DOOMSTER REICH: Wyssane z kwasem matki

Doomster.Reich_logoTrochę po cichu i znienacka, w oparach podejrzanych specyfików i na konkretnym tripie, objawiła się podziemiu łódzka formacja DOOMSTER REICH. Debiut grupy, zatytułowany „The League for Mental Distillation”, jest nie lada smakołykiem dla poszukiwaczy niepokojących psychodelicznych brzmień z pogranicza heavy, doom i stoner metalu, podczas gdy zainteresowania i pasje osobników tworzących ów ansambl prawdopodobnie zamykają przed nim drogę do kariery w polityce, duchowieństwie lub służbach mundurowych. Oto wywiad z ¾ składu elitarnego klubu doomsterskiego dżentelmena, a więc Markizem (gitara), Radkiem (bas) i Rachem (perkusja, vox & efekty).

Pierwsza i fundamentalna sprawa: jak to jest, że ludzie grający przez lata death i black okazują się mieć taką smykałkę do psychodelii?

Markiz: Ja lubię różną muzykę, elementy doomu i psychodelii pojawiały się już w twórczości DEEP DESOLATION, ale nie na taką skalę, ponieważ mimo wszystko panował tam black metal. Kiedy trafiłem na odpowiednich ludzi, mogłem bardziej eksplorować te rejony muzyczne w DOOMSTER REICH.

Radek: W łódzkim (bo było też brytyjskie) ACRIMONY grałem thrash w stylu MEKONG DELTA, w NEGHBORHOOD (pisownia oryginalna) – mocno metalizowany hardcore, podobnie epizodycznie z nieżyjącym Valdim Moderem, z kolei FUNERAL CULT to doom/death, więc z tym death i black to nie do końca. Ale we wszystkich tych orkiestrach grali ludzie z mniej lub bardziej otwartymi głowami. Choć jeden wyzywał żartem od „zajebanych heavymetalowców”, a inny prychał na G.B.H.

Rachu: U mnie faktycznie nie za dużo tej psychodelii. PERSECUTOR, DZIADY BOROWE, DESPIZER – to wszystko kapele z pogranicza thrash / punk / death. Chociaż ostatnio czasu starcza mi prawie wyłącznie dla DOOMSTERA i muszę przyznać, że najbardziej mi się chce, hehe. Skąd smykałka do psychodelii? Bo ja wiem? Wyssane z kwasem matki.

Doomster.Reich_band1Markiz, grasz chyba w połowie łódzkich składów. Czy założenie DOOMSTER REICH było twoją inicjatywą? Jak w ogóle doszło do powstania grupy i czy miały w tym udział jakieś substancje psychoaktywne?

Markiz: W tej chwili gram w DEEP DESOLATION i ARCHITECT OF DISEASE (obecnie funkcjonującym jako projekt studyjny). Jakoś daję radę z czasem. DOOMSTER REICH powstał przy współudziale naszej znajomej, która nas ze sobą poznała. Spotkaliśmy się wspólnie u mnie w domu z Rachem i Wojtkiem i tak powstał ten nietuzinkowy twór. Po paru próbach ściągnąłem do zespołu Radka. Ot, i cała historia. Co do substancji, to pojawiają się epizody związane ze spożywaniem halucynogenów lub pobudzaczy;).

Rachu: W momencie zakładania zespołu piliśmy piwo i wino z kartonu. Chociaż u podstaw tej decyzji leżały doświadczenia z wyżej wymienionymi substancjami oraz trwałe deformacje świadomości z nimi związane, hehe.

Ewidentnie odrobiliście lekcje, bo w Waszej muzyce słychać nie tylko BLACK SABBATH, ale też wpływy Zappy, Beefhearta czy HAWKWIND. Bez podstaw ani rusz?

Markiz: BLACK SABBATH to dla mnie zespół numer jeden, wraz z twórczością PENTAGRAM stanowi w tej chwili najsilniejszą inspiracje dla DOOMSTERA, a przynajmniej mojego wkładu w zespół:). Elementy muzyki psychodelicznej wynikają też mocno z naszych skłonności do improwizacji oraz niczym nieskrępowanej wyobraźni Racha odpowiedzialnego za wszystkie te kosmiczne klawisze, efekty itp.

