DIMMU BORGIR, ENSLAVED, SAHG – 8.10.2010, Kraków

2010.10.8_dimmu.borgirDIMMU BORGIR, ENSLAVED, SAHG

8.10.2010, Kraków, Kwadrat”

DIMMU BORGIR w Krakowie. Stwierdziłem, że tym razem sobie nie odpuszczę (w końcu byli w Polsce kilka razy). Po bilet poleciałem od razu, później tylko skreślałem dni w kalendarzyku małżeńskim:-).

W dniu koncertu po pracy ustawiłem się z kolegą u niego w robocie. Jako iż on kierowca i drukarz, a ja już wolny strzelec, nie czekając zbyt długo – „psik” i pierwsza puszeczka piwka otwarta. Jedziemy do Nowa Huta Gangsta jego wehikułem (bo tam rzekomy jegomość mieszka), celem zjedzenia przez niego obiadu (łazanki), wypicia kilku piw (bo jak pomyślałem o tych plastikowych kubkach w klubie, wzdrygnąłem się, a żołądek mi na drugą stronę wywróciło). No więc siedzimy sobie, piwkujemy, z głośników słychać kolejno „Enthrone Darkness Triumphant”, „Spiritual Black Dimensions”. Gadamy o starych czasach, czekamy na transport:-).

Pod klubem zjawiliśmy się jakoś pół godziny po otwarciu (19.30). Skończyliśmy ostatnie piwo, spotykaliśmy kilku znajomych i wbiliśmy się do środka. Ostatni raz, kiedy byłem w „Kwadracie”, klub przypominał swoim wyglądem czasy zatęchłej komuny. A teraz… Odpierdolony jak skurwysyn! Metamorfoza niesamowita. Tam gdzie były kuchnie i winda towarowa, to teraz chyba jakieś vipowskie siedziby dla muzyków. Miejsce zajebiste. Niech, kurwa, już ten „Loch Ness” zamkną i koncerty odbywają się w „Kwadracie” (choć lokalizacja bez komentarza). Szatnia po 2 złote od fraku, ale przynajmniej sprawnie obsługująca klientelę.

Ludzi było sporo. Nie wiem, ile biletów się sprzedało, ale organizatorzy na pewno nie popłynęli po Wiśle. Gdzieś tam wśród gawiedzi pojawił się Seth z BEHEMOTH, a my, udając się po zimnego Lecha w kubku (10 zł za przelanie z butelki), stwierdziliśmy, że to ostatni raz i nigdy więcej taki sikacz pić.

Do koncertu pierwszego zespołu było jeszcze trochę czasu, więc odwiedzić ubikację należałoby w trybie przyspieszonym-priorytetowym. Niestety jak zwykle pojawiły się te samo problemy. Jakiś debil puścił pawia do umywalki. Nie wiem, co człek ten pożarł, ale zdążyło to całkowicie zapchać odpływ rury, a od samego widoku na tę stojąca w umywalce sztukę współczesną robiło się po prostu niedobrze:-).

Kompleks małego fiutka również wszechobecny, bo kolejka do kibla była duża, a wszystkie pisuary wolne. Doprawdy w głowach się niektórym przewraca, każdy się w kabinie odlać musi i zażyć intymności? Fuck!

SAHG obejrzałem sobie spokojnie. Goście zagrali spoko, choć publika dopiero leniwie zaczęła gromadzić się przed sceną i szału niestety wielkiego nie było…

Co do nagłośnienia wszystkich kapel na tym koncercie, sprawa wygląda tak, że należy myśleć głową, a nie dupą. Jeśli staje się bez stoperów pod głośnikiem w odległości 50 cm, to proszę nie mówić, że nic nie było słychać. Ale nawet dla zdrowia psychicznego stopery obcinają Wam dźwięki, które do Waszych uszu dotrzeć nie powinny, dlatego odbiór macie zdecydowanie lepszy i nie niszczycie swoich uszu? Trudne? No chyba tak, bo później wychodzicie na w pół ogłuchnięci i mówicie, że brzmienie było do dupy… Bez komentarza.

