DREAM THEATER Falling Into Infinity `97

Zauważam pewną właściwość u DREAM THEATER. Im więcej Amerykanie wydają płyt, tym bardziej tracą one na wartości. Trochę przykre, jednak prawdziwe. I nieuniknione! „Falling Into Infinity” to piąty krążek formacji z Nowego Jorku. Na tym etapie zespół powinien być wyklarowany i w pełni formy. I jest! Album z 1997 roku to nie szczytowe osiągnięcie DREAM THEATER, jednak bardzo ciekawa płyta. Muzycy wprost stwierdzają, iż wytwórnia napierała na nich o złagodzenie brzmienia i wpisanie się w trendy muzyczne. I faktycznie, to bardziej „przebojowy” album w dyskografii pięciu wspaniałych. Wiele niemal popowych melodii i generalnie radosny charakter. Są oczywiście na „Falling Into Infinity” doceniane hiciory pierwszej próby – „Hollow Years” czy „Hell’s Kitchen”. Miło też zapuścić sobie tak „lajtowe” kompozycje jak „Take Away My Pain”. Ten numer rzeczywiście jest niezłym środkiem przeciwbólowym dla ciała i umysłu. Ładnie płynie i koi spiętego słuchacza. Są oczywiście dłuższe kompozycje, z których słyną muzycy DREAM THEATER. Dwunastominutowy „Lines In The Sand” czy wieńczący całość „Trial Of Tears” (podzielony na podrozdziały: „It’s Raining”, „Deep In Heaven” oraz „The Wasteland”). Całość to niemal godzina i dwadzieścia minut solidnej muzyki, wyprodukowanej przez światowej klasy fachowca – Kevina Shirleya. Jegomość znany ze współpracy z IRON MAIDEN, czyż nie? Milusio się słucha płyty „Falling Into Infinity” i już. [Tomasz Kulig]

Dream Theater, www.dreamtheater.net

East West Rec., www.eastwestrecords.com