Radek: Nie lubię odrabiać lekcji, ale niekiedy jeszcze muszę ­ z synem, hehehe. Czasem jakiś band szanuję, nawet jeśli jest dla mnie nie do przejścia, np. YES i od małolata nie daję z nim rady. Ale np. stare GENESIS czy CAMEL dziś mnie przekonują. Zappa to geniusz, choć mam wrażenie, że niektóre jego albumy to robienie sobie jaj ze słuchacza. Jednak kto zabroni geniuszowi? BLACK SABBATH to katechizm, a ten, jak wiadomo, należy znać na pamięć. HAWKWIND ­ nauczyciele transu, zwłaszcza na koncertówkach. No i Lemmy tam grał, a to dobra rekomendacja!

W przypadku grup stoner/doom ciekawe zawsze okazują się inspiracje pozamuzyczne, bo te mogą sięgać od pulpowej literatury po okultyzm. Jak jest w Waszym przypadku?

Markiz: U nas to spektrum inspiracji jest bardzo duże – od historii z życia, przez doświadczenia z odmiennymi stanami świadomości, po filmy, literaturę, a w moim przypadku również okultyzm. Wszystkie te tematy pojawiają się w naszych tekstach. Za liryki odpowiada głównie Rachu, choć jak mam wenę. też potrafię coś skrobnąć:).

Słówko o powstawaniu „The League for Mental Distillation”. Rozumiem, że nad brzmieniem sami sprawowaliście pieczę? Tym bardziej szacun się należy, bo efekt końcowy jest mocarny.

Markiz: Brzmienie tego materiału to wypadkowa naszych założeń, miejsca i pracy realizatora Pawła Drozda. Wspólnie z Pawłem pilnowaliśmy, aby materiał nie był przeprodukowany i nie brzmiał zbyt sterylnie. Wyszło dobrze, jestem kontent z efektu końcowego.

DOOMSTER.REICH_The.League.for.Mental.DistillationRadek: Brzmienie było w nas, a Paweł, dzięki wskazówkom Racha i Markiza, je wydobył. Chwała mu za to, bo ostatnią rzeczą, jakiej chcieliśmy, była przeprodukowana płyta, a kompresja byłaby rzeczą wręcz haniebną, hehehe.

Rachu: Napierałem jedynie, żebyśmy nagrywali na setkę. Dzięki temu brzmienie nie jest sterylne, by nie powiedzieć: wysterylizowane. Przy okazji zaoszczędziliśmy trochę kasy, nagrywając większość za jednym zamachem. Następny materiał będzie prawdopodobnie także rejestrowany na setkę, z tą tylko różnicą, że w oddzielnych pomieszczeniach. Zobaczymy jak wyjdzie.

Próbowaliście przebić się z tym materiałem poza Polskę? Zespoły takie jak BELZEBONG czy DOPELORD zdołały zaznaczyć swoją obecność „zagranico” i wygląda na to, że polski doom jest całkiem w cenie.

Markiz: Na razie próbujemy się przebić na naszym polskim poletku;).

Radek: Z tą zagranicą to marzenie ze wskazaniem na mrzonkę. Gramy muzę niszową, nawet jak na metal / hard rock. Zaistnieć w świecie to dużo pracy. Mamy normalne prace i raczej trudno byłoby promować się jakąś regularną trasą zagraniczną. Chociaż kto wie? Gram w końcu ponad dwadzieścia lat, a na dobrą sprawę dopiero teraz wydałem regularną płytę. Co mi szkodzi zaryzykować?

Trudno namierzyć Was w necie ­ żadnego fejs­zbuka, żadnego bandcampa… Nikt Wam nie mówił, że jeśli nie lans, to jesteś bez szans?

Rachu: Kto szuka, ten znajdzie! Poza tym nasz FB jest i to całkiem namierzalny. Bandcamp prosił nas o utwory we flacu, a co do flaków, to jeśli dostanę jelitówki i pójdę na L4, to to ogarnę.

Łódź to miasto niewątpliwie inspirujące, ale też chyba coraz mniej przyjazne mieszkańcom. Jak się żyje w dawnej stolicy włókniarstwa? Czy kryzys, o którym sporo się mówi, spowodował też jakiś exodus miejscowych muzyków?

Radek: O tym, że Łódź była stolicą włókniarstwa, chyba mało kto pamięta. Tam gdzie pracuję, jest słynna w Polsce galeria handlowa, multikino i tym podobne igrzyska dla mas. Któryś z młodszych kolegów z pracy chwalił ową galerię, że stwarza ok. dwóch tysięcy miejsc pracy. Mocno się zdziwił, kiedy mu uświadomiłem, że w tym miejscu pracowało w swoim czasie czternaście tysięcy luda. Łatwo było to rozwalić, a galerie handlowe nie dźwigną tego miasta. Daje się żyć, choć lekko nie jest. Pracy możesz szukać miesiącami i nie znaleźć. Ale ja się tym bynajmniej nie inspiruję, bo muzyka dla mnie to ucieczka od tego syfu i frajda grania z chłopakami, którzy dzielą moją pasję. Uff, górnolotnie zabrzmiało, ale nie pójście na próbę skutecznie psuje mi dzień.

