Docent – death metalowy wykładowca (1970-2005)

Docent.Vader_foto (1)

„Docent death metalowy wykładowca” (1970-2005)

/wspominkowy artykuł poświęcony mojemu ulubionemu perkusiście/

Dzień 18-go sierpnia 2016 r. dla wielu z Was nie wyróżnia się niczym szczególnym. Natomiast dla mnie i wielu innych fanów muzyki metalowej (szczególnie osób lubujących się w grze na perkusji) jest w szczególny sposób warty zapamiętania. To właśnie 11 lat temu odszedł od nas Krzysztof „Docent” Raczkowski, legendarny perkusista polskiej formacji VADER.

Pomyślałem, że warto napisać kilka słów o tym wspaniałym muzyku, zwłaszcza, że w sieci próżno szukać jakiś konkretnych informacji na jego temat. Ten krótki tekst nie jest bynajmniej biografią, nie jest też próbą wzbudzenia taniej sensacji, która stanie się pożywką do przepychanek na forach internetowych. Informacje zawarte w tekście mają za zadanie zwrócić uwagę na człowieka, który swoją grą wzbudzał ogromny podziw, był inspiracją dla rzeszy perkusistów w Polsce i na całym świecie. Mimo iż Docenta w akcji było mi dane oglądać kilkakrotnie (ostatni raz na pierwszej odsłonie Blitzkrieg w klubie „Extreme” w Krakowie w 2003 roku), nigdy nie udało mi się zamienić z nim choćby jednego słowa. Wiem, że na tym świecie to marzenie nigdy się nie ziści, ale na szczęście mogę posłuchać jego genialnej gry, która została zarejestrowana na płytach jednego z moich ulubionych polskich zespołów death metalowych (VADER), a także kilku projektów, w których Krzysiek brał kiedyś udział.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie nie tylko sama rocznica śmierci Krzyśka, ale fakt, że jego postać, choć zupełnie legendarna nawet za życia, teraz jakby odeszła w zapomnienie. Być może miał na to wpływ rozwój mediów społecznościowych, które w 2005 roku nie były najważniejszym źródłem informacji. Z jednej strony w pewien sposób pozwoliło to znacznie uniknąć spekulacji dotyczących okoliczności śmierci Docenta, głupich komentarzy osób nie potrafiących uszanować prywatności drugiego człowieka. Patrząc, jak wspaniałe możliwości daje nam rozwój współczesnej techniki, pojawia się też ciemna strona medalu, która ostatnimi czasy w sieci przybiera wręcz gigantyczny obraz nienawistnych ataków hejterów, którzy za monitorami swoich komputerów czują się zupełnie bezkarni i anonimowi. Tak zwani internetowi specjaliści atakują wszystko i wszystkich, prowokując, trollując, niszcząc nieraz ciekawe i nieszablonowe dyskusje między internautami. Cóż, każdy ma swój rozum i myślę, że sam będzie potrafił wysnuć dalece idące wnioski, że nie warto się takim gadaniem, „pisaniem” przejmować. Zdecydowanie wolę się skupić na prawdziwym życiu, spotkaniach w realu, muzycznym hobby. Muzyka ma dawać radość, pisanie idiotycznych komentarzy zostawiam ludziom, którzy najwyraźniej nie mają swojego prywatnego życia i jedyną radość daje im komentowanie życia innych. Wspominam o tym dlatego, że pomimo iż internet w 2005 roku u nas nie miał jeszcze tak wielkiej siły rażenia, to i tak głupota i niewiedza ludzi w tym temacie gdzieś tam na forach sączyła się zwykłym jadem niedopowiedzeń. Najlepiej zwrócić uwagę na to, co najważniejsze, w tym przypadku skupimy się na muzyce, która potrafi dać nam każdy rodzaj emocji, jaki tylko zechcemy sobie wyobrazić.

Emocji spod znaku mocnego uderzenia Doc dostarczał nam wszystkim przez wiele lat. O jego osobistych problemach pisać nie zamierzam, nie była to zresztą jakaś pilnie strzeżona tajemnica. Nie znam tematu od wewnątrz, więc nie czuję się odpowiedzialny do wygłaszania jakichkolwiek tez. Człowiek jest tylko człowiekiem i każdy z nas ma jakieś swoje wewnętrzne demony, nieprawdaż? Uzależnienie Docenta i jego wpływ na życie rodzinne, grę VADER jest znany wyłącznie przez jego najbliższych i może niech tak zostanie. Teraz i tak nie ma to już większego znaczenia, może to być jedynie przestrogą dla tych, którzy tracą kontrolę nad swoim życiem, a jak wiadomo, zdolnych i bardzo utalentowanych muzyków odeszło już z tego powodu bardzo wielu.

