DISTRUZIONE Endogena `16

CD `16 (Jolly Roger Rec.)
CD `96 (PolyGram)
Ocean: 4/6
Gatunek: death/thrash metal

Nakładem Jolly Roger Records ukazało się niedawno (w dwudziestą rocznicę pierwotnej edycji) wznowienie debiutanckiej płyty włoskiego DISTRUZIONE, które dzięki nazwie, a w pewnym stopniu także przez logo, kojarzyło mnie się zawsze (błędnie) z niemieckim DESTRUCTION. Pierwotnie album „Endogena” wydał PolyGram i już chyba sam ten fakt był sporym sukcesem Włochów. Notka dystrybuowana przez Jolly Roger mówi wręcz o „kultowym” dziś jej statusie („absolutely a cult album”). Nie wiem… Jestem sceptyczny wobec wszelkich kultów – na ten akurat jakoś się nie załapałem. I dzięki temu nieobarczony re-sentymentem, z głową wolną od tęsknoty za utraconym czasem, mogę napisać kilka słów o samej muzyce. Intro zaczynające ten album nie wróży mu szczególnie dobrze: to tylko 40 sekund na kościelnych organach, ale niestety każdy, kto miał jakąkolwiek praktyczną styczność z klawiszami, słyszy, że zagrano tu wielkie nic. A dalej już sieka (którą przeplata jeszcze kilka partii klawiszowych), czyli wkładka mięsna, na której przyjdzie nam się skupić. Pierwsze co jednak rzuca się na uszy, to fatalne (!) brzmienie (nagranie/produkcja/mastering – wszystko?) tego materiału. Brzmi jak „Strip Tease” ACIDów, tylko dużo gorzej. Jak jakiś reh przebrzydły, szumiąco-świszczący, z którego wykasowano połowę rejestrów. Produkcja tej płyty spartolona jest poglądowo, choć Jolly Roger chwalą się, że zrobili niby pełny remaster. Słuchanie „Endogena” na dobrym sprzęcie boli – bo człowiek boi się o sprzęt. Słuchanie na czymkolwiek, też nie ma sensu – bo zwyczajnie niewiele słychać. Jeśli jednak przemożemy się i wgłębimy w „Endogena”, obiecuję, że będzie już tylko lepiej. Bo to wcale nie jest nudna płyta. Mieszają się tutaj, w doskonałej nierozerwalnej materii, wpływy death i thrash z punkiem typu EXPLOITED (perkusja) oraz black metalem (podziemniacko spartolone brzmienie, ale i pomysł na niektóre riffy). Generalnie i w większości przypadków owe riffy są bardzo fajne: proste i chwytliwe jak wczesna SEPULTURA. Szybko „łapią” i w moim odczuciu to one ratują cały album przed klęską i zapomnieniem, nadając mu znamiona „kultowości”. Całość zaś zaśpiewana jest po włosku, dość monotonnym, ale za to wyraźnym i zawsze „poprawnym” growlem, co na pewno nadaje płycie pewnego kolorytu. Recenzując rocznicowe wznowienie, nie wypada odnosić się do współczesności, a raczej przywołać historyczno-muzyczny kontekst 1996 roku: wydano wtedy choćby „Roots” SEPY, „Hating Life” GRAVE, „Crimson” EDGE OF SANITY, „Vile” CANNIBAL CORPSE, „Morningrise” OPETH, „Promise” MASSACRE, „Theli” THERION, „Dusk…” KREDEK, „Moonlight” CHRIST AGONY, „Eternity” ANATHEMY, „Blood on Ice” BATHORY czy choćby niezrozumiany wtedy przeze mnie „Feel Sorry for the Fanatic” niedawno reaktywowanego MORGOTH, który teraz uważam za album prawie genialny. Zresztą wszystkie wymienione płyty bliższe są w mojej ocenia statusu „kultowych” i bardziej zasługują na reedycję z okazji okrągłej rocznicy. Ale „Endogena” to też nie jest zła płyta – tylko źle nagrana. I pewnie również kultowa – choć kult to zapewne bardziej lokalny. A tym słuchaczom, którzy nie są spętani sentymentami, polecam najnowszy album DISTRUZIONE (wydany w 2015 pod tytułem „Distruzione”). Płyta ta posiada wszystkie dobre cechy swej legendarnej poprzedniczki. Może jest nawet lepsza (dojrzalsza), a już na pewno lepiej wyprodukowana. [Herr B.]

Distruzione, www.distruzione.weebly.com, www.facebook.com/pages/distruzione/114869041858208
Jolly Roger Rec., jollyroger.rec@gmail.com; www.jollyrogerstore.com