DEVILISH IMPRESSIONS: Metalowe małżeństwo – 25.05.2008

Image

DEVILISH IMPRESSIONS to polski zespół, który jednak większą karierę robi zagranicą, znajduje się w angielskiej wytwórni, koncertuje z zespołami największego formatu itd. W kraju pierwszy raz we wcieleniu „live” pojawił się w maju 2008, promując swoją trzecią w dorobku, doskonałą płytę „Diabolicanos – Act III: Armagedon”.
O DEVILISH IMPRESSIONS opowiada duet stanowiący trzon zespołu, a prywatnie para, obecnie mieszkająca w Londynie: gitarzysta / wokalista Quazarre (dawniej muzyka ASGAARD) oraz grająca na instrumentach klawiszowych Turquoissa…


Zacznijmy od początku… Jaka była idea powstania kapeli? Z czyjej inicjatywy to nastąpiło i kto jest jej taką siłą napędową? Czy od początku DEVILISH IMPRESSIONS miał być regularnym zespołem, zważywszy na powiązania Quazarre`a z ASGAARD?

Turquoissa: W składzie DEVILISH IMPRESSIONS jestem od samego początku, gdyż wespół z Quazarre oraz naszym wieloletnim przyjacielem [Starashem – red.] zapragnęliśmy powołać do życia twór, który gdzieś tam w głębi każdego z nas rodził się od dawna, aby wreszcie przybrać postać czegoś osiągalnego i namacalnego. Quazarre wówczas był dość mocno skupiony na działalności w ASGAARD, jednakże w miarę rozwoju DEVILISH IMPRESSIONS wszyscy zaczęliśmy traktować to jako jedną z najważniejszych rzeczy. Dla naszej dwójki stało się to bezwzględnie priorytetem. I tak jest do dziś!

Turquoissa, nietypowe w składzie zespołu jest właśnie to, że tworzysz go z mężem. Powiedź mi, jak to się stało, że zasiliłaś DEVILISH IMPRESSIONS? Zazdrościłaś Quazarre`owi jego pasji i szybko nauczyłaś się grać na klawiszach:-)? Nie miałaś obaw wchodząc z nim w taki układ? Wiesz, często mówi się, że małżeństwa nie powinny pracować razem i warto mieć oddzielne hobby, aby móc sobie troszkę od siebie odpocząć…

ImageTurquoissa: Co do wchodzenia w układy… małżeńskie, czy też nie… Quazarre i ja jesteśmy parą od końca 1998 roku i już wtedy każde z nas zajmowało się w jakiś sposób muzyką. On miał swoją grupę, ja natomiast wciąż uczęszczałam do szkoły muzycznej. Granie w jednym zespole z osobą najbliższą sercu było właściwie naszym wspólnym marzeniem, które w bardzo naturalny sposób udało się ziścić i odpowiada mi ten układ pod każdym względem. My na próbach czy trasach zachowujemy się bardziej jak dobrzy kumple niż typowe małżeństwo… Choć na pewno w sytuacjach prozaicznych typu jedzenie, odzywa się we mnie żona, która stara się dopilnować, żeby mąż nie umarł z głodu:-) [rozumiem, że Quazarre to niejadek?:-) – red.]. Oczywiście mamy też swoje „momenty”, ale nie wydaje mi się, że jest to wynik tego, iż jesteśmy małżeństwem. Zwyczajne, małe spięcia zdarzające się miedzy wszystkimi… Ja też nigdy nie oczekuję specjalnego traktowania w takich sytuacjach tylko dlatego, że jestem żoną czy też jedyną kobietą w tym zespole. Poza tym wszyscy chłopcy z DEVILISH IMPRESSIONS są dla mnie jak bracia – oni o mnie dbają i ja tym samym się odwdzięczam. W ich towarzystwie każda chwila jest naprawdę cenna i wszystko czego doświadczyłam i doświadczam, nie zamieniłabym za żadne skarby świata.