Docent.Vader_foto (2)

Przeglądając zasoby Youtube, jestem szalenie zdziwiony, że tak mało osób zabiera się za covery (drum covery) materiału VADER z czasów ery z Docentem. Nagrań z jego udziałem również nie znajdziemy za dużo. Wprawne oko wyłapie kilka fajnych rarytasów, takich jak koncert w Houston promujący „Litany”, czy dwa całkiem niezłe bootlegi VHS dokumentujące trasę po wydaniu „Black To The Blind”. Jest tego jednak jak na lekarstwo, szkoda, naprawdę duża szkoda.

vader_wojna.totalnaDodatkowo chciałbym się odnieść do biografii „Wojna Totalna”, którą napisał Jarek Szubrycht i którą to przeczytałem już co najmniej cztery razy. Pomimo tego, iż uważam ją za szalenie interesującą pozycję dokumentującą powstanie najważniejszej polskiej (i jednej z kilku światowych) grup death metalowych, to trochę brakuje mi w niej więcej informacji na temat Krzyśka. Odnoszę wrażenie, że dla Petera jest to pewien problem. Z jednej strony byli z Raczkowskim przyjaciółmi, razem stanowili nieodzowny element grupy VADER. Trzon, który od pewnego momentu zawsze pozostawał niezmienny. Duet, który doskonale się uzupełniał, który tworzył wspaniałą i genialną muzykę. Patrząc jednak z innej perspektywy, czuć trochę niewypowiedziany żal, za problemy, jakich niewątpliwie Krzysiek dostarczył całemu sztabowi maszyny wojennej generała i bezsilności, że pomimo wielu prób walki z niszczącymi nałogami, nie udało się tego człowieka w żaden sposób uratować. Jeśli mogę wyrazić swoje zdanie odnośnie ukazania postaci Doca w biografii Szybrychta, wydaje mi się, że pomimo jego wad i towarzyszących temu licznym, nazwijmy to, „wyskokom”, jego postać nie została właściwie zaakcentowana. Można by było poświęcić jej zdecydowanie więcej miejsca nie tylko w formie tekstu, ale i także dokumentacji fotograficznej. W końcu jakby na talent Piotrka Wiwczarka nie patrzeć, to właśnie dzięki grze Doktora VADER zyskał ten niesamowity death metalowy drive i atak, rozpoznawalny już od pierwszych dźwięków.

Docent.Vader_foto (6)

Mimo iż znajdzie się wielu, którzy rzucą od razu dziesiątkami nazwisk, wymieniając choćby takich mistrzów ciężkiego grania jak George Kollias, Derek Roddy, to właśnie Docent był na tle tych niesamowitych techników prawdziwą perłą. Tak jak dla muzyki SLAYER – Dave Lombardo, MORBID ANGEL – Pete Sandoval, DEATH – Sean Reinert, Gene Hoglan, Richard Christy, tak dla muzyki VADER to właśnie Docent był jedynym i właściwie spajającym całość ogniwem. Dziś, kiedy urosła już kolejna generacja młodych i niesamowicie zdolnych muzyków, zauważyłem tendencję do całkowitego przejaskrawienia gry. Muzycy są nieprawdopodobnie sprawni technicznie, co pozwala im realizować drzemiące głęboko w umyśle najtrudniejsze pomysły, jednak technika, nigdy nie powinna być celem w samym sobie. Muzyka to nie sportowe zawody, nie jest najważniejsze, kto szybciej, kto wolniej, dokładniej, mocniej i lżej. Ważny jest efekt poruszenia, wprawienia słuchacza nie tylko w wizualne osłupienie, ale przede wszystkim sprawianie mu radości z samego odbierania przekazywanych dźwięków. Taką radość dostarczał mi VADER (ponieważ jest cały czas aktywny, moje uwielbienie dla tego zespołu trwa dalej). Jednak okres, w którym bębny w nim okładał Docent, jest dla mnie po prostu „święty”.

