DIOKHAN: „Od techno można z nudów zdechnąć…” – 2.11.2008

Image


Zapowiadało się bardzo ciekawie i efektownie. Po kilku latach zmagań z problemami personalnymi DIOKHAN zarejestrował w końcu krótkie, ale bardzo obiecujące promo. Niestety już po pierwszym, premierowym koncercie nastąpiły dramatyczne zmiany
w składzie, czego wynikiem było wstrzymanie działalności koncertowej. Doprowadziło
to niejako do uśpienia zespołu… Jednak ci, co myślą, że sprawa odeszła do lamusa,
są w głębokim błędzie… Główny kompozytor i mózg kapeli – Grzegorz Luzar zakasał rękawy i zmontował nowy skład. O ciężkiej przeprawie i ciągłym pragnieniu gry opowie Wam właśnie on. W środowisku muzycznym znany jako niejaki Jerry…

Witaj Jerry! Dlaczego DIOKHAN? Czy nazwa ma coś wspólnego z zespołem GUANO APES, który niejako stanowi dla Ciebie pewną inspirację twórczą?

Witaj! Trafiłeś w sedno sprawy. Nazwa zespołu to bezpośrednia inspiracja właśnie tym bandem i wcale się tego nie wypieram. To, że tak się nazywamy, nie oznacza, iż mamy w związku z tym jakiś kompleks tej grupy albo że za wszelką cenę chcielibyśmy być drugim GUANO APES:-).

Jak określiłbyś rodzaj wykonywanej przez Was muzyki? Co jak co, ale w Polsce raczej nie spotkałem się z tego typu kapelami… Dla mnie osobiście jest to doskonały przykład łączenia rocka z nowoczesnymi elementami metalu i muzyki popowej. Nie boję się użyć tego słowa ze względu na jego uniwersalność. Sam pop jest dla mnie tą łagodniejszą stroną prezentowanego wokalu.

Nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiałem, ale myślę, że może określenie „new tone music” byłoby najbardziej odpowiednie. Staramy się grać i aranżować nowocześnie nasze utwory nie pozostając obojętnymi na to, co dzieje się w tych kwestiach na świecie. Nie chcemy być podążającym za danym trendem zespołem, ale nie mamy też zamiaru stosować patentów, które były używane powiedzmy 10 lat temu… Mam nadzieję, że przy okazji może uda nam się wypracować swój własny, niepowtarzalny styl i charakter, co jest bardzo trudne i czasochłonne. W kwestii wokalu założyłem, że będzie to element, który powinien nas wyróżniać. Nisko strojone gitary, aktywna sekcja, a wszystko to spinający różnorodny i dobrze współgrający żeński głos. Nie interesuje nas gotyckie zawodzenie lub smęcenie. Stawiamy na energetyczną muzę, która ma pobudzać publikę do reakcji i zabawy na koncertach. Chcielibyśmy, aby mimo wszystko słuchacz po wyjściu z koncertu lub wysłuchaniu naszych nagrań, miał nadal w głowie charakterystyczne echa naszych dźwięków i chciał do nich powrócić. Czy nam się to uda – czas pokaże…

ImagePo Waszym pierwszym koncercie promującym demo „Speech Of Madness”, zespół przeszedł bardzo poważne rotacje personalne. Przyszłość DIOKHAN stanęła pod znakiem zapytania. Czy trudno było odnaleźć zastępczych muzyków? Może pokrótce przybliżysz nam ich postacie?

