DEUS IGNOTUS Chrismation `12

DEUS IGNOTUS to kolejna kapela, która własne porachunki z Bozią postanowiła załatwić przy pomocy muzyki. Od 2007 dała się poznać w podziemiu jako jedna z wielu grup, które za punkt honoru obrały sobie brzmieć bardziej norwesko niż wielu Norwegów. Wiedząc o tym, spodziewałem się, że debiut płytowy DEUS IGNOTUS nie będzie niczym innym. A tu niespodzianka. Nagrany dla Forgotten Wisdom Production album „Chrismation” okazał się krokiem do przodu, na dodatek krokiem nawet udanym. Grecy zrezygnowali z typowego black metalu na rzecz death/blackowego grania. Otwierające płytę intro „Chrism” robi wrażenie obcowania z jakimś rytuałem. Potem jest już bardziej typowo. Gitary jadą w średnich tempach, wokal zaś to w większości growling, acz z tych wyraźniejszych i bardziej zrozumiałych. Sporadycznie tylko słychać na tym krążku jeszcze black metalowy skrzek. Czy to dobrze, to już rzecz gustu. Co do poszczególnych utworów, to pierwsze są dość zwyczajne i po ich przesłuchaniu zakonotowałem sobie w głowie, by wspomnieć w recenzji o pewnej monotonii. Wtedy jednak z piekła wylazł Szatan i pazurzastym paluchem pogroził mi, mówiąc: „Posłuchaj, nikczemniku tego, co będzie dalej”. Jego rogaty majestat miał rację, druga połowa krótkiego (25 minut) krążka „Chrismation” jest ciekawsza. Zdarza się nawet solówka gitarowa (w „Evangelic Lifeforms”), a i utwór potrafi zaintrygować formą („Yaina”). Bywa, że ktoś tam w tle zacznie szeptać, muzyka zwolni, a całość nabierze ciekawszego klimatu („Holy Mazochist”). Uczciwie mogę również napisać, że względem swoich poprzednich demówek panowie poprawili jakość produkcji. Nie wiem, czy DEUS IGNOTUS ma przed sobą przyszłość – mimo wszystko takich kapel jest więcej niż wódki w Rosji. Grecy idą jednak ku lepszemu, więc kto wie, może następnym wydawnictwem pokażą, że faktycznie stać ich na coś więcej niż dreptanie po ścieżkach, które ktoś już przecierał milion razy? [Mirth]

Deus Ignotus, www.myspace.com/deusignotus

Forgotten Wisdom Prod., www.forgottenwisdomprod.com