Demiurg #2 `01

demiurg.2„DEMIURG” #2
`01 (A5/44s./xero/5zł)

 

„Demiurg” jest kontynuacją „Arystokracji Ducha”. Szczerze mówiąc nawet bym o tym nie wiedziała, ponieważ nie miałam w rękach tamtego debiutu i ogólnie niespecjalnie interesuję się art-zinami, gdyby nie argumenty i wyczerpujące wyjaśnienia dotyczące zmiany nazwy wypunktowane jako wprowadzenie. Wydawca czuł się zobowiązany poinformować osoby mające problemy z ustaleniem tożsamości pisma, że wpływ na jego decyzję odnośnie tytulatury miały następujące przesłanki: poprzedni szyld był pretensjonalny, co potwierdziły opinie recenzentów, ograniczał go w doborze publikowanych materiałów i był za długi, by nie stwarzać praktycznych problemów. Dżizys przenajświętszy, co za stek wydumanych bzdur! A kogo to obchodzi, czy czyjś pies to Burek czy Burak? Wojtek musi mieć chyba duże poczucie humoru, bo pisze jeszcze, że jego wytwór ewoluuje, co nie powinno umknąć naszej uwadze, w takich kierunkach jak: zminimalizował redakcyjne niedopatrzenia, współpracuje z nim większy sztab ludzi, zwiększył zakres tematyczny artykułów, do montażu komputerowego wykorzystał lepsze oprogramowanie. Taa, co za bezczelne przecenianie własnego zinoróbstwa i wynoszenie go na piedestały. Gościu, Ty chyba jesteś bardzo niedowartościowany! Pozwól może, by oceny Twoich wypocin dokonali czytelnicy. Tym bardziej, że ja z niektórymi tymi stwierdzeniami się nie zgadzam. Przykładowo dla mnie 44 strony formatu A5, gdzie ich znaczną część zajmują rysunki czy puste przestrzenie, to miernota totalna, a czystość i przejrzystość składu w tym przypadku kojarzy mi się raczej z taką salonową estetyką, jeśli sam zainteresowany wie, co mam na myśli. W każdym razie po to przytaczam tutaj karkołomnie fragmenty z #2, aby lepiej przybliżyć charakter „Demiurga”, którego ja zupełnie nie trawię. Cholernie drażni mnie napuszony, bufoniasty ton i fachowe, sztuczne słownictwo (hm, dziwne, że np. „Magivandze” zarzucają tutaj język kolokwialny) tego drugoobiegowego magazynu artystycznego (co?, nie może być tak po prostu: zine podziemny?) oraz prezentowane w nim poglądy, a mówiąc krótko, styl i ogólna wymowa. Wiele tekstów wywołało u mnie zwyczajny niesmak, tj. ten o wierszu białym, wydawcach tomików, poemacie dadaistycznym czy interpretacja poezji Micińskiego autorstwa Smrtana (przecież te średniówki i liczby brzmią jak zadanie domowe na studiach polonistycznych i z całą pewnością nie są jasne dla większości czytelników, no chyba że „Demiurg” to gazetka dla elit intelektualnych). Cóż, z całym szacunkiem dla osoby Wojtka, ja rozumiem, że ma on prawo być wielkim idealistą i indywidualistą, pojmować sztukę tak, a nie inaczej, skoro interesuje się nią od lat i ma skalę porównawczą czy wkurzać się na pana Andrzeja Niedzielskiego, że nie pomógł mu w rozprowadzaniu zinola, ale to nie znaczy, że może się na każdym kroku wymądrzać i że zawsze ma rację, nigdy się nie myli w wyrażaniu swoich sądów. Jak tu widzę, chłopak ten to rocznik `80, więc młody jeszcze jest, a przyjmuje taką postawę, jakby wszystkie rozumy pozjadał. Więcej pokory, chłopie! Bo jak Ci ktoś kiedyś nosa utrze, to się ze wstydu spalisz i pobiegniesz z płaczem do mamy. Już sobie wyobrażam, jaką życzliwą krytykę mógłby wystosować pod Twoim adresem przykładowo Łukasz Jaszak. Aha, kartkując „Demiurga” #2 trafiamy kolejno na: cytowany wstęp, spis treści, aforyzmy, wiersze, których nawet nie chciało mi się przeglądnąć, wywiady (z jakimś norweskim projektem klawiszowym, PENITENT i A. Sapkowskim), kilka artykułów (m.in. o D. Lynchu, T. Beksińskim, Tolkienie czy ARCANIE), cytaty, cztery recenzje, w których padają sformułowania: „krawędzie są równo obcięte, grzbiet jest idealnie zaokrąglony”, itp. oraz rysunki rzekomo poetyzowane (m.in. M. Rymarczyka). Niewiele tego, choć rozrzut tematyczny jest znaczny. I gdyby ktoś chciał podjąć się pomocy Wojtkowi w tworzeniu zina, pamiętajcie, że nie zamówione materiały trzeba słać w postaci zapisu cyfrowego lub na dyskietkach, jako pliki tekstowe programów Works, WordPad lub Word, które są zwracane pod warunkiem dołączenia ofrankowanej koperty. No. Ale to jest oczywiście podpucha, bo przestrzegam wszystkich przed zakupem tego dziadostwa, które zwie się „Demiurg”. I nie wiem, jak Wy, ale ja się w takim razie cieszę diabelsko, że nie kopnął mnie zaszczyt dostania „Arystokracji Ducha”. Bye, bye! [Kasia]


„Demiurg”, Wojciech Zalewski, ul. Janowska 81, 59-220 Legnica; pismo_demiurg@poczta.onet.pl