DEVILISH IMPRESSIONS: „Robimy swoje bez spinania się”

DEVILISH.IMPRESSIONS_logoPodczas tegorocznego festu Niech Cisza Milczy w Dzierżnie udało mi się złapać dwóch gitarzystów DEVILISH IMPRESSIONS Quazzare`a i Vratha. W tym roku organizatorzy festiwalu zadbali o różnorodność kapel. DEVILISH mienił się tam niczym czarna owca w stadzie. Przed ich występem padało jak z cebra. Wyszli, zajebali i zeszli ze sceny. A oto co powiedzieli nam w wywiadzie…

Witajcie! Jesteśmy już po występie na festiwalu Niech Cisza Milczy. Czy koncerty na wolnym powietrzu różnią się od tych w klubach?

Quazarre: Zdecydowanie, zarówno od strony artysty, jak i publiczności. Osobiście trudno mi powiedzieć, które koncerty wolę, bo… każdy z nich ma swój urok. A również niedogodności mogą się pojawić zarówno w przypadku koncertów plenerowych, jak i tych klubowych.

Vraath: Może zdarzyć się koncert plenerowy gdzie jest piękna pogoda. Jest grill, kiełbaska, po koncercie piwko. Takie koncerty to swego rodzaju pikniki. Jest fajnie. W klubach, wiadomo, możesz trafić na zasrany kibel, ale jednocześnie masz zdecydowanie lepszy kontakt z publicznością, bo jest blisko, pod sceną. Wówczas czerpiesz od ludzi znacznie większą energię.

Quazarre: Dodałbym jeszcze, że granie na festach stwarza możliwość spotkania wielu znajomych oraz zespołów, z którymi wcześniej mieliśmy styczność. Oczywiście dla zespołu obie formy pokazania się publiczności są równie ważne.

Devilish.Impressions_live2015 (6)

Podczas show DEVILISH IMPRESSIONS ciekaw byłem, czy zagracie coś z nadchodzącej płyty. Czy w najbliższym czasie można się spodziewać następcy „Simularca” na koncertach?

Quazarre: Nie, póki co gramy utwory, które zostały opublikowane. Nowa płyta jest w trakcie produkcji. Dosłownie jutro jedziemy do studia nagrywać wokale. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, to we wrześniu zaczynamy mixy, później oczywiście master. Potem z kolei będziemy szukać nowego wydawcy. Z tego względu na chwilę obecną nie wiemy, kiedy i w jakiej postaci album ukaże się na rynku. Mogę powiedzieć tylko, że zarówno od strony muzycznej, jak i tekstowej będzie to płyta inna od poprzednich.

Powiedzcie, czego oczekujecie od potencjalnego wydawcy nowego krążka?

Quazarre: Wiesz, im jesteśmy starsi, tym bardziej te oczekiwania maleją. Nie są tak wygórowane jak kiedyś. Nie ma sensu taka spina. Już na aktualnym etapie mamy pewne oferty, ale czekamy do czasu, aż materiał będzie w pełni gotowy, wtedy roześlemy go do różnych wytwórni.

DEVILISH IMPRESSIONS to horda, która zjadła swe zęby na niejednej stajni. Mniejsza wytwórnia często prowadzona jest przez załogi pełne pasji i chęci do działania, a większa dostarcza większe możliwości. Gdzie widzicie swoje miejsce?

Vraath: Ciężko powiedzieć, bo trafiając do małej i nawet posiadając tam status „gwiazdy”, możliwości takiej firmy mogą być na tyle ograniczone, że nie zaoferuje ona zespołowi gwarancji dalszego rozwoju. Trafiając do większej możliwości, te potencjalnie rosną, co z kolei nakręca zespół, popycha go dalej swą mocą. Stwarza sposobność jeżdżenia w trasy z wielkimi zespołami itd.

Quazarre: Oczywistym jest, że większe stajnie mają większe możliwości. Bardziej, przede wszystkim, rozwiniętą sieć dystrybucyjną. Z kolei trafić do mniejszej, dla której będziesz priorytetem, też może stanowić układ idealny, bo w dużej możesz być traktowany jako jeden spośród wielu, malutki, nic nieznaczący numerek w katalogu. Jednakże, zgadzam się z Vraath’em, iż potencjał dotarcia do szerszego grona odbiorców jest zdecydowanie większy, gdy jesteś w dużym labelu.

