DIABOLICAL, SOULDRAINER, MANSLAUGHTER, HATESCRIPT – 10.04.2014, Gdańsk

2014.04.10_diabolicalDIABOLICAL, SOULDRAINER, MANSLAUGHTER, HATESCRIPT
10.04.2014, Gdańsk, Wydział Remontowy

Będzie to jak na mnie nietypowa relacja. Żeby na wstępie odrzeć resztki kotary tajemnicy, powiem krótko, iż pojechałem na koncert wozem. Obejrzałem, co obejrzałem, nieprzyzwoicie wręcz trzeźwy. Trzeźwy jak świnia, albo autobus! No bo skoro świnia i autobus mogą być najeżane, to i trzeźwym chyba być im się zdarza. Na kuncert ów pchnął mnie głód koncertowy i atmosfera minionego dnia, jaka wręcz spowodowała moje samowygnanie z domu.
Tedy późno już było i przed 22.00 stawiłem się w „Wydziale Remontowym”, czyli dawnym baraku postoczniowym znajdującym się przed słynną bramą Stoczni Gdańskiej, która zasłynęła, gdy była jeszcze im. Lenina. Włodzimierza zresztą. Barak ów ma skromną pojemność, ale nawet na ową skromną pojemność frekwencja była zatrważająco skromna. Stop. Wróć. To była normalna frekwencja trójmiejska na tego typu koncertach. Nie ma zespołu, jaki zna byle wszarz z zielonym plecakiem, albo internetowy wojownik, tudzież nie gra lokalna „gwiazda” mogąca zapewnić publikę złożoną ze znajomych skrzykniętych na jakimś zjebanym twarzobuku i do tego jest środek tygodnia, to pies z zaropiałym dzyndzlem nie przyjdzie. I tak było na oko, co to na nie chłop w szpitalu umarł, ze 30 osób, wliczając w to kapele. Gdańsk rządzi! Łza się w oku kręci, gdy wspomni się Drramy czy inne spędy sprzed 20 i więcej lat.
Wracajmy pod stocznię… Ominęły mnie występy MANSLAUGHTER i HATESCRIPT, jakoś nie żałuję, twórczości jednych i drugich nie znam i szczerze powiedziawszy dynda mi ona.
Akurat jak przyjechałem, pakowali się na scenę Szwedzi z SOULDRAINER. SOULDRAINER również był do tego wieczoru dla mnie tworem enigmatycznym. Nieco studził mój zapał opis ich muzy, mianowicie „melodic death metal” i bałem się nieco, czy to nie jakieś nowomodne gówno, ale na szczęście miło się rozczarowałem. Trójka sympatycznych Skandynawów: wysoki koziobrody gitarzysto-wokalista, niski pocieszny łysy basista z wiecznym bananem na gębie i młody bębniarz (jak przedstawiono świeżak), zagrali jak trzej przyjaciele z boiska! Wokalista-gitarzysta nie był jakoś specjalnie speszony niską liczbą ludzi na parkiecie, wydawał się to żartobliwie komentować, a brak ścisku pod sceną pozwolił mu na pospacerowanie sobie z gitarą podczas jednego kawałka pośród ludzi. Jego wyczyn chciał powtórzyć mający wiecznego banana na gębie basista, ale procenty spożyte tego wieczoru powaliły go brutalnie na parkiet, kiedy tylko zszedł był ze sceny, żeby poparadować z basem między ludźmi. Początkowo był lekko zdezorientowany, jednakże czyjaś pomocna dłoń sprawiła, iż dźwignął się i wrócił na deski, ale sceniczne. Po chwili znowu miał rogala na facjacie, ot, wyluzowany człek.
Co do samej muzyki SOULDRAINER, to od pierwszych taktów nasunęły mi się skojarzenia z dwiema załogami sprzed lat, mianowicie SAMAEL z okresu „Ceremony Of Opposites”, a przede wszystkim LAKE OF TEARS. Proste utwory o nieskomplikowanej budowie, w większości w średnich, takich płynących tempach, ale też rockowy czad, jak w numerze „Revolt” (chyba, choć pewien nie jestem, czy tak się zwał ów numer). Muzyka bardzo przystępna i w żadnym razie niezhańbiona gotycko-rockową papką, jak to nieraz ma miejsce.
Szwedzi jedni zeszli, to na papierosa poszedłem, a że przerwa się dłużyła, to i jeszcze jednego spaliłem, a potem następnego. Taka przerwa, a ile dymu w płucach. W końcu rozległy się mocne dźwięki, więc wpełzłem do środka, ustawiłem się z tyłu, co i tak było prawie jak z przodu i na scenie stoi czwórka następnych Wikingów, z wokalistą o aparycji Gamlinga – prawej ręki Theodena z „Władcy Pierścieni”. Piąty Szwed siedzi, bo chujowo grać na perkusji na stojąco. Część ludzi z DIABOLICAL gra też w DEMONICAL. DEMONICAL mi średnio leży. Myślałem więc, DEMONICAL – DIABOLICAL, jeden chuj. A tu wcale nie, bo DIABOLICAL rypnęli potężnym, bombardującym death metalem. Rżnęli sporo bardzo agresywnych i dynamicznych kawałków, a że ja cham i prostak nieobeznany wcześniej z ich twórczością, to i numerów za bardzo nie kojarzę, wszak podobało mi się to, co gały me widziały, a małżowiny słyszały. Jako efekt wizualny wykorzystali film z wybuchami, ruinami i tym podobnymi tematami, który szedł za zespołem. Niby prosty, a jak fajnie wypadający efekcik. Dobry zespół, nieco przypominający mi THE CROWN, a że ów band lubię, to i DIABOLICAL miło mi się słuchało.
A potem w samochód o 01.30 w domu, a rano do fabryki. Szkoda, że nie do stoczni, bo bym piwo mógł przed robotą trzasnąć.

[von Mortem]