DEVILISH IMPRESSIONS: Diabelskie impresje – 19.03.2008

Image

Diabelskie impresje są zniewalające! Potężne, wspaniałe, nieokiełznane.
Uderzają we wszystkie zmysły, docierają do podświadomości, zniewalają umysł,
serce i ciało. Dotykają najbardziej intymnej strony ludzkiej osobowości…

Tak wstrząsające wrażenie robi symfoniczny black/death metal autorstwa
zespołu DEVILISH IMPRESSIONS, który może się poszczycić trzecim, doskonałym wydawnictwem „Diabolicanos – Act III: Armagedon”.

O ostatnim albumie, najważniejszych wydarzeniach w historii grupy, Biblii (tekstach), ściąganiu mp3, a nawet polityce mówi gitarzysta / wokalista Quazarre…

Witaj Quazarre! Minione dwa lata były bardzo pracowite dla DEVILISH IMPRESSIONS. Wydaliście płytę „Plurima Mortis Imago”, sporo koncertowaliście, nagraliście kolejny krążek, w międzyczasie zmienił się skład osobowy zespołu. Wasza działalność nabrała więc rozpędu… Jak Ty oceniasz ten czas? Jesteś już troszkę zmęczony, czy wręcz przeciwnie – nabuzowany energią na bazie osiąganych sukcesów?

Witaj! Raczej to drugie. Fakt, że dosyć ostro jesteśmy zajęci, jednak to przecież nic w porównaniu do kapel, które w trasie są kilka miesięcy z rzędu. Póki co jesteśmy głodni dalszych podbojów. Jak mawiają – apetyt rośnie w miarę jedzenia i tak też jest w naszym przypadku. Poza tym mamy świadomość tego, ze daną nam szansę musimy należycie wykorzystać. W tej chwili DEVILISH IMPRESSIONS to maszyna nie do zatrzymania!

Image

Starash

Przypomnij, jaka była idea powstania grupy. Z czyjej inicjatywy to nastąpiło i kto jest jej siłą napędową? Czy od początku DEVILISH IMPRESSIONS miał być regularnym zespołem? Ponoć pomysł na kapelę zaczął się zradzać między 1998 a 2000, kiedy jeszcze nie byłeś związany z ASGAARD. Jednak chronologia późniejszych wydarzeń pokazuje, że ASGAARD w pewnym okresie zastopował aktywność DEVILISH IMPRESSIONS. Podejrzewam, iż decyzja o uśpieniu własnego zespołu na rzecz współpracy z braćmi Kostrzewa nie była dla Ciebie łatwa? A Turquoissa i Starash cierpliwie na Ciebie czekali…

Nie, to nie tak… Działalność ASGAARD nigdy nie była do tego stopnia aktywna, by w jakikolwiek sposób ograniczać DEVILISH IMPRESSIONS. Na taki, a nie inny stan rzeczy wpływ miało mnóstwo rozmaitych historii, jakie wydarzyły się w międzyczasie… Jakoś w tych latach wyjechałem z Turquoissą na Wyspy Brytyjskie, po roku dołączył do nas Starash. Tutaj razem poznawaliśmy się na nowo, musiało upłynąć trochę czasu nim zaczęliśmy oddychać innym światem. Wszystko to kształtowało naszą muzyczną świadomość, nadało jej nowy sens, uczyniło nas tym, kim jesteśmy, tym, co objawiamy w postaci tworzonych przez nas dźwięków. Początkowo nie planowaliśmy, czy DEVILISH IMPRESSIONS ma być tylko projektem, czy też regularnym zespołem. To po prostu zrodziło się samoistnie. Nagle wraz z Turquoissą uświadomiliśmy sobie, ze działalności tego tworu podporządkowujemy całe życie…

Moim zdaniem, i mam nadzieję, że nie będzie to dla Ciebie obraza (choć nie wiem, czy się z tym zgodzisz?), twórczość DEVILISH IMPRESSIONS można potraktować jak pewną szczególną parafrazę (tyle że ubrutalnioną, szybszą, bardziej bezkompromisową) stylu ASGAARD. Pomimo wielu różnic, są również cechy wspólne (ogólny emocjonalny wymiar muzyki, pokomplikowane struktury kompozycji, wielość środków wyrazu, głębia przekazu, Twój głos…). Jak Ty to postrzegasz? Co takiego jest w DEVILISH IMPRESSIONS, czego brakowało Ci w ASGAARD? Czy może nie spełniałeś się tak do końca w tamtej grupie, na przykład nie mogąc komponować?

