DOLINA CIENI Horyzont Zdarzeń `17

CD `17 (Independent)
Ocena: 5,5/6
Gatunek: melodic pagan/doom metal

Po przesłuchaniu „Horyzontu Zdarzeń” sięgnąłem od razu po recenzje debiutanckiego albumu (TU), żeby sprawdzić jaką wystawiłem im wtedy ocenę i mieć punkt wyjścia do napisania recenzji.  Obawiam się, że za 2 płyty skończy mi się skala bo najnowszy album DOLINY CIENI niebywale mi się podoba!

Oczywiście jeśli jesteście nastawieni na black metal, death czy inny klasyczną formę nak*rwu to raczej się w „Horyzoncie Zdarzeń” nie odnajdziecie, szczególnie że jest to płyta która umyka wszystkim podziałom. Według mnie muzyka myślenickiego zespołu zbiega się, w którymś miejscu z heavy metalem, ale szybko ucieka przed kategoryzacją poprzez takie elementy jak czysty wokal, przypominający nieco klasyków polskiego pagan metalu (jak NÓW), ponadto praca gitary niekiedy przywodzi na myśl monumentalne rytmy viking metalu, czasem słychać także wpływy polskiego rocka lat ’90, co urzekło mnie w tym albumie najbardziej. Jest tu bowiem sporo wzniosłości, ceremonialności np. w utworze „Pan Światła”, ale jednocześnie nie ma tu niczego na siłę – wszystko jest wyważone i ta wzniosłość jakby wypływa z koncepcji piosenki, nie mogło jej po prostu zabraknąć. Tak samo w przypadku „W Nieznane”, które emanuje powagą i szczególnie zazębia się z formułą viking metalu dzięki charakterystycznej pracy gitar rytmicznej i niejednemu chwytliwemu riffowi.

Przy odsłuchu uznałem też, że „Horyzont Zdarzeń” jest formą przeciwwagi dla black/pagan metalu rozumianego jako pancernej krucjaty przeciwko chrześcijaństwu. Tutaj także znajdziecie teksty nawiązujące do rodzimowierstwa, choć w zupełnie innej postaci – nie nawołujące do nienawiści i robienia krwawej jatki, a nawet jeśli („Wojna”) to jest to ujęte w inteligentny sposób, który raczej nikogo nie urazi. A musicie wiedzieć, że generalnie jestem zwolennikiem przedstawiania skrajnych idei, poprzez skrajne środki przekazu.  U DOLINY CIENI za skrajny środek przekazu zdecydowanie można uznać solówki, element wyjątkowo dopracowany i ujmujący, przekazujący niekiedy więcej niż modły do Peruna czy bitwa u bram Arkadii :) Jeśli chcecie dobrze zacząć dzień albo pozytywnie się nastroić polecam zacząć przygodę z „Horyzontem Zdarzeń” od 8 utworu, czyli „Demona”. Dwuczęściowa, kilku-skalowa solówka to autentyczne mistrzostwo świata! Dla takich elementów można DOLINIE CIENI wybaczyć odejście od konwencji i niszczenia ciężarem!

Zbliżając się do krótkiego podsumowania warto odnotować, że druga płyta DOLINY CIENI jest dużo bardziej dojrzała od poprzednika, klarowność produkcji i miksów jest zachwycająca, a „lekkość bytu” tejże płyty przy jednoczesnym zachowaniu wielu elementów pagan metalu jest hipnotyzująca. Ta płyta jest czymś w rodzaju świetnej muzycznej rozrywki, kołyszącej nie tylko muzyczne gusta, ale też muzyczne serce. Płyta nie ustrzegła się naturalnie błędów, jak choćby nie do końca spójne teksty, a raczej… teksty trochę o wszystkim i trochę też o niczym. Tej spójności typowej dla pagan metalu mi brakowało (gdzie czasem każdy kawałek to kolejna opowieść o słowiańskich bogach czy zapis kolejnych bitew), jak również zabrakło według mnie nieco mocy przy „dopełnieniu” każdej piosenki, czyli perkusji i basu. Chociażby w „Furii” oraz „Zmierzchu Królów” postawiono wszystko na jedną kartę – wokal i gitarę prowadzące/rytmiczne. O ile kiedyś puściłbym to mimo uszu, to ostatnio przeżywam renesans wsłuchiwania się w rytm każdego utworu, bo od rytmu zaczynaliśmy jako gatunek tworzyć muzykę i mam nadzieje na tym elemencie skończymy. A wsłuchują się w „Horyzont Zdarzeń” można odkryć, że jak i perkusista, tak i basista włożyli sporo serca w zarys ścieżki dźwiękowej i warto byłoby ich pracę także wynieść na piedestał. To jednak absolutnie nie burzy ogólnego poglądu na płytę i ode mnie DOLINA CIENI otrzymuje bardzo wysoka notę. [Vexev]

Dolina Cieni, http://www.dolinacieni.pl/https://www.facebook.com/DolinaCieniOfficial/