DROWN MY DAY The Ghost Tales (2018)

Krakowski skład DROWN MY DAY, który reprezentuje jeszcze niezbyt rozpowszechniony nad Wisłą gatunek zwany deathcore’m, wjeżdża w listopadzie 2018 r. z nowym opusem zatytułowanym „The Ghost Tales”. Jak wypadli polscy reprezentanci na tle prekursorów gatunku? 

Pewne są dwie rzeczy – DROWN MY DAY rozgniata ciężarem, czystością brzmienia i melodyjnością. „The Ghost Tales” to jedna z najbardziej bujających płyt, jakich przyszło mi słuchać w ostatnim czasie. Choć tematyka tekstów może nie nastrajać szczególnie pozytywnie, to kosmicznie mocne break-downy, np. w numerze „Blue Skin” czy chociażby singlu „Battle Royale”, doładowują niczym najlepsza mieszanka na stacjach Lotos.

Druga rzecz, którą powinniście poczuć zresztą na własnej skórze to to, że… formacja w żadnej mierze nie odstaje od antenatów gatunku. Nie da się uniknąć porównań np. z moim ulubionym THY ART IS MURDER, czy chociażby klasykami z CARNIFEX czy OCEANO. O ile pierwsza wymieniona kapelka na najnowszej płycie poszła nieco w „instrumentalność”, o tyle reszta trzyma się mocno wyznaczonych deathcore’owych standardów. Jak na ich tle plasuje się DROWN MY DAY? Moim zdaniem, za sprawą m.in. genialnej pracy Kuby Homika (perkusja) czy wymienionej wcześniej „niewymuszonej” melodyjności, ostatnia płyta CARNIFEXA pt. „Slow Death” została jednogłośnie zjedzona na śniadanie przez chłopaków z Krakowa. Harmonia, o ile to dobre określenie, panująca pomiędzy perkusją, a gitarami oraz wzajemne uzupełnianie się brzmienia, czynią z „The Ghost Tales” zawodnika klasy ciężkiej. Rytmika na tym albumie po prostu powala zegarmistrzowską precyzją.

Brzmienie zespołu także zdecydowanie wyewoluowało względem poprzedniego krążka pt. „Confessions”. O ile jeszcze 5 lat temu słyszeliśmy zgrzyty i pewne niedociągnięcia, to w 2018 nie ma już mowy o żadnej poważnej skazie. Chociaż niespecjalnie pasują mi „przytłumione” metalcore’owe partie mówione, które możecie usłyszeć choćby w „Nightmare Becomes Reality” – niepotrzebnie zaburzają rytmikę numerów i mogą sprawiać kłopot na koncertach. Wykorzystując okazję, żeby płynnie przejść do kwestii wokalu na „The Ghost Tales”, muszę zaznaczyć, że tutaj też odnotowałem znaczny progres. Charakterystyczny deathcore’owy growl ma słyszalny zawadiacki „vibe”, spajający ze sobą wszystkie muzyczne warstwy – od perkusji, przed dwie gitary i bas.

Ostatnim spostrzeżeniem będzie taki mały, ale wymowny szczegół… Najlepiej bawiłem się przy pierwszym odsłuchu „The Ghost Tales”, kiedy nie wiedząc jeszcze co mnie czeka, byłem otwarty na wszystkie możliwości. Na pewno czytaliście już miliony nudnych porównań w stylu „uderzenie jak czołówka z TIRem” czy „klepałbym jak Najman w matę” itd., dlatego posłużę się zupełnie inną sentencją, która chyba trafnie podsumuje ten album. Nasi reprezentacji w niczym nie ustępują amerykańskiej czy australijskiej szkole metalcore’u/deathcore’u, a co więcej – bazując na sprawdzonych schematach, przynoszą zupełnie nową jakość.

[Vexev]

DROWN MY DAY: https://drownmyday.pl/https://www.facebook.com/drownmyday/
Noizgate Records: https://www.deafground.com/de/label/