W ASGAARD od samego początku Bartek zaproponował mi, bym grał też na gitarze. Wiedząc jednak, że w ten sposób muzyka tej grupy straciłaby swój unikalny charakter, postanowiłem w tym przypadku zająć się wyłącznie wokalami. ASGAARD nie byłby tym samym zespołem, gdybym to ja był także kompozytorem muzyki. Stwierdziłem, że po to mam swój własny zespół, by w nim eksplorować muzyczne rejony, w jakie nie zapuszcza się ASGAARD i do dziś decyzję tą uważam za wyjątkowo trafną. Pewne podobieństwa są nieuniknione, chociażby ze względu na wspomniany przez Ciebie wokal. Trzeba jednak zauważyć, że w DEVILISH IMPRESSIONS swoje gardło zdzieram w zupełnie inny sposób. A całościowo można odnosić takie wrażenie z uwagi na fakt, ze zarówno muzyka ASGAARD, jak i DEVILISH IMPRESSIONS to rzecz pełna kontrastów, w której niekwestionowaną rolę odgrywa atmosfera unosząca się nad całością.
ImagePomiędzy „Plurima Mortis Imago” a ostatnią Waszą płytą „Diabolicanos – Act III: Armagedon” zaszły w kapeli zmiany osobowe. Dlaczego Adrian Nefarious i Dragon opuścili DEVILISH IMPRESSIONS? Podejrzewam, że powodem były zobowiązania wobec LUNA AD NOCTUM…? Czy nie obawiasz się, że podobna sytuacja może się zdarzyć z Icanraz`em, który też gra w kilku grupach? A kim jest Armers – czy ma on jakąś przeszłość muzyczną? Niejasna dla mnie jest również sprawa basisty Cultusa – czy on jest dziś normalnym członkiem grupy, zastępcą Starasha?

Z Adrianem rozeszliśmy się krótko po nagraniu „Plurima Mortis Imago”. Po prostu wszyscy stwierdziliśmy, że lepiej będzie, gdy każdy z nas skupi się na swoim projekcie. Niewiele później, nie będąc w stanie pogodzić obowiązków prywatnych oraz grania w dwóch zespołach jednocześnie, odszedł Dragor. Okazało się, że z bardzo podobnych powodów z aktywnego uczestnictwa w DEVILISH IMPRESSIONS zrezygnował także Starash. Nagle w kapeli została więc tylko Turquoissa i ja… Wbrew oczekiwaniom „życzliwych”, w miarę szybko zdołaliśmy się podnieść, mając w składzie nowego gitarzystę Armersa oraz Icanraza za bębnami. Ponieważ było to na krótko przed naszą pierwszą europejską trasą, poprosiliśmy Starash’a, by na tych koncertach wspomógł nas jako basista. Okazało się, że świetnie sobie z tym zadaniem poradzili, wiedzieliśmy jednak, że w perspektywie czeka nas dokooptowanie nowego muzyka. Tak też poznaliśmy Cultusa, który od trasy z MARDUK w kwietniu 2007 jest nowym członkiem grupy. Dziwić może fakt, dlaczego w takim układzie bas na „Diabolicanos” nagrywał Starash…? Odpowiedź jednak jest prosta. Cultus trafił do nas na tyle późno, że zdecydowaliśmy zrobić to przy pomocy tego drugiego. Pytasz, czy obawiam się, że ktoś może opuścić znów nasz pokład… Nie, w jakimś sensie pogodzony jestem z tą myślą, chociaż bardzo bym sobie życzył, aby to właśnie w tym składzie DEVILISH IMPRESSIONS doczekało swych ostatnich dni…

ImageNa przestrzeni trzech Waszych wydawnictw zmieniały się proporcje w materii kompozytorskiej. Autorem całej muzyki na „Eritis Sicut Deus” jesteś tylko Ty, przy drugim materiale współdziałałeś z Turquoissą, a przy ostatnim albumie bardziej postawiłeś na zespołowe komponowanie. Jak przebiega proces twórczy w DEVILISH IMPRESSIONS?

