Jak na razie nie mają nagranych materiałów, ale, jak sami mówili, już niedługo mają nagrać kilka numerów i puścić w świat. Tak zupełnie na marginesie: fajnie wyglądają katany z telewizorem i milionem naszywek:-). Przynajmniej na takim koncercie wpasowuje się to w ogólny klimat. Już myślałem, że zawsze na koncertach będą zielone bojówki, bluzy z kapturem i glany.

Następnie na scenie pojawili się NECROSADIST ze Stalowej Woli. Kapela, o której ostatnio dosyć cicho, jednak, gdy panowie zaczęli grać, widać było, że są w formie. Kto słyszał ich wcześniej, to wie, że nie silą się na oryginalność, a raczej na wierne podążanie śladem starych kapel black/thrashowych. Kawałek „Necrosodomizer” jestem nawet w stanie sobie teraz zanucić. Pod sceną był kocioł i to nie tylko złożony z licealistek wpatrzonych w długowłosego wokalistę (pozdro Chemosh). Ogólnie publika dopisała na ich koncercie. Nieodzownym elementem występu była czaszka jakiegoś zwierzaczka z rogami, która krążyła wśród widzów. Jeden z nich nawet wbił na scenę i niedwuznacznie się tą czaszką zabawiał (pozdro Mortus). NECROSADIST powinien występ ten jak najbardziej zaliczyć do udanych. No i w końcu zapodać jakiś nowy materiał w świat.

Przerwy między kolejnymi występami były dosyć długie, dlatego jeżeli ktoś nie spożywał dostępnych w barze trunków lub nie dzielił wygodnej loży z jakąś niewiastą, mógł się trochę nudzić. Wydaje mi się, że takich przypadków było jednak mało.

W końcu na scenie pojawiło się rzeszowskie EXCIDIUM. Kapela istnieje już parę lat i ma nawet kilka materiałów, w tym split z BLOODTHIRST. Od razu rzucają się w oczy/uszy buńczuczne okrzyki wokalisty w stylu: „Napier…ać”, „Ruszcie jeb…ne dupy”, itd. No i jak powiedział, tak ludzie zrobili. Dodatkowo widzów do ruszenia pod scenę zachęciło zagranie „Countess Bathory”. Rzeszowskiej publiczności na pewno ta kapela jest znana. Powiem szczerze, że ja słyszałem ich pierwszy raz i jest ok. Black/thrash i dużo, dużo gwoździ i naszywek.

2012.12.01_Excidium2

Kolejny zespół na scenie to krakowski RAGEHAMMER. Jeśli chodzi o sceniczny staż, to raczej świeża krew, jednak fakt, że pod sceną porządnie się na ich występie zakotłowało, dobrze wróży na przyszłość. Dosyć „przebojowo” zagrany black/thrash z kawałkiem pokręconej „melodii”. Na pewno mają dużo zapału i werwy do tego rodzaju grania. Należy czekać na ich premierowy materiał, jako że panowie coś tam dłubią w studiu i chcą zaprezentować światu. Bardzo fajnie zagrali cover ROOT „Pisen pro Satana”. Było gorąco i niech o tym świadczy krew, która w pewnym momencie pojawiła się na podłodze. Niektórzy widzowie po prostu się nie oszczędzali i machali na prawo i lewo, czym się dało. Zapewne stąd te krwawe ślady.

2012.12.01_Ragehammer1

Po krótkiej przerwie przyszła kolej na ULCER z Lublina. Kapela na pewno znana w swoim lokalnym środowisku, a prawdopodobnie też szerszej publiczności. Mają na koncie już dwa pełne albumy i zapewne niedługo dorzucą do tego coś jeszcze. Zespół określa to, co gra, jako niezbyt innowacyjne rozwinięcie tego, co w death metalu zrobili 20 lat temu panowie ze Szwecji. O dziwo, nie jest to nudna kopia szwedzkiej szkoły i jest w tym dużo inicjatywy muzyków. Gdy tylko rozpoczęli występ, sala zaczęła pękać w szwach. Najwidoczniej jest zapotrzebowanie na takie granie. Z racji ciepłego przyjęcia przez publiczność lublinianie powinni ten koncert zaliczyć do bardzo udanych. Swoją drogą, to w szeregach ULCER można było przy okazji podziwiać wyjadaczy z takich zespołów jak CHRIST AGONY, BLAZE OF PERDITION czy ABUSIVENESS i oczywiście wielu innych. Osobiście uważam, że dwóch wokalistów w death metalowej kapeli to dosyć ciekawe rozwiązanie.

2012.12.01_Ulcer2

No i wisienka na tym, nietypowym w smaku, torcie – DEIVOS, również z Lublina. W sumie to prawie cały ULCER został na scenie, ale ciul z tym. DEIVOS to kapela z najdłuższym stażem, jeśli chodzi o wszystkie sześć zespołów. Istnieją już piętnaście lat i mają trzy albumy na koncie. Grali jako supporty wielu kapel światowego formatu. To, co zaserwowali tym razem, to danie przeznaczone nie dla wszystkich. Typowy techniczny death metal z tymi wszystkimi zakrętasami, zmianami rytmu, tempa, itp. DEIVOS naparza jak bateria artylerii przeciwlotniczej – dla nieprzyzwyczajonych ból głowy gwarantowany:-). Całość tworzy jednak mieszankę, która zdecydowanie przypadła do gustu widowni. Pod sceną, jak i w całej sali było bardzo gorąco. Mimo tego, że publiczność mogła być już zmęczona tym kilkugodzinnym black/death/thrashowym maratonem, to jednak nie było widać znudzenia czy niezadowolenia. Bardzo dobry występ.

2012.12.01_Deivos1

Metal Reich 3 to już historia. Pozostały wspomnienia, fotki lub ewentualnie rany cięte lub tłuczone. Zarówno miejsce, jak i publiczność zrobiły na mnie duże wrażenie. A przede wszystkim to kapele, które z dużym zaangażowaniem zapodały to, co miały najlepszego. W czasach, kiedy wszyscy „lubią” prawie wszystko, mają po kilkuset wirtualnych „przyjaciół” i miliardy gigabajtów „muzyki” na wyciągnięcie ręki, pocieszający jest fakt, że jednak ktoś decyduje się na wybranie czegoś wartościowego z tego morza zdigitalizowanej tandety. Frekwencja pozwala mieć nadzieję, że kolejna, czwarta edycja Metal Reich już niedługo odbędzie się w Rzeszowie.

Ps. Dzięki wszystkim za świetne towarzystwo i zabawę. Pozdrawiam.

[Korbolkatus, fot. Sylvia „Yaromira” Jarema]