vader_black.to.the.blindZ nostalgią przypominam sobie koncerty VADER (w szczególności „złoty” skład) z czasów „Black To The Blind”. Od czasu wydania tego albumu minęło 19 lat, a ja do dzisiaj jestem pod wielkim wrażeniem tych partii perkusyjnych. Ciary na plecach towarzyszą mi przy odsłuchiwaniu każdego utworu. Doc był fenomenalnym perkusistą, bardzo organicznym, rzetelnym i przede wszystkim szalenie kreatywnym. Mimo iż sam krytycznie spoglądał na swoją grę (podkreślał, że nie zawsze grał idealnie równo – wtedy niewielu nagrywało z metronomem, co zresztą też nie zawsze jest dobre dla muzyki), posiadał niebywały dar budowania rytmu i emocji mu towarzyszących. W dzisiejszych czasach mamy muzyków o wiele lepiej przygotowanych technicznie, z lepszym warsztatem, sprzętem, jednak nie potrafią oni grać z duszą, feelingiem; odgrywają w sposób niemal chirurgiczny swoje pomysły, ale brak w tym uczuć, potu i zwierzęcej adrenaliny. Krzysiek zaczynał w czasach, kiedy w Polsce trudno było o dobry perkusyjny sprzęt, a o materiałach szkoleniowych czy internecie nikt wówczas nie słyszał. Jest to o tyle istotne, że wielu ludzi dzisiaj nie zdaje sobie sprawy, ile kiedyś potrzeba było włożyć energii i czasu, aby czegokolwiek się nauczyć.

Docent.Vader_foto (4)

Docent, od nagrania pierwszych demówek z pancerną dywizją VADER, odbył długą drogę, podczas której rozwinął się w sposób trudny do zdefiniowania. Z płyty na płytę stawał się coraz lepszy, szybszy, dokładniejszy, „poukładany”. Album „The Ultimate Incantation” był dziełem przełomowym. To właśnie na nim Docent pokazał multum ciekawych zagrywek, swoich charakterystycznych patentów, które powielał i rozbudowywał na swoich kolejnych wydawnictwach. Mini album „Sothis” pokazał go z zupełnie innej strony, jako perkusistę o zacięciu progresywnym, który w nienaganny sposób łączył niestandardowe zagrywki z ekstremalnym i piekielnie szybkim stylem gry (pamiętacie końcówkę „Black Sabbath” i tykającą funkowo-metalową rytmikę, kiedy utwór zostaje powoli wyciszany?). Takie utwory jak „Vison And The Voice” czy „The Wrath” to nieprawdopodobne petardy, szybkie, ale nie kwadratowe, najeżone zmianami temp i ultra ciekawymi zagrywkami. W momencie, kiedy na rynek trafił krążek „De Profundis”, Doc osiągnął poziom niezwykle wysoki, który udało mu się przebić nagrywając kolejne płyty: „Future Of The Past” (rzeźnia do kwadratu, nikt tak tych utworów nie potrafi zagrać w ten sposób, sporo młynków granych „do tyłu” w interesujących podziałach: „Flag Of Hate”, „Fear Of Napalm”, które chyba nie pozostawiają wątpliwości, kto tu rozdaje karty!), „Black To The Blind” (kapitalne blasty, świetnie brzmiący werbel Piotrka Kozieradzkiego, dużo nowatorskich rozwiązań i te jedyne w swoim rodzaju centralki, punktujące każdy najważniejszy aspekt riffu generała), „Litany” (nieustający atak blastów, powalające szesnastki, wysunięte do przodu stopy), „Reign Forever World” (rozwinięcie tematu z „Litany”, doskonały cover „Freezing Moon” MAYHEM, bębny to istne szaleństwo, właśnie w ten cover Doc tchnął niezwykle dużą cząstkę siebie, oryginalne przybitki, akcenty na „Chince”, pięknie się tam wszystko buja), „Revelations” (pierwsza płyta, gdzie bębny zostały schowane do tyłu na rzecz gitar, trochę rażący błąd, ale po wsłuchaniu się w partie perkusji nie ma wątpliwości, kto okłada Yamahę, jest trochę spokojniej, ale znalazły się też nowe patenty ozdobnikowe), „Blood” (blaszki Alchemy?, słychać nowości, fajne młynki oraz standardowe patenty z poprzednich wydawnictw). Szkoda, że później wszystko się skończyło. Przerwana sesja do płyty „The Beast”, nadzieja na powrót po rekonwalescencji, zwątpienie w zespół Darka Brzozowskiego, który w kryzysowym momencie prawie odszedł od VADER (jeszcze przed tym spektakularnym przejściem do DIMMU BORGIR). Na jego miejsce miał wrócić ponownie Doc, ale los chciał jednak inaczej. Darek został, a Doktor odszedł, tym razem na zawsze…