To nie tak, że tym razem postawiłem na zespołowe komponowanie. Zawsze mam w miarę krystaliczną wizję tego, jak dany materiał miałby wyglądać. Najczęściej pracujemy w ten sposób, że napisane numery (w oparciu o gitarowy szkielet) przegrywam wielokrotnie z Turquoissą, przygotowując wtedy partie instrumentów klawiszowych. Dopiero później spotykamy się z pozostałymi członkami zespołu i prezentujemy im, jak mniej więcej dany utwór ma wyglądać. Reszta to już kwestia wspólnych aranżacji. Najczęściej jestem w stanie opracować wstępnie grę prawie wszystkich instrumentów, jeśli jednak w danym utworze pojawiają się pomysły innych muzyków DEVILISH IMPRESSIONS, to nie widzę powodu, dla którego miałbym o tym nie wspomnieć. Z tym że nawet te kawałki, w których pojawia się jeden czy dwa riffy autorstwa np. Armersa, nadal w ogromnej większości są napisane przeze mnie. Stąd też trudno, mimo wszystko, mówić w naszym przypadku o komponowaniu zespołowym. To nadal ja pozostaję siłą napędową kapeli i głównym kompozytorem. Mojego autorstwa jest wciąż jakieś 80-90% muzyki, ja piszę teksty, wspólnie z Turquoissa dbamy o oprawę całości. Nie zrozum mnie źle, to nie tak, że jestem tyranem, który nie akceptuje woli tworzenia innych osób. Podyktowane jest to wyłącznie tym, iż z reguły mam już w miarę czytelną koncepcję całości, na którą reszta w większości przypadków przystaje.
Image„Diabolicanos – Act III: Armagedon” to wspaniała kontynuacja stylu wypracowanego na poprzedniej płycie. Dodaliście jednak wiele szczegółów. Czy mógłbyś wskazać największe różnice między tymi dwoma albumami?

Pominę te dotyczące produkcji:-). „Diabolicanos” jest z pewnością płytą bardziej agresywną aniżeli „Plurima Mortis Imago”. Więcej tutaj bezpośrednich, rytmicznych motywów, więcej nieposkromionego ognia, jeśli wiesz, co mam na myśli… [wiem:-) – red.] Właściwie całość uległa dość poważnym zmianom, począwszy od jakości gry na każdym z instrumentów, na sposobie aranżacji poszczególnych partii skończywszy. „Diabolicanos” to album bardziej zaawansowany, pozornie mniej skomplikowany technicznie, jednak dla kogoś, kto zna się na rzeczy, wystarczająco zawiły i przemyślany. To wciąż materiał pełen kontrastów, pełen zmieniających się barw i nastrojów. Jest zatem nie tylko bardzo, jak na ten gatunek, rytmiczny, ale i melodyjny. Tym razem klawisze schowaliśmy w miksie troszeczkę za ścianą gitar i bębnów. Wciąż odgrywają niezmiernie istotną rolę, jednak wyłapanie wszystkich ich smaczków wymaga większej uwagi słuchacza. Nadal jest to płyta miejscami kurewsko szybka, pojawiło się jednak sporo motywów odegranych w średnich, że pozwolę sobie to tak określić – transowych tempach. Do tego oczywiście mnóstwo bardzo zróżnicowanych partii wokalnych. Całość obowiązkowo już w naszym przypadku polana czarnym, diabelskim sosem…

Na krążku gościnnie pojawił się Cezar z CHRIST AGONY, który zaśpiewał w dwóch utworach i jest autorem jednego tekstu. Jak do tego doszło? Było to wcześniej zaplanowane, wysyłałeś mu jakieś próbki muzyki, żeby wkomponował swój głos czy nastąpiło to spontanicznie w studiu? Jak tekst do „Mass For The Dead” wpisuje w koncept płyty? Czy dlatego zamyka on album, bo jest inny, nie pasuje?