Doomster.Reich_band2

Czy dragi powinny być zalegalizowane? A co z hasłem „legalize murder”?

Markiz: Dla mnie dragi, również te twarde, powinny być legalne – jak ktoś się przekręci po herze, to trudno. Na czarnym rynku i tak większość rzeczy funkcjonuje, a państwo wspiera narkotyki takie jak alkohol czy nikotyna, które również uzależniają. Alkohol potrafi wyrządzać niezłe spustoszenie społeczne i zdrowotne, jednak jest legalny, bo państwo czerpie z niego zysk. Swoją drogą z dragów również czerpie – przez pryzmat ich nielegalności i pobieranych łapówek. Legalizacja morderstw? Patrząc na poziom naszego społeczeństwa, to tak, niech zapanuje chaos i mentalna destylacja, hahahaha!

Radek: Na pewno za posiadanie dragów nie powinno być takich drakońskich kar. Legalizacja? Tak, ale powinna iść w stronę dekryminalizacji, żeby nie nabijać kabzy bossom podziemia, a co gorsza tępym osiłkom z banknotami ściągniętymi gumką, uważającymi się za spadkobierców tradycji Vito Corleone. Wszystko jest dla ludzi ­ dragi też, ale nie wszyscy potrafią z nich korzystać. Każdy ma po prostu inną tolerancję ­ jeden spróbuje i zażyje od czasu do czasu, a inny stoczy się na dno od pierwszego razu. Ciężka kwestia, do rozwiązania której potrzeba naprawdę mądrych ludzi.

Rachu: Jeśli chodzi o zajebistą EP-kę ELECTRIC WIZARD, to myślę przede wszystkim, że to po prostu bardzo chwytliwy tytuł.

Szatan to równy gość czy raczej kawał chuja?

Markiz: Jest to spersonifikowany symbol mrocznych energii, właściwie jedyna fajna postać z biblii:). Chrześcijaństwo stygmatyzowało tym mianem stare pogańskie kulty, aby je zniszczyć i zdemonizować. Jeżeli za tym słowem – postacią ­ pojęciem mają również stać te pradawne kulty, których praktyki były nieakceptowalne przez kościół, to pełną gębą: CHWAŁA SZATANOWI!

Radek: God is great but Satan is super ­ jak powiedział klasyk.

Doomster.Reich_band3Można wyglądać jakiegoś nowego materiału DOOMSTER REICH, czy czekacie jeszcze aż „The League for Mental Distillation” na dobre odciśnie piętno na umysłach doomsterów i doomsterek?

Rachu: Nowy materiał jest już w zasadzie skomponowany i będziemy wchodzili do studia na początku przyszłego roku. W rzeczywistości są to szkielety utworów, gdyż ponad połowa tekstów jest jeszcze do napisania, a do tego dojdą efekty specjalne. Prawdopodobnie zdążymy coś przearanżować w samym studiu albo przez błąd może rozleje się to nam w jakąś zgrabną improwizację.

Markiz: Będzie ciężej, bardziej doomowo i na jedną gitarę, bo Wojtek się wyautował ze składu. Aha, zapomniałbym – będzie Chwała SZATANOWI, i to naćpanemu! Straszna patologia:).

No to wyjaśnijcie jeszcze, pizz, dwie poważne kwestie: czym jest Liga na Rzecz Mentalnej Destylacji i kiedy zapanują rządy Doomsterskiej Rzeszy?

Radek: Czym jest Liga? To może wyjaśnić tylko Rachu. Na pewno jest lepsza od Pierwszej Ligi czy innego NBA, obawiam się jednak, że ma coś wspólnego z żabą z okładki, hehehe. Doomsterska Rzesza rozpocznie panowanie po wyborach samorządowych. Już teraz Lucy (in the Sky with Diamonds) wydeptuje ścieżki do kandydatów na radnych, hyhyhy.

Rachu: Credo Ligi brzmi: „Każdy powinien przynajmniej raz (w miesiącu) zażyć LSD, psylocybinę albo ayahuasce”, haha. Przez mentalną destylację miałem na myśli stan natłoku myśli i wizji wywołany wyżej wymienionymi. Może to być przedni albo przerażający trip, ale w obu wypadkach pozwala wejść w głąb siebie i spojrzeć na otaczający świat z innej perspektywy.

Markiz: Amen!!!!

[Elvis Belzebub]