Zgadza się. Po tym koncercie doszło do radykalnych zmian i nie ukrywam, że przez chwilę miałem wątpliwości co do tego, czy uda mi się znaleźć odpowiednich muzyków, którzy spełnią moje oczekiwania pod względem umiejętności gry na swoich instrumentach, ale również jeśli chodzi o cechy osobowości. Okazało się jednak, że to, co wydawało się niemożliwe, udało się w 100%. Nowi ludzie to zdecydowanie najlepszy skład, jaki kiedykolwiek miała ta grupa i bardzo się cieszę, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Basista Adrian to z wykształcenia księgowy, wielki fan grania na swoim instrumencie i doświadczony grajek, który ma na swoim koncie już nie jedną kapelę. Gra na 6-strunowym basie i ma bardzo podobne podejście do tego, jaką rolę winien odgrywać ten instrument w zespole, co bezwzględnie m.in. nas połączyło. Za perkusją zasiada niejaki Dżarek, który oprócz tego, że jest z zawodu akustykiem i na co dzień pracuje przy obsłudze koncertów (począwszy od Mandaryny, a skończywszy na Krawczyku), to przy okazji ma za sobą edukację w szkole muzycznej w klasie perkusji. Z tego, co pamiętam na chwilę obecną, w związku z natłokiem obowiązków przerwał kształcenie na II st. szkoły muzycznej z uwagi na fakt, iż studiuje jeszcze transport na PK. Naszym najświeższym nabytkiem jest wokalistka Monika, która ma niespełna 18 lat! Ale mimo, iż na początku miałem mieszane uczucia, czy aby sobie poradzi, to po pierwszym przesłuchaniu moje wątpliwości szybko zostały rozwiane. Na co dzień Monika uczy się w liceum o profilu artystycznym i poza przygotowaniami do matury uczęszcza na tak wiele zajęć, że nie chcę ich tu wymieniać, aby czegoś nie pominąć. Powiem tylko, że są to m.in. zajęcia wokalne oraz taniec nowoczesny.

Poprzednia wokalistka Joanna Czarnecka była odpowiedzialna za liryki zawarte na Waszym pierwszym demie. Muszę przyznać, że miała bardzo fajne pomysły i operowała świetną angielszczyzną. Jak wygląda jej konfrontacja z nowym nabytkiem kapeli – Moniką Szydło? Czy zmieniliście teksty starego materiału, czy pozostawiliście je w macierzystej formie?

Nie wiem, co masz na myśli mówiąc o pomysłach? Linie wokalne były aranżowane głównie pod moje wskazówki, więc to nie do końca robota poprzedniej wokalistki. Również pomysł używania megafonu przez wokal wyszedł ode mnie. Faktem jest, że Joanna operuje bardzo dobrą angielszczyzną, gdyż studiuje filologię angielską, co niejako wyjaśnia te zdolności. Nasza obecna wokalistka – Monika Szydło pisze równie oryginalne teksty i radzi sobie z tym bardzo dobrze, podobnie jak i z wymową i śpiewaniem w języku angielskim. Sam zresztą zwracam uwagę na wszelkie przejawy tzw. „polskiej angielszczyzny”, bo kłują one zawsze co uważniejszych słuchaczy w uszy… Joanna Czarnecka była autorką pięciu tekstów i z tego co pamiętam, gdy odchodziła z zespołu, nie miała nic przeciw temu, aby wykorzystywać jej liryki. Wydaje mi się to naturalne w takich sytuacjach. Gdyby było inaczej, każdy zespół, gdzie następują zmiany za mikrofonem, musiałby co chwilę pisać nowe teksty w sytuacjach, gdy ich autorem jest osoba odchodząca z kapeli. Poza tym nie zamierzam ukrywać, że autorką wspomnianych tekstów była Joanna i zawsze będzie to zaznaczone, jeśli będzie tylko taka potrzeba:-).

A jaka muza, jacy instrumentaliści mają wpływ na Ciebie? Czego słucha na co dzień Grzegorz Luzar? Słyszałem, że lubisz zabalować przy techno… Zdementujesz te plotki:-)?