Zanim Cezar napisał tekst do „Mass For The Dead”, ustaliliśmy wcześniej, co miałby mniej więcej opisywać. Już wcześniej przedstawiłem mu koncepcję liryczną albumu, by mógł odpowiednio ustosunkować się do tego tematu. Później podesłałem mu wstępną wizję tego kawałka zarejestrowaną podczas nagrań przedprodukcyjnych. Cezar napisał tekst inspirowany tym, co usłyszał i tym, co w temacie płyty opowiedziałem mu wcześniej. Potem spotkaliśmy się już w studio i… tak powstały wokale do „Mass For The Dead”, jak również fragment w tytułowym numerze „Diabolicanos”. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze chciałem, by Cezar zaśpiewał na którejś z rzeczy, jakie kiedykolwiek będę nagrywał. Minęło tych kilka dobrych lat i… udało się. Strasznie cieszę się z jego obecności na tym albumie, bo to właśnie CHRIST AGONY wciągnęło mnie w świat mroczniejszych dźwięków gdzieś w 1992/1993 roku.

Teksty z „Diabolicanos – Act III: Armagedon” opierają się na „Księdze Apokalipsy” i „Księdze Izajasza”. Biblia od zawsze jest potężną inspiracją dla niewierzących metalowców. Dlaczego?!? Gdzie leży magia tej księgi?!? Jak myślisz, czy jej oddziaływanie jest tak wielkie, bo jest ona tak fantastycznie baśniowa, czy wręcz przeciwnie – tak przerażająco prawdziwa? Powiedz mi, jak to jest, że człowiek zakorzeniony w europejskiej, chrześcijańskiej kulturze, choćby nie wiem, jak chciał, jak się wypierał, jak bluźnił i jak kłamał, jakoś nie może wyrzucić ze swojej świadomości takich pojęć jak niebo – ziemia, anioł – diabeł, błogosławieństwo – klątwa itd.??? Czyżby były one tak uniwersalne dla bytu ludzkiego?…

Image

Turquoissa

Myślę, że tak, bo przez wieki utrzymywania ludu w niewiedzy i zastraszeniu stały się nieodłącznym elementem świadomości całych społeczeństw. Widzisz, ja specjalnie oparłem warstwę tekstową „Diabolicanos” właśnie o księgi biblijne, by zabawić się pojęciami, jakie bez poparcia jakiejkolwiek historycznej wiedzy wciąż uchodzą za dogmat. Zastanawiałem się, co gdyby np. istotę Armagedonu przedstawić w inny sposób, co gdyby nadać tej opowieści nieco innego wymiaru, zmienić jej tor, przegranych uczynić bohaterami, bohaterów przegranymi etc.? To tak naprawdę niewyczerpane źródło inspiracji, szczególnie dla wszystkich, którzy czołobitnie wiary historii tej nie dają… Reszta i tak chętnie widziałaby nas zapewne na stosie:-).

W jednym z wywiadów powiedziałeś: „Imperatyw moralny każdego z nas winien bazować na pewnych, funkcjonujących już przecież od wieków, normach etycznych, nie zaś religijnych, te bowiem zmieniają się wraz z przekroczeniem granic pomiędzy poszczególnymi państwami…”. O co dokładnie Ci chodziło? Myślisz, że głoszenie antychrześcijańskich treści zawartych w muzyce metalowej w krajach, w których jest islam, buddyzm itp. byłoby nie tylko bezkarne, ale też bezzasadne?!?

Bezkarne to może nie, bo tam mają przecież jeszcze większego niż katole pierdolca na punkcie swojej wiary. Ale w pewien sposób bezzasadne. DEVILISH IMPRESSIONS nie jest zespołem antychrześcijańskim, raczej antyreligijnym. Zakładając, że urodzilibyśmy się w którymś z krajów, gdzie dominującą religią byłby właśnie islam, po pierwsze nikt z nas nie uznawałby boga innego od tego proklamowanego przez własną religię. W efekcie buntując się przeciwko powszechnie przyjętemu wyznaniu, buntowalibyśmy się przeciwko bogu i świętych o innych imionach. W myśl tamtejszej wiary Maryja Dziewica, Jezus, trójca święta czy inne postacie tak bardzo przez chrześcijan ubóstwiane po prostu nie istnieją bądź nie przypisuje się im cech boskości. Słowa, jakie zacytowałaś w tym pytaniu, miały wskazywać wyłącznie na fakt, jak nietolerancyjne względem siebie są religie uchodzące wszem i wobec za tolerancji tejże źródło.

