DOLINA CIENI Wzgórze Tysiąca Dusz `15

CD `15 (independent)
Ocena: 5/6
Gatunek: pagan black metal/doom metal

Zdarzają się takie recenzje, które piszą się niemalże same i ma to miejsce tylko w dwóch przypadkach. Gdy płyta jest fatalna i recenzent prowadzi wewnętrzną bitwę o napisanie czegokolwiek, co kończy się zazwyczaj literackim bełtem na klawiaturę, bądź też, gdy płyta jest porywająca – dźwiękowo i nazwijmy to… „recenzencko”. Zaznaczę tu, że ten drugi przypadek nie jest tożsamy z tzw. doskonałością. Otóż nie, doskonałość wymaga angażu wszystkich zmysłów, by przynajmniej podjąć próbę uchwycenia jej zarysu. DOLINA CIENI jest zespołem właśnie porywającym, który pobudza do przelewania myśli na papier. Pobudza nie tylko poprzez muzykę, ale także przez niebywale trafne skojarzenie nazwy zespołu, tytuł płyty i utworów z atmosferą „Wzgórza Tysiąca Dusz”. Sama nazwa przywodzi na myśl coś poetyckiego, a podkreślana enigmatycznym tytułem albumu, zapowiada przesyconą mrokiem odmianę tejże poetyki. A musicie wiedzieć, że tylko nazwy porngrindowych zespołów bezsprzecznie oddają sedno granej muzyki (no dajmy na to: COCK AND BALL TORTURE, ANALUST, TORSOFUCK i inne), więc dla myślenickiego zespołu jest to dużym wyróżnieniem. Muzycy oczywiście nie ustrzegli się błędów, które jednak nie zasłaniają całokształtu, który jest na płycie „Wzgórza Tysiąca Dusz” po prostu bajkowy, poetycki. Mamy tu aż 13 utworów, które prawdopodobnie powstawały od 2002 roku (na ten rok datowane jest powstanie zespołu) i które razem przenoszą słuchacza do prawdziwej doliny cieni, w której można pełnym sobą doświadczyć obecności kultowego polskiego pogańskiego metalu (czysty wokal i teksty), barokową stylistykę („Pradawny gniew” intro), melodic death metalową przebojowość („Koszmar”), gotyckie inwokacje („Sny Matki Ziemi”) oraz wciągające i oryginalne solówki czy też literacką wzniosłość w warstwie lirycznej (wszędzie). W tej muzyce czuć także ducha polskiego hard rocka, który bez dwóch zdań podświadomie wpłynął również na mój odbiór „Wzgórza Tysiąca Dusz” i podsunął mi ckliwe obrazy z młodości. Można odnieść wrażenie, że liczba zgromadzonych pomysłów i wpływów jest adekwatna do teoretycznego czasu poświęconego na pracę nad płytą, bowiem każdy utwór z osobna przedstawia jakąś historię, jest autonomicznym poetyckim tworem. Niemniej jednak, niekiedy można doznać odczucia przesytu ze względu na to, że sekcja gitarowa w DOLINIE CIENI jest tak wysunięta do przodu, że prawie ryje główką gitarowego gryfu o mordę. Innymi słowy, po prostu jest zbyt intensywnie i klawisze, tudzież wokal przestają być dobrze słyszalne. Nie wiem też, czy wokal nie wyda się części słuchaczy zbyt sztuczny i naciągany, ale w mojej osobistej opinii świetnie wpisuje się w koncept albumu, a czysty wokal wyraźnie przybliża słuchaczowi świat „Wzgórza Tysiąca Dusz” i jest uzupełnieniem growlu. Żałuję też, że na płycie brakowało kilku momentów wytchnienia, form odskoczni takich jak w ostatnim, tytułowym utworze. A już zupełnie, niesiony wyobraźnią, życzyłbym sobie więcej takich perkusyjnych solówek w akompaniamencie instrumentów smyczkowych, ale jak wiadomo… gust to gust. A na pewno gust nie równa się wizji twórców. Podsumowując, DOLINA CIENI to emocjonalny kombajn mielący i łojący aż po zmierzch. W kategorii bardziej doom’owych, atmosferycznych zespołów pogańskich to dla mnie faworyt w 2015 roku i na pewno będę śledził rozwój tego zespołu. [Vexev]

Dolina Cieni, kontakt@dolinacieni.pl; www.dolinacieni.pl, www.facebook.com/dolinacieniofficial