Czy Icaros Rerords jest brany pod uwagę jako potencjalny wydawca nowego albumu?

Quazarre: Nie, absolutnie nie. Icaros Records nie istnieje od paru ładnych lat. Powołałem do życia tą wytwórnię, aby po pierwsze pomóc na polskim rynku zespołom, w którym gramy, po drugie, by wynajdywać ciekawe propozycje z gatunku rodzimej muzyki alternatywnej. Stąd też pierwszą pozycją w katalogu wydawniczym Icaros Records był zespół LECTER z albumem „Inside/Outside”. Niestety, polski rynek nas zmiażdżył, nie udźwignęliśmy tego i – jak wspomniałem – Icaros Records nie istnieje.

Wiadomo, że w Polsce z prowadzeniem firmy nie jest lekko. Wiadomo, że nasz system nie pomaga. Słyszałem, że wiele osób stawia na Anglię. Tam podobno jest lepiej. Podzielasz to zdanie?

Quazarre: W Polsce same zusy i srusy. M.in. te właśnie tematy położyły moją stajnię. Inny przykład – chcąc wkroczyć w sprzedaż produktów na rynku oficjalnym, wiesz, by płyty ukazywały się z kodem kreskowym, były dostępne w przystępnej dla potencjalnego fana cenie na półkach sklepowych, w sieciach typu Media Markt, Saturn czy EMPiK, musieliśmy utrzymać ceny naszej sprzedaży tak niskie, że przy kosztach produkcji, tłoczenia, druku, dystrybucji i reklamy okazało się to zupełnie nieopłacalne.

Czyli taka sztuka dla sztuki?

Quazarre: Tak mi się wydaje. Inaczej jest w przypadku tych stajni, które istnieją kupę lat i posiadają własną sieć dystrybucji, własne magazyny muzyczne. My np. musieliśmy korzystać pośrednio przez Metal Mind i, niestety, w konsekwencji na tym poletku polegliśmy.

DEVILISH.IMPRESSIONS_AdventvsPomówmy o labelu, który wydał Waszą ostatnią EPkę „Adventvs”. Mianowicie, Hammerheart Records reklamuje DEVILISH IMPRESSIONS jako odpowiednik SEPTICFLESH i BEHEMOTH. Jak Wy odbieracie takie porównania?

Quazarre: Kompletnie nie mamy pojęcia, co to za zespoły (śmiech)! Żartuję, oczywiście. Generalnie slogany reklamowe to kwestia wytwórni. Mają tam przecież ludzi, którzy coś tam wymyślają. W głównej mierze pewnie po to, by przybliżyć potencjalnym nabywcom, gdzie dany „produkt” upchnąć stylistycznie. Osobiście w naszej twórczości nie znajduję podobieństw do twórczości w/w. Aczkolwiek fajnie, że jeżeli już zachodzi taka konieczność, to ktoś porównuje cię do dużych i uznanych bandów. Ostatecznie nie mamy jednak wpływu na to, co piszą o nas inni.

Nowy materiał DEVILISH IMPRESSIONS w drodze. Ciekawi mnie, w którym muzycznym kierunku pójdziecie. Czy bardziej w stronę surowego brzmienia, czy rozbudowanej opery? Zdradzicie szczegóły!

Vraath: Opera mydlana.

Quazarre: Tak jest! Hahaha! Już wspomniany wcześniej, materiał z EP „Adventvs” stanowił zapowiedź zmian w obrębie stylistyki zespołu. Zmiany te są częściowo naturalne, częściowo zaś nie chcieliśmy, aby ludzie nadal wrzucali nas do wora metalu symfonicznego tylko dlatego, że na płycie „Simularca” znalazło się dużo orkiestracji. Bo tak naprawdę muzyka DEVILISH IMPRESSIONS zawsze powstawała w oparciu o riffy gitarowe. Partii generowanych syntetycznie używaliśmy jako motywy wzbogacające pewne wybrane fragmenty danej „piosenki”. Teraz mogę powiedzieć, że na nowej płycie w ogóle nie będzie klawiszy.

To ciekawe, bo miałem zapytać, czy wpływy ASGAARD w DEVILISH IMPRESSIONS są obecne?