Ty i Quazarre od kilku lat czasowo przebywacie (przebywaliście) w Anglii. Jak w ogóle tam Wam jest/było? Myślicie, aby się gdzieś osiedlić na stałe?

Turquoissa: Tak, to prawda. Przebywaliśmy i wciąż w pewnym sensie przebywamy na terenie UK, choć  nie jestem w stanie jednoznacznie tego określić. Oboje, jako ludzie, którzy już „powinni” w jakiś sposób się ustatkować, a przynajmniej mieć swoje stałe „gniazdko”, paradoksalnie go nie posiadamy. Dlatego miedzy trasami przebywamy trochę i w Londynie, i w moim rodzinnym domu w Polsce.

Londyn pewnie Was magnetyzuje…?

Turquoissa: Hmm… Londyn… Z jednej strony miasto pełne wszystkiego, kuszące rozmaitością, wolnością i tętniące życiem jak najintesywniej się da (to właśnie w nim kocham!). Z drugiej strony nie byłabym tam w stanie mieszkać całe życie, choć czuję się z tym miejscem bardziej związana niż z moim rodzinnym Opolem… Ośmielę się nawet stwierdzić, że w pewnym sensie wychowałam się tam i realia polskie są mi bardziej obce niż angielskie. Jedno jest pewne: jeśli marzysz o czymś, co w innym kraju z samego założenia wydaje się nierealne, Londyn da ci szansę, która dobrze wykorzystana prędzej czy później zaprocentuje.

A czy interesowaliście się sceną muzyczną w Londynie? Jak wygląda podziemny metal w Anglii? Dużo jest tam zespołów, koncertów, pism i innych inicjatyw? Swoją drogą, czy zauważyłaś, jak uaktywniają się na obczyźnie mieszkający tam Polacy-metalowcy?

Turquoissa: Jeśli chodzi o muzykę, szczerze przyznam, że nie zagłębialiśmy się specjalnie w podziemie angielskiego metalu… Tu na co dzień tyle się dzieje, że jest to po prostu „nie do przerobienia”… Koncertów multum, do wyboru, do koloru… Magazynów też, choć w metalowym światku zdecydowanie rządzą: „Metal Hammer”, „Zero Tolerance”, „Terrorizer” oraz „Karrang”. Metalowa „polonia” oczywiście ma swój niemały udział w każdym wydarzeniu związanym z tym profilem muzycznym i z roku na rok, muszę przyznać, coraz przyjemniej spotykać rodaków na koncertach… Powoli przestajemy być zburaczałą masą rzucającą się w oczy tylko ze względu na naganne, wulgarne zachowania, zwłaszcza po kilku pintach… (a może, cytując kolegę z ASGAARD: „po prostu wzrok mi poleciał…”:-)).

Właśnie z uwagi na Wasz pobyt w Anglii, zapytam o umiejscowienie DEVILISH IMPRESSIONS na skali narodowo-geograficznej. Zdecydowanie uważacie się za zespół polski i w Polsce nagrywaliście też płyty. Czy trudno się pracuje w takim układzie, właściwie na odległość? Nie kusiło Was, żeby całą działalność grupy zogniskować na przykład w Wielkiej Brytanii, tam znaleźć brakujących muzyków, realizować nagrania w brytyjskich studiach nagraniowych, z tamtejszymi realizatorami i w pełni być częścią tamtejszej, być może zapewniającej szersze perspektywy sceny muzycznej?

Quazarre: Raczej nie, bo tu nie chodzi o możliwości, a o magię, jaka musi istnieć pomiędzy poszczególnymi muzykami w zespole. Poza tym, będąc Polakiem z krwi i kości uważam, iż niestosowne byłoby odcinać się od korzeni, bo to świadczyłoby o tym, iż nie możemy pogodzić się ze swym pochodzeniem, czy że wręcz wstydzimy się go. Oczywiście na przestrzeni wszystkich tych lat, jakie spędziliśmy tutaj [chyba tam?:-) – red], poznaliśmy wielu wspaniałych muzyków, ludzi, z którymi – mimo dzielących nas różnic – można by spokojnie, a być może nawet lepiej radzić sobie na tym poletku. Rzecz jednak w tym, że odnaleźliśmy w nas samych coś, co absolutnie nie pozwala wątpić w słuszność dokonanego wyboru.

