EIER Iluzjonista `13

digiCD `13
Ocena: 4/6
Gatunek: art rock, hard rock, thrash metal, heavy metal

EIER, po udanym debiucie, atakuje nową płytą „Iluzjonista”. Przyznam się, że miałem mieszane odczucia co do tego materiału. Nie ukrywam też, że jestem fanem głosu Grażyny, jak i ojczystych tekstów w muzyce metalowej ogólnie. Dlatego też czekałem na nowy album EIER z zaciekawieniem. Po pierwszych przesłuchaniach tak naprawdę nie wiedziałem, co myśleć. Teraz jestem po kilkudziesięciu sesjach z „Iluzjonistą” i mogę stwierdzić, że to dobra płyta. Dobra na tyle, by nie przynieść wstydu zespołowi i by zadowolić fanów EIER czy chociażby HUNTER, aczkolwiek sądzę, że zespół zdobędzie również nowych fanów. Mamy tu sporo patentów niespotykanych dotychczas w muzyce EIER, równie dużo wszelakich smaczków jak na debiucie, ale generalnie „Iluzjonista” jest kontynuacją poprzedniego krążka. W zasadzie to dość podobne płyty, i w tych mocniejszych fragmentach różnią się czasem niuansami. „Iluzjonista” wydaje się równiejszym albumem, wszystkie utwory są na podobnym poziomie i brak jest zdecydowanego faworyta, jak było to chociażby w przypadku „Sobótki”. Tutaj niestety płyta po kilku mocniejszych utworach zlewa się w jedną całość, czasem za sprawą gitar, które są gdzieniegdzie mało rozpoznawalne. Cały czas mówię oczywiście o tym drapieżnym EIER, o pierwszej części krążka. Jeśli chodzi o wokale, to nie zmieniły się one znacząco, chociaż na tej płycie jest więcej łagodniejszych partii. Sam wolę te zachrypłe fragmenty, ale rozumiem, że Grażyna śpiewa coraz lepiej i głupio by było to zatajać:-). Nie sądzę też, że EIER ułagodzi się zupełnie i wolałbym tego nie dożyć, ale mamy na albumie „Iluzjonista” pierwsze przesłanki w postaci lajtowych kawałków „Cisza” i „Adept”, nie mówiąc już o kończącym, ukrytym za czterema minutami ciszy „Instynkcie”, w którym mamy tylko gitarę klasyczną i wokal. Takich patentów nie było na płycie „Eier”. I tutaj mamy ukłon w stronę takich zespołów jak ARTROSIS. Mam nadzieję, że z sosnowieckim zespołem nie zrobi się to samo, co z nieźle zapowiadającym się THE GATHERING, który wystartował z bardzo dobrą doom/death metalową płytą „Always…” w 1992 roku, a już w momencie podpisania papierów z Centaury Media i wydanym w 1995 roku albumem „Mandylion” mieliśmy do czynienia z gotyckim metalem, a obecnie rockiem progresywnym. Nie mówię, że progresja jest zła, ale przez to straciłem już kilka swoich ulubionych niegdyś zespołów, z TIAMAT na czele… Dlatego mam nadzieję, że EIER nie zacznie wkrótce smęcić i chyba stąd ta moja konsternacja przy pierwszych przesłuchaniach „Iluzjonisty”. Płyta zawiera trzynaście utworów, ale dwa z nich to w zasadzie wstępy do kolejnych, mamy tu także jeden instrumentalny track, no i, jak wspomniałem, trzy balladki. W nagraniach wzięło gościnny udział kilka osób spoza zespołu, uzupełniając instrumentarium m.in. o instrumenty smyczkowe oraz dodatkowe wokale. Jak poprzednio, zespół sam zadbał o profesjonalne wydanie albumu w postaci digipack CD. Póki co, polecam obie płyty EIER, jeśli ktoś nie miał okazji zapoznać się z debiutem. [Paweł]

Eier, eier.band@gmail.com; www.eier.pl