Quazarre: Myślę, że nie. DEVILISH IMPRESSIONS jest kompletnie innym tworem od tego, co mam zaszczyt robić w ASGAARD. Jedyne podobieństwo, jakie przychodzi mi do głowy, to moja osoba, hehe.

Devilish.Impressions_live2015 (4)Wspomniałeś, że na nowej odsłonie DEVILISH IMPRESSIONS nie będzie klawiszy. W takim razie, czy program odegranego seta koncertowego będzie w całości prezentowany na żywo?

Quazarre: Będzie dokładnie tak samo, jak w przypadku starszych numerów. Podczas koncertów będziemy samplować rzeczy, jakie można usłyszeć na płycie, a których to partii z racji posiadania takiej, a nie innej ilości kończyn, nie jesteśmy w stanie zagrać. Wiesz, chodzi o wybrane fragmenty, w których np. w tle są jakieś czyste wokalizy, gitary akustyczne itp.

Zakładając, że premiera nowej płyty może nastąpić zimą 2015, czy można liczyć na trasę koncertową promującą nowy krążek?

Quazarre: Nie można jasno powiedzieć, kiedy ukaże się płyta. Trasa z pewnością będzie, ale jest zbyt wcześnie, by o tym mówić.

Devilish.Impressions_live2015 (1)Ostatnio widziałem Was z CHRIST AGONY w Łodzi. Zrobiliście na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Chciałbym zapytać o tę trasę. Jakie koncerty najbardziej utkwiły Wam w pamięci?

Quazarre: Ufff, trochę już od tej objazdówki upłynęło czasu… Cała ta trasa to było coś pięknego! Dla mnie też o tyle była szczególna, że zawsze byłem wielkim fanem CHRIST AGONY. Pamiętam czasy pisania listów z Cezarem, oczekiwanie na odpowiedź. Eh, świetne czasy! Gdy po latach Twój niegdysiejszy idol zaprasza Twój zespół na swoją jubileuszową trasę, to oczywistym jest, że to wywołuje wspomnienia i fantastyczne emocje!

Vraath: Dla mnie Gdańsk był idealny. Najlepiej się grało. Mały klub, ale pod wieloma względami bardzo przyjemny. W klubach ważna jest obsługa. Bo czasami niefortunnie trafiasz na buców, którzy mają wszystko w dupie. Traktują cię jako zło konieczne. Dla mnie Gdańsk to była petarda.

Quazarre: Ale krzywdzące byłoby nie wymienić innych klubów. Łódź była fajna. Pierwszy raz graliśmy w Zielonej Górze i tam też spotkała nas nad wyraz miła niespodzianka. W Poznaniu „U Bazyla” też było świetnie.

Vraath: Poznania nie pamiętam (śmiech)! Pamiętam Chorzów, tam była obsługa nie z tej ziemi. Pamiętam, że gdy po koncercie zapytaliśmy właściciela o jakieś piwko, ten automatycznie przyniósł nam całą kratę. Ogólnie tamtejsza gościnność przerosła nasze najśmielsze oczekiwania!

Devilish.Impressions_live2015 (3)Nie wiem, czy wiecie, ale klub, w którym Was słyszałem, nie istnieje. Czy spotkaliście podobne sytuacje w historii zespołu?

Vraath: Brutal truth.

Quazarre: Trzeba zacząć od tego, że poziom zamożności w Polsce jest taki, jaki jest, a zawsze tej zamożności najpełniejszym obrazem jest to, ile społeczeństwo danego kraju jest w stanie wydać na kulturę. Aspekt ekonomiczny odgrywa tu naprawdę ogromną rolę. W PL najczęściej żyjemy od pierwszego do ostatniego. W ostatnim tygodniu danego miesiąca czekasz, kurwa, na wypłatę, żeby kupić bułkę. Więc trudno się dziwić, że ludzie nie mają kasy, żeby pójść na koncert. I jest jak jest. Wszystko zeszło do podziemia. Może za jakiś czas nie będzie dla kogo grać? Jednocześnie ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ogromne wydatki ponosi koncertujący zespół: wynajęcie busa, sprzętu, opłacenie noclegów, żarcia, obsługi technicznej itp. Jeśli nie będzie grupy odbiorców, która zapewni zwrot tych kosztów, to naprawdę może być różnie. Może też być i tak, że koncerty będą odbywać się naprawdę bardzo rzadko, przez co staną się bardziej ekskluzywne. Może będzie jak dawniej – dwa dobre koncerty w roku, na które do „Spodka” jechała cała Polska?