Wasz wydawca, wytwórnia Conquer, chociaż prowadzona przez Polaka, także ma siedzibę w Londynie. Jak wygląda strategia marketingowo-promocyjna dla DEVILISH IMPRESSIONS? Bo trzeba przyznać, że Tomek uważa Was za najlepszy band w jego stajni… Jak, w kontekście reklamy, którą macie w Europie, oceniacie promocję zespołu w kraju nad Wisłą?

ImageQuazarre: W Europie kwestia promocji wygląda wręcz genialnie! Nasza ostatnia płyta „Diabolicanos – Act III: Armagedon” spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem najbardziej opiniotwórczych mediów. Jej reklamy czy wywiady z DEVILISH IMPRESSIONS ukazują się na lamach największych pism – „Terrorizer”, „Metal Hammer”, „Zero Tolerance”, „Lock Up”, „Metallian”, „Legacy”, „Scream”… Wiem, że to dziwne, ale jesteśmy zdecydowanie bardziej rozpoznawalnym zespołem w Europie, aniżeli w samej Polsce. Mogę zdradzić, że aktualnie finalizujemy rozmowy z pewnym krajowym wydawca i – jeśli wszystko pójdzie w dobrym kierunku – nareszcie i u nas płyta „Diabolicanos” będzie mogło znaleźć większe rzesze odbiorców.

Współpracujecie z białoruską agencją The Flaming Arts i podejrzewam, że to za jej sprawą dotarliście za wschodnią granicę Polski (Rosja, Ukraina). Jakie korzyści macie ze strony Vadima, który w ogóle mocno wspiera polskie zespoły i chyba jest wielkim sympatykiem naszego metalu?

Quazarre: Vadim jest zajebistym profesjonalistą i ma jasno sprecyzowane cele, jakie zamierza osiągnąć. Poza tym bardzo dobrze się z nim pracuje, bez jakichkolwiek niepotrzebnych ciśnień czy utajonych żalów. Czy jest sympatykiem polskiego metalu? Hmm… Faktycznie ma w The Flaming Arts kilka krajowych zespołów: VADER, BEHEMOTH, DECAPITATED, CRIONICS, DEVILISH IMPRESSIONS [NEOLITH… – red.], jednak ma też sporo pochodzących z innych zakątków Europy. Generalnie bardzo miło wspominamy go, nie tylko jako zawodowca, ale też osobę przesympatyczną w stosunkach prywatnych.

A gdzie jesteście najbardziej popularni? W Anglii, w Polsce, a może jeszcze gdzie indziej? Gdzie płyty sprzedają się najlepiej i frekwencja na koncertach jest najwyższa?

Quazarre: Dobre pytanie:-). Niestety, nie posiadam aż tak dokładnych informacji. Z koncertami jest różnie, bo to przecież zależy przede wszystkim od tego, z kim grasz. My akuratnie mamy to szczęście występować u boku naprawdę dużych zespołów. Trasy z MARDUK czy BEHEMOTH to przecież wydarzenia cholernie prestiżowe. Pojawiliśmy się też na Wacken Road Show u boku OVERKILL, SAMAEL, ENSLAVED. Wcześniej graliśmy z SUFFOCATION, BENEDICTION, VADER… Wszystko zależy od zestawu kapel, ich aktualnej popularności czy też od innych czynników – lokalizacji klubów, zamożności określonych społeczeństw, częstotliwości, z jaką w rejonie ich miejsc zamieszkania występują tego typu imprezy. Tak naprawdę cholernie trudno określić, a tym bardziej przewidzieć, jak to się wszystko może nagle zmienić…