„Od techno można z nudów zdechnąć…” – jak mówią słowa pewnej piosenki:-). Tak więc w tej sytuacji nawet nie ma czego dementować:-). Na co dzień głównie słucham rocka i metalu w najróżniejszych odmianach. Staram się też na bieżąco w miarę możliwości śledzić nowości i to, co gra się na świecie. Niestety według mnie z roku na rok ukazuje się coraz mniej wartościowych płyt, które przetrwają próbę czasu. Jeśli chodzi o instrumentalistów jestem wielkim fanem twórczości Jamesa Murphiego oraz Paula Masvidala. Solowe płyty tego pierwszego to dla mnie wielka rzecz z naciskiem na „Convergence”. Natomiast jeśli chodzi o Masvidala to „Focus” CYNICa mówi sam za siebie. Poza tym ich udział i wkład w twórczość zespołów takich jak DEATH, TESTAMENT czy OBITUARY jest niezaprzeczalny. Lubię też sekcyjnych wymiataczy takich jak Sean Reinert, Shawn Malone czy Jeroen Paul Thesseling.
ImageGrasz na gitarach firmy Steinberger. Co sprawia, że rozkochałeś się w dźwiękach, które generują? Uważasz, że każda gitara ma swoją duszę? Chyba nie byłbyś w stanie rozwalić jakiejkolwiek gitary na koncercie?

Dla ścisłości to Spirit by Steinberger, a miłość do gitar bezgłówkowych pojawiła się z chwilą, gdy około `93 zobaczyłem teledysk do „Lack Of Comprehension” DEATH. Paul Masvidal, używający właśnie tego typu wioseł, podziałał na moją wyobraźnię na tyle, że za wszelką cenę chciałem mieć taką gitarę. Niestety w tamtym okresie nie było takich możliwości w Polsce, nie mówiąc już o cenach. Po kilku latach udało mi się spełnić marzenia i obecnie mam trzy egzemplarze tego typu gitar, a planuję w najbliższej przyszłości dokupić jeszcze jedną. Co do duszy to myślę, że takie odczucia mogą się pojawić w stosunku do instrumentów, na których często grasz, które przywołują jakieś tam wspomnienia i które darzysz pewnym sentymentem. Niewątpliwie nie byłbym w stanie rozwalić żadnej z moich gitar ot tak, na pokaz lub dla zabawy i uważam to za zbyteczne.

Jakiś czas temu miałem przyjemność obejrzeć pewne nagranie video, na którym to występowałeś w roli wokalisty w zespole grającym techniczny death metal. Mowa o starej krakowskiej kapeli COEXISTENCE. Nie ciągnie cię zatem do mikrofonu? W tego typu sztuce, którą wykonuje DIOKHAN, mocniejsze partie wokalu może dałoby się gdzieś wykorzystać?

Nie, do mikrofonu już mnie nie ciągnie i wolę skupić się tylko na gitarze. Poza tym w COEXISTENCE było w pewnym momencie za dużo gitarzystów i ktoś musiał ryczeć do mikrofonu… Padło na mnie:-). W kwestii mocniejszych wokali w DIOKHAN powiem tylko tyle, że niebawem mamy zamiar w niektórych utworach jako drugi głos/chórek zaaranżować męski głos dla podkreślenia dynamiki pewnych fragmentów.

Kiedyś jako gitarzysta udzielałeś się w ANOTHER BORN. Wiesz co dzieje się z tym zespołem teraz? Nie pomyślałeś, aby powrócić jeszcze do wykonywania tego typu muzyki?

To prawda, grałem z tą grupą ponad dwa lata, zagraliśmy wspólnie kilka sztuk, uczestniczyłem też w nagraniu drugiego demo. Po moim odejściu chłopaki mieli wielkie problemy z uzupełnieniem składu (odszedł także basista). Nie śledzę obecnie tego, co robią. Chyba niedawno zaczęli znów próbować grać koncerty. Co do powrotów do takich klimatów, to jeśli o to chodzi, już niedługo mam nadzieję ruszą pełną parą dwa projekty z moim udziałem, które są stricte metalowymi aktami.

Jako muzyk i odbiorca jesteś również pasjonatem i kolekcjonerem CD. Allegro nie przewróciło Ci w głowie? Może pochwalisz się nowym zakupem?