To bardzo interesujące, bo odbieram te słowa, jakbym słyszał zespół na początku swojej muzycznej drogi. Czy nadal chcecie coś robić?

Vraath: Jest masa zespołów, które nie są w stanie się poświęcić. Powiedzmy to tak: jest zespół, wszyscy jego członkowie pracują i są w stanie pojechać w jedną trasę w roku, bo wtedy dostają urlop w pracy. Dla porównania, w moim przypadku, by pojechać w trasę z DEVILISH IMPRESSIONS, pracę rzucałem już kilka ładnych razy.

Quazarre: Ze mną było tak samo. Nie pamiętam już nawet, ile razy rezygnowałem z często bardzo intratnej posadki, by robić to, co prawdziwie uwielbiam!

A powiedzcie, jak oceniacie Niech Cisza Milczy IV. Ten festiwal jest przykładem, że dla chcącego nic trudnego!

Quazarre: Przede wszystkim jest to inicjatywa bardzo szlachetna, bo – właśnie w świetle tego jak to dziś wszystko wygląda – zajebiście, że komuś się chce! Naprawdę rewelka! Zarówno pod względem organizacyjnym, jak i podejścia do nas jako artystów biorących udział w festiwalu. To się chwali i o tym długo będziemy pamiętać!

Vraath, to tak jak Ty mówiłeś, że spotkałeś podczas trasy z CHRIST AGONY ludzi w Gdańsku, którzy zrobili dobrą robotę.

Vraath: Tak, bo wiesz, tu nikt nie mówi, że „gwiazdorzymy”. Nikt przecież z nas nie wymaga garderoby z kwiatami i zastawionym na tłusto stołem. Tylko by darzyć cię odpowiednim szacunkiem, potraktować z godnością jako człowieka, który przecież poświęcił wszystko dla muzyki.

Devilish.Impressions_live2015 (5)

Zbliżamy się ku końcowi. Chciałbym zapytać jeszcze o rozwój zespołu. Jak Wy oceniacie DEVILISH IMPRESSIONS tu i teraz?

Quazarre: Początkowo DEVILISH IMPRESSIONS funkcjonował jako projekt, w którym mogłem dać upust tej bardziej brutalnej części mojej natury. Projekt inny od ASGAARD. Z czasem przerodził się w zespół. Udało się podpisać fajny deal, posypały się dobre oferty. W pewien sposób nowe zaistniałe okoliczności wywarły na nas presję, by sprostać oczekiwaniom, by sprawdzić się jako prawdziwy zespół podczas grania koncertów. Z założenia powiedzieliśmy też sobie wtedy, że przenigdy nie wypuścimy takiej samej płyty. Cześć fanów z pewnością w ten sposób rozczarowujemy, ale ja nie chciałbym, aby przykładowo METALLICA, nagrywając genialną skądinąd „Master of Puppets”, chwilę później nagrała „Master of Puppets 2”. Jesteśmy zespołem poszukującym. Nie wiem, czy spełniamy oczekiwania odbiorców, ale prawda jest taka, że mamy to w dupie! Jeżeli my będziemy grali to, co czujemy, ludzie będą wiedzieli, że jest to szczere. Taki odbiorca zobaczy, że zespół gra to, co kocha. I właśnie na takich odbiorcach nam najbardziej zależy.

Vraath: Quazarre, pisząc muzykę, nigdy nie powiela pomysłów. A przecież, patrząc z punktu widzenia komercyjnego, można byłoby zrobić tak, by wypuszczać płyty z muzyką, która jest w danym okresie na topie. Przez ostatnie dwa, trzy lata np. bardzo popularny był metalcore, kilka lat wcześniej symphonic metal. A dziś co jest na topie? Nie wiem.

Doda z Nergalem?

Vraath: Nie, Doda z Nergalem już nie! Teraz Doda będzie podobno prowadzić salon ślubny. Najważniejsze, żeby żyć w zgodzie z samym sobą, a nie być chorągiewką na wietrze marketingu!