Zapytam o image sceniczny łączący się z Waszymi poglądami. Czy zagranicą, gdzie najczęściej koncertujecie, zdarzyły się Wam jakieś ekscesy z powodu obrazy uczuć religijnych:-) itp.? Czy też nasza Ojczyzna to ewenement na skalę światową i w innych krajach traktują takich szatanów jak Wy normalnie:-)?

Image

Armers

Czasem odnoszę wrażenie, że to ta nasza narodowa, osławiona już skłonność do wynajdywania sobie problemów popycha ludzi takich jak np. pan Nowak do godnych pożałowania prób przeforsowania własnych, urojonych poglądów w oparciu o słabnący z dnia na dzień autorytet kościoła… Na szczęście poza Polską jest normalnie, choć przecież katoli nie brakuje także i w innych państwach europejskich. To tylko świadczy o tym, jak dalece niedorozwinięci mentalnie jesteśmy jako naród. Tego typu historie mają ogromny wpływ na to, jak jesteśmy później postrzegani z zewnątrz, nie tylko przez urzędników innych krajów, ale i cale ich społeczeństwa. Szkoda gadać… Wielki chuj w dupę wszystkim, dzięki którym zyskujemy taką opinię! Poza tym niech ktoś wytłumaczy, jakim prawem kościół katolicki krytykuje działania innych mniejszości wyznaniowych, tworząc jakieś śmieszne organizacje do walki z sektami, będąc w istocie jedną, wielką, jebaną sektą? Czy to, że ogniem i mieczem zasiali to ziarno plugawe na ziemiach naszych przeszło 1000 lat temu uprawnia ich do tego, by tyranizować naród ogłaszając się wszem i wobec jedyną wyrocznią boskiej proweniencji? To działa mniej więcej na tej zasadzie: my – dobrzy, cała reszta – źli i godni potępienia. Tak naprawdę jednak chodzi wyłącznie o to, by zatrzymać przy sobie możliwie najwięcej baranków nabijających kieszenie spasionych księżulków za jakiś śmieszny opłatek i wodę „przemienioną” w wino…

Plagą w Polsce jest odwoływanie koncertów, bo właśnie jakiś radny, proboszcz lub inny sponsor domu kultury sobie nie życzą… I tutaj pytanie, może dziwne, ale zainspirował mnie Romek Kostrzewski, który w Krakowie mówił, że cieszy się z kolejnego przyjazdu do tego miasta, gdyż zapewne by do tego nie doszło, gdyby ostatnie wybory samorządowe wygrał kandydat innej opcji… A tymczasem po raz kolejny wybraliśmy Majchrowskiego z SLD:-)… A wkrótce później KAT nie zagrał w Krośnie, na skutek działań posła PiS… Tak więc samorządowcy decydują, czy koncert kapeli X może się odbyć „na ich terenie”, czy nie… Twoja opinia na ten temat?

Odwoływanie koncertów kapel metalowych to nic innego jak jedno z narzędzi inkwizycji XXI wieku!!! Nie można chyba określić tego inaczej w dobie pozornych przemian mentalnych i rosnącej tolerancji. Doszliśmy do takiego punktu, w którym ci samorządowcy zamiast zająć się faktycznymi problemami danego miasta czy rejonu, swoją uwagę skupiają na rzeczach, które z polityką nie mają absolutnie nic wspólnego! Odnoszę wrażenie, że ta samozwańcza krucjata przeciwko „zespołom satanistycznym” to wyłącznie jeden z tematów zastępczych próbujących odwrócić uwagę opinii publicznej od faktycznych problemów, z jakimi aktualnie boryka się nasz kraj. Autorytet kościoła na przestrzeni ostatnich lat radykalnie zmalał, stąd też odwoływanie się do moralności Polaków w kontekście metalowych koncertów uważam za nic innego, jak tylko nędzną próbę odbudowy tego autorytetu… Nie mnie wpływać na polityczną postawę metalowców, uważam jednak, że powinniśmy wszyscy mieć przynajmniej świadomość tego, że tak naprawdę każdy z nas mogłoby zostać o coś bezpodstawnie oskarżone, tylko z uwagi na to, że słuchamy muzyki będącej poza ogólnym kręgiem zainteresowań znakomitej większości tej populacji… Czy to jednak oznacza, że niedługo osądzać będziemy np. ludzi łysych, albo grubych, albo tych noszących okulary? Albo nie, skoro sami jesteśmy grubi, łysi i skoro wszyscy nosimy okulary, to może wystąpimy przeciwko chudym, czarnowłosym i mającym wadę wymowy! To kurwa jakiś absurd i mam nadzieję, że mechanizm takich działań jest wystarczająco łatwy do zrozumienia, by nikt nigdy nie pozwolił sobie na wplątanie się w jego tryby…

