DUAL COMA The Diary `14

CD `14 (Let Them Come Prod.)
Ocena: 1/6
Gatunek: metalcore/thrash/experimental metal

Czy macie czasem specyficzne wrażenie docierania równocześnie zbyt dużej liczby bodźców zewnętrznych? Natłoku czynników / spraw? A może mielibyście życzenie skosztować tego odczucia? Bólu głowy, mdłości, apatii, dezorientacji? Podejrzewam, że ciężko znaleźć taki środek na liście „leków” refundowanych przez NFZ, dlatego istnieje prostsza, aczkolwiek nieco droższa alternatywa. Wystarczy zażyć specyfik o nazwie DUAL-COMA, który zawiera nawet więcej składników niż mielonka z Konstaru. Death, melodic, industrial, metalcore, thrash, progressive, alternative, suckdicktive i pewnie więcej – to można znaleźć na albumie „The Diary”. Wygląda zatrważająco? DUAL-COMA zamraża krew ilością kiczu, nieudolnym naśladownictwem, rozstrojem instrumentów, wokalów i żołądków. Wokale pełnią rolę nieszczęsnej dominanty, spajają wszystko, co złe w jeden mushroomheado-podobny kloc, w którego wnętrzu zdołamy usłyszeć tak szepty, jak i „metalcorowe, wściekłe wokale” oraz melodic deathowe czyste partie (a na to wszystko nakładają się różnorodne efekty specjalne jak megafon). Można byłoby ten stan rzeczy opisać tworząc jakiś nowy, trafny aforyzm w stylu „gdzie trzech gości zawodzi, tam nie zapamiętasz niczego poza tym, że wszyscy zawiedli”. Odchodząc od rozwodzeń o tematyce wokalnej, należałoby podjąć temat muzyki – która nie jest ani nowoczesna, ani staromodna, odwołuje się często do mocniejszej alternatywy, ale raczej tej zaściankowej i niszowej, znanej głównie w naszym kraju. Pewnie skrzywdzę BRIGHT OPHIDIĘ, ale w twórczości DUAL-COMY słychać wiele wspólnych elementów takich jak „szaleńcze” partie wokalne, dłuższe solówki, wolniejsze i bardziej nastrojowe fragmenty – oczywiście na „The Diary” prawie wszystko zostało wykonane nieudolnie, czasem niestarannie, czasem pokazano jakby „niepełny efekt”. Nie zmienia to faktu, że te nastrojowe, instrumentalne fragmenty stanowią chyba jedyne pozytywne aspekty tejże płyty, więc odsyłam od razu do utworu nr. 7 pt. „Disintegration” oraz zalecam podjęcie szczególnych środków ostrożności, by zdążyć wyłączyć zanim usłyszycie wokale. Następnie można jeszcze się pokusić o posłuchanie „Last Journey”, ale odradzam już zapoznawanie się z ostatnim instrumentalny kawałkiem pt. „Bulletproof Heart Pt. II”, gdyż raczy wszystkim tym, co najgorsze – słabymi wokalami, sztampowym rytmem i ogólną nijakością przystrojoną w piórka „wszędobylskości”. Podsumowując, DUAL-COMA na pewno lepiej by sobie poradziła w roli wspominanego na początku „leku” – przynajmniej można byłoby wykręcić się z pracy. [Vexev]

Dual Coma, shadwell666@gmail.com; tel. 535841686; www.dualcoma.art.pl, www.facebook.com/dualcoma
Let Them Come Prod., let_them_come@o2.pl; www.let-them-come.eu