Image Koncertujecie z powodzeniem. Odbyliście duże zagraniczne trasy z AETERNUS / ARUM / DARKSIDE, MARDUK, BEHEMOTH, DISMEMBER itd. Dotarliście też na Wschód Europy. Graliście zarówno z bardzo popularnymi zespołami, jak i podziemnymi. Na małych i dużych scenach. Na długich trasach i na festiwalach. Jako pierwsi i jako ostatni. Czy mógłbyś pokusić się o porównanie, w którym miejscu na Ziemi czujecie się najlepiej, jak się Wam gra w roli supporta i jako „gwiazdy”, kiedy macie większą tremę:-)?

Quazarre: Wiesz, tak naprawdę to chyba nie zagraliśmy tych koncertów aż tak dużo, by pokusić się o tego typu porównanie… Hmm… Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie odczuwamy tremy, przynajmniej takiej, jaka jest wynikiem ekscytacji związanej z momentem wyjścia na scenę. Nie wiem, my po prostu uwielbiamy grać i bez względu na okoliczności takie jak rozmiar sceny czy kolejność występu, za każdym razem wkładamy w nasz show tyle siebie, ile to tylko możliwe.

Bardzo długo nie zagraliście w Polsce:-(. To skandal!:-) Jak to się stało?!? Przypadek, jakieś fatum, nieodpowiedzialni organizatorzy? Chyba więc w końcu spełni się marzenie Wasze i polskich fanów?!?

Quazarre: No tak, z różnych względów, do maja 2008, nie zagraliśmy w kraju ani jednego koncertu. Wcześniej już kilkakrotnie mieliśmy propozycje zagrania tras w Polsce, jednak za każdym razem, czy to wspomniane przez Ciebie fatum, czy też inne czynniki miały wpływ na to, że jednak się nie pojawiliśmy.

ImageAż wreszcie udało się Wam wystąpić na rodzimych deskach na zorganizowanej przez agencję Creative Music trasie jeszcze z udziałem HATE, TRAUMA czy CRIONICS…

Quazarre: Cieszymy się ogromnie, że zagraliśmy w Polsce, no i w tak doborowym towarzystwie. Mimo iż nasze wydawnictwa nigdy wcześniej nie były w jakiejś szerszej dystrybucji w kraju, i tak jesteśmy zadowoleni z tego, jak przyjmowano nas każdego wieczoru. Zaś w czerwcu „Diabolicanos” ukaże się w kraju z ostatnim (!!!) numerem „Thrash`em All”, więc myślę, że w przyszłości nasze koncerty tutaj będą miały naprawdę solidną podkładkę.

Zauważoną przeze mnie, a być może również przez Was podczas Rebel Angel Tour, prawidłowością koncertów w Polsce jest mała frekwencja zwłaszcza w dni powszednie, nawet w dużych miastach, w których np. studenci nie muszą wstawać rano do pracy. Np. w tym kontekście organizowanie trasy przetaczającej się dzień po dniu jest ryzykowne… Jak myślisz, z czego wynika coraz mniejsza liczba ludzi na koncertach? Bo ja uważam, że nie tylko z cen biletów… Czyżby statystyczny metalowiec mentalnie stawał się emerytem, który woli ciepłe kapcie i koncerty na dvd, które może zatrzymać pilotem i pójść zrobić siusiu? Jak zwabić taką gawiedź na metalowy gig?