Powracając do DEVILISH IMPRESSIONS… No właśnie! Jest to intrygująca, wspaniała, żeby nie powiedzieć piękna, świetnie brzmiąca nazwa. Uważam, że idealnie pasuje do Waszej muzyki oraz tekstów. Co dokładnie oznacza ona dla Was? Odnosi się bardziej do sposobu tworzenia / grania muzyki, czy także do werbalnego przesłania?

Do jednego i drugiego. Nazwa ma odzwierciedlać różnorakość naszych inspiracji, wskazywać na swobodę w wyrażaniu pewnych wizji i poszukiwań. Chcieliśmy, aby z góry zaprzeczała jakimkolwiek oczekiwaniom, by stanowiła synonim wolności w ramach doboru środków artystycznego wyrazu. Podobnie z tekstami – jest wiele tematów, o których można opowiedzieć w wieloraki sposób.

Image

Icanraz

Jakiś czas temu odświeżyliście swoją stronę i profil MySpace. Jaką wagę przywiązujecie do promocji poprzez sieć? Myślicie, że tradycyjne formy popularyzacji grupy i kontaktu (papierowe listy, normalne płyty, tape-trading, flyersy, wywiady do zinów) mają jeszcze rację bytu i mogą konkurować z nowomodnymi narzędziami marketingowymi i PR:-)?

To były piękne czasy, jednak bezpowrotnie minęły. Głupotą byłoby udawać, ze wciąż żyjemy w czasach, gdzie kult wyziera z każdej naskrobanej linijki na pomiętej kartce papieru… Nowoczesne metody marketingowe mają dziś przeogromny zasięg i chyba nie ma już ich co porównywać do tych stosowanych nawet te kilka lat wstecz. Oczywiście te tradycyjne formy popularyzacji zespołu i jego twórczości nadal są w pewien sposób potrzebne, na pewno jednak nie są stosowane na taką skalę, jak miało to miejsce w przeszłości.

Wydaje mi się, że całokształt działań związanych z DEVILISH IMPRESSIONS jest spójny. Dbacie o jednolitość elementów wizualnych – vide okładki i booklety Waszych wydawnictw, layout stron internetowych, Wasze fotosy zrobione podczas sesji zdjęciowej „Diabolicanos” (zbliżenia twarzy). Szczerze mówiąc zakrawa mi to na dobrze zaplanowaną identyfikację wizualną, dzięki której możecie być łatwo rozpoznawalni. Jednym słowem uruchamiacie różne zmysły swoich odbiorców. Jaką faktycznie wagę przywiązujecie do bodźców wzrokowych, stymulowanych przez logo, szatę graficzną, kolorystykę? Czy mogą być one aż tak znaczące obok najważniejszej muzyki? W końcu badania dowodzą, że dziecko rozpoznaje szyld McDonald`s i reaguje uśmiechem, zanim jeszcze nauczy się mówić!