Docent.Vader_foto (5)Krzysiek był osobą otwartą i w sporadycznej ilości wywiadów, jakich udzielił, podkreślał zawsze, że należy rozwijać się pod względem muzycznym, nie zamykać się na jeden gatunkowy trend. W 1998 roku przemycił do VADER (Epka „Kingdom”) trochę muzyki elektronicznej za sprawą takich hybryd jak: „Heading For Internal Darkness (Inhuman Disaster mix)” czy „Carnal (Quicksilver Blood mix)”, który stanowił jego nową wizję klasycznej już kompozycji VADER. Doc programował również syntetyczne bębny w projekcie MOON Cezara z CHRIST AGONY. Jego bębnienie słychać także w kilku utworach CHRIST AGONY na płycie „Elysium” (choć jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że nagrał on całą płytę od początku do końca; Thoarinus został we wkładce umieszczony ze względów „politycznych”?). Grał także w kultowym DIES IRAE (po wysłuchaniu „Immolated” czy „Sculpture Of Stone” wniosek nasuwa się jeden: jego gra podnosi rangę zespołu o kilka stopni) czy SWEET NOISE, z którym wystąpił gościnnie na koncercie podczas festiwalu Woodstock oraz na płycie „Getto”. Ta lista jest o wiele dłuższa i myślę, że sami możecie ją uzupełnić o inne pozycje?

W grze Docenta odnajduję sens istnienia perkusji w tworze, jakim jest zespół. Bębny są kręgosłupem zespołu, ale nie instrumentem, który ma za zadanie przykryć wszystko, co istnieje dookoła. Doc doskonale potrafił wyważyć (tak, w death metalu tego typu jest to możliwe), co, ile czego i gdzie można zagrać. Nie potrzebował trzydziestu blach, żeby zbudować ładną barwę i kolorować kompozycje. Potrafił to robić mając do dyspozycji zaledwie 2*Crash, 1*Ride, 1*Hi-hat, 1*Splash, 1*China. Z czasem dołożył jeden dodatkowy Ride w postaci górnej części Hi-hatu, dodatkowy Splash i „Chinkę”. W dość specyficzny sposób budował rytm podwójnej stopy, którą ciekawie aranżował w miejscach, gdzie gęste jedynki nie były potrzebne („Of Moon, Blood, Dream And Me”). A o tym, że grał szybko, chyba nie muszę mówić? Kiedy było trzeba, rozwijał nieziemskie tempa („Wings”, „Cold Demons”), pamiętając, że nawet blasty w pewnym momencie stają się karykaturą samą w sobie, jeśli przekroczy się pewne rejestry prędkości. Dlatego Doc pilnował, aby nie były one pozbawione naturalnego groove, aby można je było ubarwić, by nie stały się zwykłą jedynkową serią z Kałasznikowa pozbawioną pulsu.

Docent.Vader_foto (3)

Tak naprawdę trudno napisać coś o osobie, do której podchodzimy w sposób bardzo emocjonalny. Uczucia kłębiące się w mojej głowie ciężko mi wyrazić w słowach. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Zamknąć dorobek artystyczny takiego człowieka w jednym tekście jest niemożliwy, a pisanie o jego grze wydaje się równie śmieszne, bo przecież wystarczy jej tylko posłuchać, a wtedy wszystko stanie się jasne. Dlatego zachęcam do sięgnięcia po jakiś album VADER, na którym słychać grę Docenta i oddać się bezgranicznemu muzycznemu szaleństwu, prawdziwej perkusyjnej uczcie! Myślę, że warto również pamiętać, przekazywać stare nagrania młodym adeptom metalu śmierci, zwracać im na takie rzeczy uwagę. Ja zawsze będę o Krzyśku pamiętał i go wspominał. Niechaj zdjęcie, które pojawiło się we wkładce płyty „Live In Japan” mówi samo za siebie… Magnetyczne skupienie, stoicki spokój, może nawet ironizujące znudzenie, spięte włosy i czapeczka „daszkiem do tyłu”, a przecież muzyka wychodząca spod jego czterech kończyn, była jak bombowy atak, nieludzki wręcz pęd ku nieznanemu…

[Sabian, fot. źródło: www.perkusja.rockmetal.art.pl]

Docent.Vader_foto (7)