Quazarre: Jeśli faktycznie ktoś nie ma już w sobie odrobiny chęci, by ruszyć dupsko i pójść na koncert, to chyba nic w tym temacie nie zdziałasz. Takie najwidoczniej czasy… Nie można przecież nikogo przymuszać do tego, by aktywnie brał udział w tego typu wydarzeniach. Z drugiej jednak strony jestem przekonany, że to najczęściej takie właśnie osoby ukrywają się później pod albo groźnie brzmiącymi, albo cholernie głupkowatymi pseudonimami, udzielając się wszem i wobec na wszelkich możliwych internetowych forach i krytykując poczynania każdego zespołu. Nie wiem, czy ktokolwiek mógłby to zmienić. Nie od dziś np. apeluje się do wszystkich o to, by nie ściągać muzy z netu, a mimo to precedens ten kontynuowany jest z coraz to większą częstotliwością…

Podczas koncertów w kraju promowaliście wspaniały album „Diabolicanos – Act III: Armagedon”, który od początku 2008 jest ppierwszym kandydatem do miana płyty roku w Polsce! Czy spotkałeś się już z jakimiś negatywnymi recenzjami? Jakie wady Wam wytykają fani, recenzenci?
ImageQuazarre: Reakcja mediów i fanów na ten album jest po prostu świetna. Oczywiście pojawiły się ze 2-3 opinie skrajne negatywne – jak jednak uznać je za miarodajne, skoro znakomita większość jest tą płytą zachwycona? Nie, nie chodziło o to, że boimy się krytyki. Dopóki jest ona konstruktywna, dopóty warto zastanowić się nad jej treścią. Jednak w takich przypadkach podobne opinie mamy szczerze głęboko w dupie. Loża szyderców, niespełnionych muzyków i sfrustrowanych idiotów zawsze znajdzie swój ciepły kurwidołek, z którego wyrzyguje swój żal na wszystko, co wykracza poza sztywne ramy ich malutkich móżdżków…

A macie jakieś dane co do wielkości sprzedaży ostatniego albumu?

Quazarre: Co do oficjalnych wyników sprzedaży naszych płyt – wątpię, byśmy kiedykolwiek mogli takimi się poszczycić:-(. Taki biznes…

ImageCofając się lekko w przeszłość – DEVILISH IMPRESSIONS z wielkim rozmachem podbił rynek muzyczny i serca słuchaczy poprzednim albumem „Plurima Mortis Imago”. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, już w 2002 r. mieliście materiał sympatycznie zatytułowany: „Eritis Sicut Deus; Verbum Diaboli Manet In Aeternum; Vox Vespertilio Act I – Moon Var Dies Irae”. Opowiedz coś więcej o tamtym wydawnictwie. Wiem, że byliście bardzo zadowoleni z tego materiału; mówiłeś o nim: „(…) wspięliśmy się (…) na zupełnie już inny poziom, zarówno w znaczeniu mentalnym, jak i kompozytorskim”. Szkoda więc, że tamta płyta nie miała wsparcia wytwórni i przeszła bez większego echa…?

Quazarre: Może to i dobrze, bo w przeciwnym wypadku większość ludzi byłaby przekonana, że do dziś gramy z automatem perkusyjnym:-). Mówiłem tak, ponieważ „Eritis Sicut Deus…” ma szczególne znaczenie przede wszystkim dla nas samych, gdyż to właśnie za sprawą tego materiału po raz pierwszy zdefiniowaliśmy kurs naszych liryczno-muzycznych poszukiwań. Na pewno postaramy się o to, by w przyszłości nasi fani mogli zapoznać się z obliczem DEVILISH IMPRESSIONS a.s. 2002. Wiadomo, że to nie to, czym ten zespół jest w chwili obecnej, jednak reprezentuje nasze ówczesne umiejętności i odmienne spojrzenie na muzykę black metal.

Moim zdaniem dużą rolę w DEVILISH IMPRESSIONS odgrywają klawisze. Są bardzo ważne, ale nie dominujące, szarżują pod potężną ścianą gitar. Jak to jest, że Twój instrument dodaje muzyce mocy, a w masie innych zespołów brzmią infantylnie albo obrzydliwie zmiękczają brzmienie? Jest na to jakiś złoty środek? Łatwo czy trudno znaleźć tę granicę syntezatorowej estetyki, aby jej nie przekroczyć? Aby klawisze stanowiły cenny dodatek w zespole, który wykonuje ekstremalną muzykę, niekoniecznie grając tzw. pierwsze skrzypce…