I o to nam właśnie chodzi! Żeby to dziecko rozpoznawalno logo DEVILISH IMPRESSIONS i pokazywało „rogi” swym rodzicom, dziadkom i wszystkim moherowym beretom, zanim ktokolwiek rozpocznie tę niewłaściwą indoktrynację tego dziecka. Natomiast tak poważnie – to faktycznie wszystkie wymienione przez Ciebie elementy są dla nas niezmiernie istotne, stanowią bowiem koncepcyjną całość w obrębie każdego materiału sygnowanego naszą nazwą. Oczywiście warstwa muzyczna jest zawsze najważniejsza, jednak miło, gdy wszystko opatrzone jest dobrymi, przemyślanymi tekstami, takimi zdjęciami i grafiką. To jest właśnie to, czego nigdy nie dadzą Ci mp3-ki…

Aha! Napisałeś mi kiedyś, że w życiu nie zessałeś ani jednej mp3. Chrzanisz:-). Przecież to umie dziecko z pierwszej klasy. To jaki „chleb powszedni” dzisiejszego metalowca! Nie jesteś prawdziwy!:-) A tak serio – jak odnajdujesz się w tym nowym, wirtualnym świecie? Jak reagujesz, jako zwykły fan metalu i twórca muzyki na szczyt komputeryzacji? Zauważasz zmianę przyzwyczajeń i zachowań słuchaczy?

Image

Quazarre

A propos ściągania mp3 z netu, to uwierz mi, że tak właśnie jest w moim przypadku. Oczywiście, że to niezmiernie proste, pytanie jednak: po co? Ja rozumiem tych, którzy chcą się zapoznać z twórczością danego zespołu, ściągną 2 lub 3 numery i – jeśli dana muza ich zainteresuje – ruszają do sklepu po płytę. Ale trochę mnie z drugiej strony nie przekonują tego typu historie, bo przecież jest teraz mnóstwo innych możliwości zapoznania się z twórczością danego artysty. Jest MySpace, są strony internetowe. Jeśli ktoś naprawdę chce, to nie jest problemem odszukanie kapeli w sieci, korzystając z jej oficjalnych profilów. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten nowy, wirtualny świat już dawno zdominowali świat rządzący się dawnymi prawami. I nie ma w tym nic złego, dopóki z dóbr, jakie niesie wspomniana komputeryzacja, korzystamy w sposób właściwy. Oczywiście postęp technologiczno-informacyjny ma ogromny wpływ na zmianę przyzwyczajeń i zachowań słuchaczy. Wystarczy pomyśleć, że spore grono dzisiejszych tzw. „metalowców” mierzy swoje kolekcje nie w ilościach płyt, a w gigabajtach! To prowadzi do tego, że ktoś taki, mając kontakt z nowym albumem określonej grupy, nie jest już chyba nawet w stanie przeżywać uniesień towarzyszących zakupowi, a później odpakowywaniu płyty, zagłębianiu się w detale ukryte w książeczce etc. Taka osoba ma tej muzy po prostu zbyt dużo. Jeśli ktoś w przeciągu np. pół roku potrafi ściągnąć kilkaset albumów, to nie oszukujmy się – z pewnością nie ma nawet czasu na wnikliwe poznanie ich wszystkich. Przez to też postrzeganie muzyki przez takich ludzi staje się niezwykle powierzchowne, pozbawione euforii obcowania z bądź co bądź sztuką wyższą… Poza tym, powiedzmy sobie to dosłownie, jeśli wszyscy nagle przestaniemy kupować płyty, tylko będziemy zasysać muzę z netu, to wydawcom nie będzie się zwyczajnie opłacało inwestować pieniądze w zespół, płacić za jego sesję nagraniową, zdjęciową, wydawać horrendalne sumy na reklamy etc. Ten biznes przestanie mieć rację bytu i nigdy już nie zobaczymy naszych ulubionych kapel, nie kupimy oryginalnego wydawnictwa. To nie tak, że ściągając mp3 okradasz artystę – on i tak z reguły karmi się okruchami tego, co zbiera wytwórnia. Problem w tym, że okradając wytwornie zniechęcasz je do dalszych inwestycji w muzyczny biznes, pojawia się bowiem pytanie o zasadność prowadzenia tego typu działalności, skoro przestaje być ona dochodowa…

I tą niezbyt pozytywnie nastrajającą refleksją może zakończymy naszą rozmowę… Dziękuję, życzę dalszych sukcesów i do (ponownego) zobaczenia w Polsce!

To ja dziękuję. Pozdrawiam i do zobaczenia!!!

[Kasia / Atmospheric #14]