DESULTOR Masters of Hate ’12

Szwedzkie granie to muza, po którą sięgam najczęściej, dlatego też dziwić nie powinno, iż kolejny materiał, o którym tutaj piszę pochodzi właśnie z tamtych stron. Raz za razem zdarza mi się trafić na jakąś miłą niespodziankę, a gdy widzę słowa takie jak „melodic” i „Sweden”, to wręcz pewnym jest, że szansę takiemu materiałowi dać trzeba obowiązkowo. Nie miałem z tą formacją nigdy styczności z bardzo prostego powodu. „Masters of Hate” to ich pierwszy pełnogrający album. I choć należy do tych krótszych, to gniecie z siłą wkurzonego niedźwiedzia syberyjskiego. Przede wszystkim należy podkreślić fakt, że cała ta melodyjność nie wiąże się jakoś szczególnie z pracą gitar, które kroją bezlitośnie. Rzecz rozbija się o znakomite, czyste wokale niezwykle kojarzące się ze stylem Warrela Dane’a znanego z Nevermore. Ten 50-letni dziadek to znakomite źródło inspiracji, dlatego nie dziwi mnie fakt, iż ktoś postanowił czerpać od niego pełnymi garściami. Tym bardziej, że efekt końcowy jest naprawdę świetny. Myślę też, że i sama gra instrumentalistów lekko Nevermore przypomina. A że „The Obsidian Conspiracy” ma już ponad dwa lata, to z otwartymi ramionami wypada przywitać „Masters of Hate” właśnie. Od dźwięków jest tutaj naprawdę gęsto, szybkie tempa to u nich chleb powszedni, blastów nie brakuje, a kawałki mijają jak szalone. Nie bez znaczenia jest niedługi czas trwania poszczególnych cięć. Za sprawą fenomenalnego refrenu, miodnej solówki i niszczycielskiego ciężaru szczególnie polecam kawałek „Division Insane”. Łał! Zresztą, co tam jeden kawałek. Polecam obadanie całego albumu i to przynajmniej z 10 razy! Naprawdę jest to jedno z lepszych dziełek jakie ostatnio słyszałem. Dobrze wkręca, ma wysoki wskaźnik replayability i tarmosi suty. W końcu to Szwecja. Tam znają się na rzeczy jak mało gdzie.[soulcollector]

Desultor, http://www.reverbnation.com/desultor.