Turquoissa: Cieszę się, że odbierasz klawiszowe partie w DEVILISH IMPRESSIONS jako podkreślenie tej „mocy”, a nie jej zdecydowane zamydlenie i osłodzenie… Niestety myślę, że nie ma jako takiego złotego środka na wyważenie tego w całości. To w tym przypadku chyba bardziej polega na podobnych gustach oraz zbliżonym, spójnym smaku i poczuciu estetyki moim oraz Quazarra. Ponieważ prawie cały materiał zawsze tworzymy w swojej obecności, aczkolwiek w różnych okolicznościach pobocznych…, efekt jest taki, a nie inny… Mam nadzieję, iż uda nam się ten klimat utrzymać.

Image Kunszt wokalny Quazarre`a… W którejś recenzji ASGAARD porównałam Cię – ze względu na cholernie zaangażowane, teatralne interpretacje tekstów – do Adama Łasy z ABRAXAS. Znasz? Lubisz? Nie będę Cię pytać, na kim się wzorujesz, ale powiedź mi, których wokalistów (nie tylko metalowych – z Polski i zagranicy) podziwiasz i z kim chciałbyś zaśpiewać w duecie?

Quazarre: Jest wielu takich wokalistów. I nie mam na myśli tylko tych o imponujących możliwościach wokalnych czy dysponujących jakąś zaskakująco dużą rozpiętością skali głosu. Nie wiem… Chyba zbyt wielu jest takich, by wymienić. Ze starszych rzeczy uwielbiam Hetfielda z METALLICA, Shuldinera z DEATH, Marc`a Grewe z niemieckiego MORGOTH, oczywiście Dickinsona z IRON MAIDEN, Quorthon`a z BATHORY, Cezara z CHRIST AGONY. Z nieco nowszych czasów podziwiam Ihsahn`a z EMPEROR, Garm`a z ULVER / ARCTURUS, Demon`a z LIMBONIC ART, Roberta Flynn`a z MACHINE HEAD. Lubię naprawdę bardzo rożne glosy. Np. taka Diamanda Galas czy chociażby Mr. Doctor z DEVIL DOLL to już mistrzostwo świata. Ale cenię też sobie wokalistów posiadających po prostu wyrazista barwę jak chociażby Glen Benton z DEICIDE czy Ner z BEHEMOTH. To naprawdę temat rzeka i obawiam się, że w miarę upływu czasu przyszłoby mi na myśl kilkudziesięciu innych.

Na koniec powiedźcie, jakie macie marzenia związane z DEVILISH IMPRESSIONS jeśli chodzi o wydawcę? Przypominając doświadczenia zespołu ASGAARD, nagrywanie dla molocha (typu Melat Mind Productions) nie zawsze jest takie piękne i różowe. Liczycie się z tym, że aby zachować niezależność, satysfakcję i by nie być wkręceni w wir szoł-biznesu, będziecie musieli działać niejako na uboczu, na granicy podziemia i muzycznego establishmentu? Chyba że masz inny pomysł…?

Quazarre: Czas pokaże… Póki co jest nam naprawdę nieźle.

Quazarre, z tego co wiem, powstaje nowa muzyka ASGAARD i jeśli dojdzie do nagrania, na pewno dodasz do niej swój głos. Nie obawiasz się sytuacji, kiedy obydwie grupy będą równocześnie aktywne w studiu oraz na koncertach i będziesz musiał ustawić priorytety, dokonać wyboru? Może zrobicie wspólną trasę?:-)…
Quazarre: Wątpię, by do tego doszło, chociażby z tak prozaicznych przyczyn, jak – póki co – brak pełnego składu koncertowego ASGAARD. Każde z nas wie, co w danym momencie może być dla kogoś rzeczą priorytetową, więc nie obawiam się sytuacji, o jakiej wspominasz.

Dziękuję za wywiad.

Quazarre, Turquoissa: Dziękujemy.

[Kasia]