Na scenie pojawił się zespół ENSLAVED, który zagrało rewelacyjny koncert! Przyjęcie miał niesamowite, zabawa była przednia! Reakcja publiki była fantastyczna, zarówno ci na dole, jak i na balkonach na górze machali dyńkami i darli się w niebogłosy! W pewnym momencie zobaczyłem, jak muzycy wymieniają spojrzenia pełne zdziwienia i uśmiechu. Chyba takiego odbioru się u nas nie spodziewali. Ja tylko czekałem na materiał z „Hordanes Land”. Po cichu liczyłem, że pojawi się coś z tej EPki. Kiedy usłyszałem początek „Allfáðr Oðinn”, to prawie zesrałem się w gacie ze szczęścia! Kocham ten materiał i uważam go za jedno ze szczytowych osiągnięć sceny black metalowej tamtego niesławnego okresu! Piękna masakra. Byłem pewien, że po takim darciu japy i skandowaniu nazwy ENSLAVED wróci i zagra jeszcze jakiś utwór na dokładkę. Niestety pełen profesjonalizm. Rozkład jazdy przestrzegany był bardzo surowo i nie doczekaliśmy się żadnego bonusu.

Zanim na scenie pojawił się DIMMU BORGIR, ekipa techniczna musiała sprzątnąć cały majdan po pozostałych kapelach. Pewien dość otyły facet z tejże grupy technicznych spotkał się z ogromnym szyderstwem ze strony publiczności. Nie wiem, czemu duża tusza jest u nas traktowana jako zło konieczne? Dobrze, że gościu nic nie rozumiał po polsku. Kilku odważnych „inaczej” wyzywało gościa od grubasów i innych chujów, by później w błagalnym geście prosić go, żeby oddał im DIMMU BORGIR, żeby urodził zespół na scenie:-)… Super niania by się przydała:-).

Na koncercie DIMMU BORGIR trochę się zawiodłem. Nie wiem, dlaczego, ale wmówiłem sobie, że nie zagrają dużo z ostatniego albumu, tylko set oparty na starym materiale. Niestety trasa promocyjna, to trasa promocyjna i jak dla mnie, tego nowego stuffu było za dużo, choć… Publika przyjęła go nadzwyczaj ciepło! Zaczęli od „Xibir”. Pod sceną zrobiło się tłoczno jak cholera. Wszyscy bawili się świetnie. Co rusz ktoś przelatywał nad moją głową. Nie miałem na sobie kawałka suchego ubrania. Następnie zagrali „Spellbound” (swoją drogą utwory z przedostatniej płyty mogli sobie podarować, ale niech im będzie, swoje dla symfonicznego black metalu zrobili). Z najnowszego krążka usłyszeliśmy jakąś połowę utworów (no, 60%), w drugiej części koncertu – szlagiery, przez duże „Sz”! Na sam koniec usłyszeliśmy jeszcze (mniejsza o kolejność): „Vredesbyrd”, „Puritania”, „Progenies Of The Great Apocalypse” i wyczekiwany przez wszystkich monumentalny „Mourning Palace”! Swoją drogą, strasznie czekałem na materiał ze „Spiritual Black Dimensions” (mojej ulubionej płyty DIMMU BORGIR) i doczekałem się niestety tylko jednego utworu („The Blazing Monoliths Of Defiance”). Ale ilu fanów, tyle setlist marzeń, więc o czym my tu mówimy?

Kilka słów o formie muzyków… Wszystko zostało odegrane świetnie. Shagrath chyba trochę popił w Warszawie, bo jakiś mało ruchliwy był, ale reszta składu nadrabiała to, w szczególności Galder i Silenoz, których było wszędzie pełno, a klasyczne riffy sypały się z ich gitar w sposób iście diabelski:-). Podobał mi się motyw, kiedy Shagrath przekazał mikrofon za perkusję do Darka. Lokalny patriotyzm. Sala podniosła niesamowitą wrzawę, kiedy Darek powiedział (mniej więcej): „Kurwa, pokażcie Norwegom, jak się bawimy (napierdalamy?) w Polsce!”. Później zadedykowano utwór dla Nergala, niestety nie zapamiętałem, który to kawałek był…

Mimo kilku mniejszych kontuzji, z koncertu udało mi się wyjść w jednym kawałku, z dużą garścią adrenaliny i cudownych wspomnień!

[Sabian]