DEVIL Gather the Sinners `12

Co jest ważniejsze podczas tworzenia muzyki: biegłość i łatwość w posługiwaniu się instrumentem, czy twórczy talent pozwalający – mimo swych technicznych ograniczeń – tworzyć dobre melodie? Oczywiście najlepiej, kiedy obie te rzeczy idą w parze. Ale jeśli nie idą? Ja stawiam na to drugie, bo o ile techniki – poprzez mozolne ćwiczenia – można się wyuczyć, o tyle talent to magiczny pierwiastek zapisany w naszym genomie i weekendowy kurs pisania dobrych riffów tego nie zmieni. A DEVIL ma talent do rock’n’rollowych lub może black’n’rollowych piosenek właśnie!

Choć to riffy „na dwóch strunach”, w rzeczywistości się tego nie odczuwa! Odnotowuję to raczej z wrodzonego sobie wścibstwa i dziennikarskiej powinności. Upraszczając trochę wątek, rock powstał jako muzyka amatorów, w kontrze do muzyki „oficjalnej”, a nawet po trosze do bluesa czy jazzu, gdzie technika miała zawsze większe znaczenie. Oczywiście również muzyce rockowej poświęciło się wielu znakomitych instrumentalistów, ale jednak zawsze na pierwszym miejscu były tu emocje, czy też przynajmniej być powinny! Na „Gather the Sinners” zajdziecie 12 dobrych, chwytających za ucho piosenek oscylujących gdzieś między black’n’rollem (ale w niezmiennie średnich tempach), a doom metalem z okolic wczesnego CANDLEMASS. Również określenie „black’n’roll” nie wyczerpuje tutaj tematu, bo „Gather the Sinners” to dużo bardziej „tradycyjne” granie. A może „occult metal”? Jeden czort! Są to na pewno proste, chwytliwe utwory, oparte na prostej rytmice (głównie 4/4), łatwo wpadających w ucho riffach i refrenach, które powinno wykonywać się chóralnie, w stanie lekkiego upojenia. Wprost wwiercają się one w mózg. To wiem z doświadczenia, ponieważ dane mi było recenzować poprzednie wydawnictwo DEVIL („Magister Mundi Xum / The Noble Savage”). A potem – mimo przesłuchania dziesiątek godzin innej muzyki – dopadały mnie te utwory pod prysznicem, przy goleniu i w innych dużo mniej stosownych okolicznościach. I coś mi mówi, że z „Gather the Sinners” będzie podobnie! Już wiem, że długo nie opędzę się przed „Southern Sun” (prawdziwie wybuchowy otwieracz), trochę punkowym „Darkest Day”, lub choćby „Demons on Wheels”, a kolejnych kandydatów na czarcie „hity” jest na tym albumie jeszcze dziewięciu. Porównując „Gather the Sinners” ze wspomnianym wyżej wydawnictwem trzeba dodatkowo podkreślić progres, jakiego dokonali muzycy DEVIL praktycznie w każdym aspekcie (no, może poza „techniką użytkową”…). Kompozycje są zwyczajnie dojrzalsze, bardziej różnorodne, mniej pretensjonalne, lepiej nagrane. Brzmią potężniej (obniżono trochę brzmienie), ale równie surowo. Poprzednia płyta (a właściwie kompilacja dwóch krótszych wydawnictw) brzmiała jak „setka” nagrana w studiu. Ta trochę też tak brzmi, choć nagrywana była „tradycyjnie”, ścieżka po ścieżce. Wszystko to – nawet techniczne niedociągnięcia – nadają temu albumowi autentyczności, prawdziwej metalowej surowości. Nadal trzonem inspiracji dla muzyków DEVIL wydają się być lata świetności BLACK SABBATH, ale również CATHEDRAL, może trochę VENOM lub PENTAGRAM, wspomnianego CANLEMASS i podobnych „upadłych” rockmanów z tamtych czasów, lecz tym razem sięgają odważniej również w innych kierunkach. A wszystko z korzyścią dla ich muzyki! Przy okazji ostatniej recenzji nazwałem ich „Grupą Rekonstrukcyjną DEVIL”, dziś już bym tego nie powtórzył. Są teraz dla mnie bardziej twórczymi kontynuatorami najlepszych czarcich tradycji rocka. [Herr Bee]

Devil, devilband@gmail.com; www.facebook.com/devilband

Soulseller Rec., www.soulsellerrecords.com, www.myspace.com/soulsellerrecords