Tak się składa, że zawsze ceniłem bardziej oryginały niż przegrywane płyty lub kasety. Nie zawsze co prawda było mnie stać, aby moja kolekcja była na bieżąco uaktualniana, ale od jakiegoś czasu staram się nadrabiać zaległości. Allegro jest czasem bardzo kuszące, ale i zwodnicze. Sam wiesz, że nie raz ktoś bije się o jakieś pierwsze wydanie, a po dwóch tygodniach ta sama pozycja schodzi wystawiona przez kogoś nieświadomego za 1/4 ceny tej poprzedniej aukcji. Dlatego raczej z dystansem podchodzę do licytacji i zawsze staram się tylko w ostateczności, gdy mi na czymś super zależy, licytować w dużych kwotach. Ostatnie zakupy w mega korzystnych cenach, które są dla mnie bardzo istotne, to pierwsze zachodnie wydania solowych płyt Jamesa Murphiego w idealnym stanie.

ImageW zespole, oprócz komponowania i układania regulaminu BHP, zajmujesz się także promocją. Z jakimi opiniami spotkałeś się rozsyłając demo „Speech Of Madness”?

Jak na razie, z uwagi na wspomniane zmiany personalne i kwestie z szukaniem muzyków, sprawy związane z masową promocją zostały odsunięte na drugi plan. Teraz jednak znów mamy pełny skład gotowy do grania koncertów i nagrywania materiałów w warunkach studyjnych, więc zagadnienia promocyjne odżyją. Dotychczasowe opinie, jakie usłyszałem od wszystkich, którym materiał puszczałem lub podarowałem w postaci płyty, były pozytywne. Myślę, że nie mam się co obawiać o słuszność obranego kierunku.

A gdzie odbywała się sesja zdjęciowa do „Speech Of Madness”? Marny ze mnie Krakus, bo „za chiny” nie kojarzę tej miejscówki. Przegrałem zakład o piwo:-) i nie zgadłem…

Cóż… Fakt, że przegrałeś zakład z kretesem. A ja przewrotnie nie zdradzę, gdzie są takie fajne plenery. Kto wie, ten wie, a reszta jeśli jest zainteresowana jak Ty – niech szuka:-). Poza tym chcemy jeszcze wykorzystać te tereny w niedalekiej przyszłości i nie chcielibyśmy, aby okazało się, że za chwilę kilkanaście innych bandów z Krakowa też będzie nas naśladować w tym aspekcie. Przynajmniej na chwilę obecną myślę, że byliśmy pierwsi. [no trudno, poświęcę jeden dzień i zjeżdżę miasto w wzdłuż i w szerz, może znajdę tę miejscówkę:-) – red.].

Ostatnie zmiany w składzie to również zmiany na tle stylistyczno-muzycznym. Czym różni się nowy DIOKHAN od tego starego?

Przede wszystkim o tym będzie można się przekonać na koncertach. Teraz cały zespół jest niewyobrażalnie lepszy technicznie. Numery grane przez nową sekcję nabrały wreszcie energii i brakującego im wcześniej kopa. Nie ukrywam, że charakter i barwa głosu Moniki nadają nowy wymiar temu, co gramy. Obecnie DIOKHAN to po prostu grupa, w której czuć radość i przyjemność z grania. Resztę ocenią zapewne ci, którzy będą chcieli posłuchać naszych nowych nagrań i sprawdzić nas na żywo podczas gigów.

ImageJakiego materiału możemy się spodziewać po kolejnym wydawnictwie DIOKHAN? W utworze „Madness” i „Brake Up” pokazaliście rockowo-metalowy pazur. Natomiast ballada „Sunny Day” pokazuje Was zupełnie z innej strony, tej bardziej romantycznej. Stary death metalowiec piszący ballady – to nie zdarza się często:-)!!!

