DRILLER All Shall Burn `13

CD `13
Ocena: 5,5/6
Gatunek: thrash metal

Pamiętam, jak kilka lat temu grałem z pewnym zespołem koncert, przed którym odbywał się jakiś konkurs młodych zespołów. Żeby było jasne, młodych stażem. I pośród rozmaitych krzykaczy znalazła się formacja, w której prym wiodło dwóch kataniarzy, a wycinali oni taką mieszankę thrash metalową, że głowa sama się kiwała, a ręka czuwała, coby w podrygach piwa nie rozlać. Nazwę zapamiętałem, więc czujnie obserwowałem rozwój DRILLER, którzy poczynali sobie dość pewnie. Dość powiedzieć, że spotkaliśmy się na scenie kilkukrotnie, z tą różnicą, że najpierw  supportowali zespół, w którym hałasuję, a obecnie, gdy się spotykamy, oni są headlinerem. I nie ma się czemu dziwić. Ekipa dowodzona przez braci Andrzejewskich to superenergetyczna machina thrash metalowa, nasycona po czubek rozbitej głowy tekstami o zombie. Nic więc dziwnego, że z miejsca zostałem ich fanem, który dość bezkrytycznie podchodzi do ich twórczości i materiału „All Shall Burn”. Ale czy można coś zarzucić walącemu w ryj „Zombie Invaders” ze stylową solówką i przekrzykiwaniem się obu braci? Czy można przejść obojętnie obok energetycznego „Pleasure To Kill”, który doczekał się intrygującego teledysku? Zdecydowanie nie, bowiem panowie wszystko co robią, robią stylowo i zawodowo. Wspomniane wokale to jedno – prym wiedzie obsługujący bas Wojtek, który specjalizuje się w niższych partiach i niedźwiedzich growlach, a nie pogardzi i świńskim pochrumkiwaniem. Za chórki odpowiedzialny jest zaś Marcin, dla odmiany pokrzykujący bardziej zadziornie, a gdy trzeba, skrzeczący aż miło. Ktoś spyta, ale jaki growling? Chrumkanie? No właśnie. DRILLER choć zakorzeniony mocno w tradycyjnym thrash metalu amerykańskiej szkoły, potrafi rozpędzić się do obłędnych blastów, czy wpleść grindcorowe zwolnienie, by znów uderzyć w takim „Big (Pig) Pig”, zgnieść i zmielić mieszanką death metalu i grindcore’a. Mistrzowsko zresztą. Dla odmiany w znakomitym utworze „Rock’n’Rolla” panowie oddają taki ukłon MOTORHEAD, że Lemmy mógłby się zastanowić, kiedy to nagrał i dlaczego to brzmi tak dobrze. No i to solo basowe, którego raczej by nie popełnił. Zresztą solówki to osobny temat. Klasyczne, choć bardzo sprawnie pomyślane i zapadające w ucho, to kolejny wyróżnik zespołu. Widać, że Marcin stara się każdej solówce gitarowej nadać specjalny klimat, a nie jedynie wyrzucić spod palców dwieście dźwięków na sekundę. Najlepiej wypadają w tym zestawieniu ta wspomniana z „Zombie Invaders” i kapitalna wręcz z „Rock’n’Rolla”, ale nie sposób wspomnieć o takim smaczku jak zwolnienie w „Drill & Blast”, gdzie zamiast solówki wchodzi… wiertarka i wierzcie mi, to wywołuje dreszcze. Następujące po tym solo to już SLAYER z najwyższej półki. Warto wspomnieć o bardzo dobrej produkcji i świetnym wydaniu płytki „All Shall Burn”. Wypadałoby zaznaczyć, że znalazło się tu kilku zagranicznych gości, w tym obecny wokalista FINTROLLa. Można by dodać, że jest tu też żartobliwy cover GENE KELLY’ego w wersji grindcore. Tylko nie ma to większego sensu. Jeśli usłyszycie „All Shall Burn” – jedyne pytanie, jakie zadacie, to dlaczego jeszcze nie macie tego albumu na swojej półce? Też nie rozumiem. Fakt, że jest to debiut i ostatnie dwa utwory są odrobinę słabsze od pierwszych siedmiu niszczycieli, ale jest to czepianie dla czepiania. O DRILLER będzie coraz głośniej. A tego albumu będą szukać na aukcjach po całym świecie. Korzystajcie, póki czas. [Shadock]

 

Driller, www.myspace.com/drillertheband, www.facebook.com/drillerthrash