Quazarre: Ja pomijam idiotów, którzy nie znają nas osobiście, a przyklejają nam łatki i rozsiewają dziwne plotki. Prawdziwi fani oceniają nas przez pryzmat naszych wydawnictw. I widzą, doceniają wkład serca w to! Rozumieją, że nie jesteśmy, kurwa, jakimś produktem z numerem 123.

Słuchając Was odbieram to tak, że DEVILISH IMPRESSIONS jest samotnym wilkiem na metalowej scenie. Ale dla mnie muzycznie jesteście tworem rzadko spotykanym.

Quazarre: Nie oglądamy się na to, co grają inni. Nigdy nie oglądaliśmy się za siebie. Wiemy, że jest grupa ludzi, którzy nas nienawidzą, chuj wie za co. Ale też i naszą naturalną reakcją jest, że… chuj im w dupę. Bo gdy ja jakiegoś zespołu nie lubię, to go po prostu nie słucham i tyle.

Czyli takie podeście europejskie?

Quazarre: Europejskie? Nie wiem, dam ci przykład. Załóżmy, że nie jestem fanem zespołu VADER, który teraz właśnie gra lub że nawet bardzo ich twórczości nie lubię. To nie znaczy jednak, że mam się od razu logować na jakiś forach i dając upust jakiejś nieuzasadnionej goryczy, obrzucać ich gównem, bo nie pasi mi to czy tamto! Ja darzę ogromnym szacunkiem każdy zespół, który ma odwagę wejść na scenę i publicznie zaprezentować swą twórczość. Hejterzy to w większości przypadków leszcze, którzy stoją w tłumie i mają szare życie oraz małego fiuta!

Vraath: Są zawistni, bo sami nic nie osiągnęli. Istotnie, próbują wylać swą gorycz.

Quazarre: Jeśli nas ktoś lubi – ok, jeśli nie to… też ok. Lubię jednak konstruktywną krytykę. Jeśli ktoś nie jest w stanie przedstawić takowej, to nie mamy o czym gadać.

Czy w takim razie prasa muzyczna dla Was jest istotna?

Quazarre: Jest, ale bardziej ze względu na zwyczajną ciekawość, w jaki sposób ktoś odbiera nasze propozycje. Będąc już trochę w tej branży wiem, że są magazyny, które np. z racji określonych relacji biznesowych łączących je z wytwórniami nie mogą o danym zespole napisać złego słowa; są dla odmiany takie, które z uwagi na często bardzo pokrętne koniugacje w obrębie tzw. „sceny”, nigdy w życiu o tym samym zespole nie napiszą dobrze. I tak to niestety wygląda.

Czyli DEVILISH IMPRESSIONS, pomimo piętnastu lat istnienia, nie przestaje składać broni?

Quazarre: Nie przestajemy wierzyć! Faktycznie, 01.11 upłynie 15 lat od momentu założenia DEVILISH IMPRESSIONS, z tymże po raz kolejny należałoby tutaj uściślić, że przez pierwszych kilka lat DEVILISH IMPRESSIONS funkcjonował jako projekt studyjny. Początek zespołu z krwi i kości datowałbym na rok 2006 r., czyli od czasu debiutu w barwach Conquer Records. Kontynuując, gdybyśmy nie kochali tego, co robimy to… najzwyczajniej w świecie byśmy tego nie robili! Mamy tyle lat, ile mamy. Chociażby z tego powodu nikt nie powinien osądzać naszej działalności pod kątem rzekomego polowania na jakąś wydumaną „sławę”. Robimy to już tyle lat, że nie da się żyć inaczej!

Dziś po koncercie Niech Cisza Milczy zapewne jedziecie do domów. A kolejne plany?

Quazarre: Najbliższe plany to dalsze prace nad nową płyta.

Vraath: Jesteśmy na takim etapie życia, że mamy wszystko w dupie. Robimy swoje bez spinania się. Podoba się: biorą, nie podoba się: won!

Ostatnie słowa należą do Was!

Quazarre: Dzięki za wywiad. Dodam tylko, że Atmospheric darzę ogromnym sentymentem, bo na łamach Waszego pierwszego numeru ukazał się wywiad ze mną, którego wtedy udzielałem w imieniu ASGAARD. Pozdrawiamy wszystkich czytelników!

Vraath: Dzięki wielkie! Pozostańcie niezależni!

[Tomash]

Devilish Impressions, quazarre@wp.pl; www.devilish-impressions.com, www.facebook.com/devilishimpressions