DEMOGORGON Where Is He…? `13

CD `13 (G.U.C. Prod.)
Ocena: 5/6
Gatunek: death metal

DEMOGORGON to supergrupa istniejąca już od paru chwil na podziemnej metalowej scenie i przyjemnie mieszająca na tej krajowej oraz zagranicznej. Twórcy też do początkujących nie należą, ale to drobiazgi, raczej ogólnie znane. Zarazem jest to zespół jak dla mnie obiecujący od momentu wydania demówki „History Of Sin”, dobrych kilka lat temu. Uparcie kroczący drogą usianą death metalem, który w początkowym okresie budził moje skojarzenia z twórczością Glena Bentona i jego kolegów. Działo się tak nie za sprawą bluźnierstw, jakimi opluwają wszystko wokół teksty i przekazy grupy, ale mówię tu o czysto muzycznej warstwie, którą połknąłem, zanim zapoznałem się z resztą oprawy. Poprzedni materiał DEMOGORGON, o wdzięcznym tytule „Christ Is A Lier”, to kawał rzetelnej muzyki nieodbiegającej stylistycznie od klasycznego, raczej technicznego death metalu sięgającego korzeniami – w moim odczuciu – bliżej Ameryki niż Europy. Najważniejsze jednak, że trafił do mnie – za pośrednictwem niemieckiego wydawcy G.U.C. Prod. – drugi pełny materiał  DEMOGORGON, „Where Is He…?”. Od pierwszego odsłuchania powaliła mnie na twarz i długo w tej pozycji przytrzymała realizacja. Brzmi to wszystko tak, jak lubię w tego typu muzyce. W zdrowej nawałnicy dźwięku każdy element tej ściany, o którą rozbija się odbiorca, jest czytelny i klarowny. Rżnie jak skalpel, nie młot pneumatyczny, jakiego to wrażenia był świadkiem odbiorca na „Christ Is A Lier”. Czysto klarownie i do bólu brutalnie. Nie będę porównywał DEMOGORGON do żanego innego zespołu, bo chociaż mam sporo pomysłów, to nie chcę nikomu popsuć zabawy. Na „Where Is He…?” usłyszymy bardzo skomplikowane utwory i straszliwie połamane tempa. Sporo melodii, które w tego typu przekazie i przy rzetelnym warsztacie rozwalają, jak kiedyś CANNIBAL CORPSE na swych najlepszych albumach. Dla odmiany i urozmaicenia mamy tu sporo perełek, dodatków, technicznych smaków i popisów odkrywanych po dziesiątym przesłuchaniu. Na koniec płyty panowie zaserwowali dziwny cower znanej popkulturowej piosenki z lat 70-tych czy 80-tych, nie znam się. Bardzo ciekawy, z przyjemnością wysłuchałem i w życiu nie rozpoznałbym, że to interpretacja tego utworu. Jak rzadko kiedy w przypadku tak odważnych eksperymentów, powiodło się. Album „Where Is He…?” muzycznie jest bardzo poprawny. Poza potęgą brzemienia i niesamowitą selektywnością, którą ja w death metalu cenię, zieje nienawiścią i wyczuwalną energią płynącą z pasji. Nie ma przekombinowania i upychania byle czym. Brzmi i działa jak stary, dobry kałach. Ja słucham tej płyty DEMOGORGON z przyjemnością i nie razi mnie wtórnością. Bo to bardzo przyjemna, rzecz by można, rozwalająca muzyka diabła. [John Kramer]

 

Demogorgon, www.facebook.com/demogorgonofficial

G.U.C., Rudiger Grasse, Staudachesr Str. 7, 93354 Siegenburg, Germany; ruediger@guc-area.de; www.guc-area.de.tl