Wiesz, wiadomo, że na chwilę obecną mamy jakąś tam wizję tego, jak chcemy, aby to, co planujemy, już wkrótce nagrać brzmiało. Tak naprawdę efekt finalny, mimo przybranych planów i zamierzeń, będzie i dla nas zapewne zaskoczeniem. Postaramy się, aby kolejny materiał był lepiej zrealizowany od strony studyjnej. Na pewno będą żywe gary i aktywny, dobrze słyszalny bas, którego partie zostały przez Adriana znacznie zmodyfikowane. W kwestiach wokalnych największe zmiany widoczne są pod względem jakości barwy i emisji głosu. Natomiast ballada została skomponowana świadomie, gdyż uważam, że każdy zespół wywodzący się z nurtu szeroko pojętego rocka, powinien takową posiadać. Poza tym dobrą balladę nie jest wcale tak łatwo skomponować. Mam nadzieję, że nasza propozycja jednak daje radę. A wnioskuję to po reakcjach i zainteresowaniu, jakie wzbudza u słuchaczy i odbiorców. [no tak, zgadzam się, że dobra ballada w kapeli metalowej czy rockowej w tych czasach to rzadkość, zresztą już dawno minęły czasy, w których pojawiały się istne perełki jeśli chodzi o spokojne i stonowane granie; przypomina mi się pewna wypowiedź Piotra Lluczyka z zespołu KAT dotycząca albumu „Ballady”; powiedział: „Ta płyta pokazuje, jacy naprawdę jesteśmy…” – red.]

Chcę Cię zapytać o opinię… Ostatnio na rynku pojawiła się pewna formacja o nazwie UNSUN. Jest to projekt Mausera (VADER) i jego żony. Co sądzisz o tym wydawnictwie i o coraz częstszych kontraktach z zachodnimi wytwórniami?

Nie ukrywam, że uważnie przesłuchałem ten debiut. Jak dla mnie warstwa instrumentalna jest fachowo zagrana i tak samo zaaranżowana, ale tego można było się spodziewać po zawodowych muzykach, jakimi niewątpliwie są Mauser i Wawer. Niestety w mojej jak najbardziej subiektywnej ocenie wokal psuje cały efekt finalny. Jeśli nic się nie zmieni to myślę, że tego oczekiwanego sukcesu może nie być. A co do kontraktów zagranicznych, to podchodzę do tego z bardzo dużą rezerwą. Prawda jest taka, że na zachodzie zespołów z każdego rodzaju gatunku jest co najmniej 10 razy tyle, ile w Polsce. Nie ukrywajmy, że w większości na lepszym poziomie, więc po co pompować kasę w coś, co na dobrą sprawę nie ma większego sensu. Jak na razie nikt poza VADER, BEHEMOTH i DECAPITATED na świecie nie zaistniał, biorąc poprawkę na fakt, iż to są kapele bądź co bądź metalowe, a nie rockowe. Nie sądzę aby w najbliższych tygodniach nastąpiła w tym temacie rewolucja. 

W kalendarzu jesień, studenci zjechali się do Krakowa i powoli rozpoczyna się sezon koncertowy. Jak przygotowania do gigów? Czy możemy spodziewać się DIOKHAN na deskach scenicznych w niedługim czasie?

Tak, w chwili obecnej kończymy przygotowania do koncertów w nowym składzie. Od końca listopada będziemy chcieli ruszyć z pokazywaniem się wszędzie tam, gdzie tylko będzie taka możliwość.

Tradycyjnie ostatnie słowa należą do Ciebie. Możesz pozdrowić rodzinkę, dziewczynę, fanów albo, jak wolisz, zareklamować siebie. Dzięki za wywiad i do zobaczenia rychło na jakimś koncercie!

Przede wszystkim dzięki za możliwość pokazania, że w Krakowie istnieje taki zespół jak DIOKHAN i stara się konsekwentnie grać taką a nie inną muzykę. Ponadto w imieniu swoim i reszty składu zapraszam na naszą stronkę MySpace – tam znajduje się wszystko, co chcielibyście wiedzieć o nas. Jeśli będą chętni, aby wejść w posiadanie naszego debiutanckiego demo, proszę o kontakt za pośrednictwem MySpace lub maila. Jesteśmy też otwarci na wszelkie propozycje koncertowe. Pozdrawiam – Jerry & DIOKHAN.

[Sabian]

Diokhan, diokhanband@wp.pl; gg:5837980; www.myspace.com/diokhanband