DESINENCE MORTIFICATION / GIHT SHASIE `10

Kto przywykł do krótkich splitów grindcore`owych, będzie wielce zaskoczony (a i pewnie uradowany) długością płyty podzielonej pomiędzy DESINENCE MORTIFICATION i GIHT SHASIE. Te dwa, pochodzące z Chorwacji, zespoły przygotowały łącznie aż 79 minut ekstremalnej nawalanki. Pierwszy z nich zarezerwował sobie 30 minut, które wypełnił sześcioma numerami z albumu z roku 2009, siedmioma z dema z 2001 i dziesięcioma koncertowymi nagraniami z 1995 (co daje razem 23 tracki). I cóż, podobno DESINENCE MORTIFICATION to najdłużej działający grindowy band z Chorwacji, po przesłuchaniu nagrań ze splitu można też powiedzieć, że niezmienny na przełomie tak wielu lat. Utworki najstarsze stylistycznie nie różnią się od najmłodszych. Są krótkie, proste, szybkie, mocne, po części chwytliwe, z growlem. Te nowsze z jednej strony poprawne technicznie, ale zagrane tak, że brzmią niedbale. Te archiwalne natomiast oczywiście brzmią bardziej podziemnie, surowo, uwagę zwraca garażowa, „sucha” perkusja. Nagrania live to jednak inna bajka. Po pierwsze odrzucają okropnym brzmieniem i wszystkie są bardziej „pocięte”, poszatkowane. I w sumie mniej muzyki w tym old schoolowym grindcorze w stylu lat 80/90. Ale ludziom na koncercie to chyba nie przeszkadzało; tym bardziej, że DESINENCE MORTIFICATION sięgnął po kawałki NAPALM DEATH i starej, crustowej, chorwackiej kapeli PETARENI. Druga, dłuższa część splitu (aż 40 minut) należy do GITH SHASIE. Grupa ta prezentuje zupełnie inne oblicze grindcore`a. Przede wszystkim eksperymentuje z elektronicznymi, industrialnymi efektami + nowocześnie brzmiącymi riffami, przetworzonym wokalem i automatem perkusyjnym, który wybija rytmy techno. Tego typu mieszanki w grindzie zdarzają się od czasu do czasu (pamiętam np. ORIFICE z Włoch) i zawsze jest to jakieś urozmaicenie w gatunku, więc ja osobiście na tym splicie wolę „dokonania” GIHT SHASIE. Muzyczki GITH SHASIE (a są to głównie nagrania live i remiksy) naprawdę słucha się z zainteresowaniem, bo w ten masywny grind zostało wplecionych sporo zaskakujących patentów, masa smaczków, niuansów, jednym słowem różnorodności. A zupełnie odlotowy jest cover popowego zespołu WILD STRAWBERRIES, z fajnym riffem przewodnim, wpadającą w ucho melodią, solówką (nawet!) i „ognistym” śpiewem kilkuletniego chłopca (pewnie syna któregoś z członków:-)). W mordę zajebisty jest również następujący po nim remix „Senor Cock O’ Naut – The Spirit Of Fornication”, z mega szalonym, wściekłym wokalem i takimi samymi… skrzypcami. Odlotowo wychodzi też kapeli GITH SHASIE łączenie chropowatych riffów z beatami, gitarowej podstawy z industrialnymi motywami, świstami, buczeniem. No i obowiązkowo materiał naszpikowany jest wszelkimi rodzajami sampli (np. – jak mi się zdaje – dźwiękowa czołówka z naszego polskiego, PRL-owskiego „Dziennika Telewizyjnego”). A ogólnie w tej części splitu nie brakuje skomasowanej, szybkiej, grindowej jatki. GIHT SHASIE podoba mi się prawie tak samo jak NOISECORE FREAK z Kanady i materiałowi tegoś zespołu dałabym 5 punktów. Niestety moją ocenę tego „bezimiennego” splitu bardzo zaniża DESINENCE MORTIFICATION… [Kasia]

 

Desinence Mortification, desinencem@pula.org; www.myspace.com/desinencemortification

Gith Shasie, www.myspace.com/geehtshasie

Hyperion Rec., www.myspace.com/hyperionrec