Ekranizacja „Władcy Pierścieni” Tolkiena (ankieta)

Ekranizacja „Władcy Pierścieni” Tolkiena



Image
Image Tematem niniejszej ankiety są książki J.R.R. Tolkiena
i ekranizacja „Władcy Pierścieni”…
Bowiem niejednokrotnie zdarzało się tak,
iż literacka twórczość tego autora i jego powieści (np. nazwy krain, imiona własne) były wielką inspiracją dla artystów różnych dziedzin sztuki,

w tym zespołów metalowych i innych osób z kręgu tej muzyki. Wiele osób swoje pseudonimy, nazwy dla kapel, tytuły płyt i utworów, tematykę tekstów czy ilustracje na okładki materiałów zaczerpnęło z popularnej trylogii. Przykłady można mnożyć: MORDOR, GORGOROTH, SUMMONING, HIMMILSBACH, MARILLION, MORGOTH, FANGORN, ORTANK, GANDALF, VALINOR, AGLAROND, ESGAROTH, TALAH DIRNEN, UKUK-HAI, WITCHKING, STORMCROW, „Isengard” LADROS, demo NETHRIAN, „Bilbo” BJORN`a JOHANSEN`a, „Lothlorien” ARTROSIS, Grisznak, Aragorn, Niniel, Nienor, Moria itd.
Natomiast ambitnego zadania przeniesienia Tolkienowskiego „Władcy Pierścieni” na ekrany kin podjął się reżyser Peter Jackson, który w rolach głównych w swoich filmach obsadził m.in.: Elijah`a Wood`a, Viggo Mortenstein`a, Orlando Bloom`a, Iana McKellen`a, Liv Tyler. Poszczególne części tej wysokobudżetowej i spektakularnej produkcji były nominowane do Oscara, szeroko komentowane i spotkały się z ogromnym zainteresowaniem publiczności. Jednak jak to bywa z każdym towarem, na który jest duży popyt, również wokół tego na pewno komercyjnego wydarzenia krąży wszędobylski pieniądz, a towarzyszy temu wielka kampania reklamowa i nie zawsze pozytywna tzw. Tolkieno-mania.
Poniżej znajdują się wypowiedzi kilku osób związanych z metalowym podziemiem, które czytały książki Tolkiena i/lub oglądały kolejne części ekranizacji (tj. „Drużyna Pierścienia”, „Dwie Wieże” i „Powrót Króla”). Wypowiedziały się one na w/w tematy, ustosunkowały się do filmów (i porównały do książki), tego całego zamieszania wokół autora trylogii itp.
Ja ze swojej strony wszystkim panom dziękuję za wzięcie udziału w ankiecie!

 

Image

Tomasz (MUTILATION):

Tolkien mnie zabija… Nie ma co porównywać filmów do książek… Książka to książka, a film to film. Przyznam szczerze, że po obejrzeniu jedynki byłem strasznie zawiedzony, w sumie książką także. Dla mnie niepotrzebne było kręcenie jedynki, można to było ładnie połączyć z dwójką, no ale to tylko i wyłącznie moje zdanie. Ale „Dwie Wieże” to już był majstersztyk na maxa, kapitalne efekty specjalne, końcówka mnie powaliła, takiej sceny batalistycznej nie widziałem od czasu „Brane Hart” czy „Szeregowca Rayana”. I „Powrót Króla”, hmm, gdy wyszedłem z kina byłem zachwycony i przyznam szczerze, że dalej jestem, to najlepsza część całej trylogii, moim zdaniem dorównuje książce – po prostu masakra!!! Jedyne, czego brakuje, to krwi, no ale to fantasty, więc można przymknąć na ten szczegół oko. Naprawdę odliczałem dni do „Powrotu Króla”, ponieważ wiedziałem, byłem pewny, że się nie zawiodę!!!

Teraz czekam na „Star Wars epizod III”, bo jestem wielkim fanem Gwiezdnej Sagi; w końcu wychowałem się na twórczości Luckasa…No ale trzeba poczekać do `05. Na razie trylogia Tolkiena po prostu rządzi!!! My jako zespół nie inspirujemy się żadnymi filmami, my po prostu kochamy kino!!!

 

Tomasz (THRONEUM):

Trylogię Tolkiena czytałem w 8-mej klasie szkoły podstawowej (of corpse), a było to dość dawno temu. Wtedy kurewsko mi się to podobało, ale nie wiem, jak teraz bym to odbierał. Z drugiej strony nigdy mnie to nie inspirowało i nie wiem, czemu tyle zespołów tak często odwołuje się akurat do tego pisarza. Nie zawiodłem się wersją kinową książki, ale też nie miałem wobec niej żadnych specjalnych oczekiwań…

 

Infamis (Beast Of Prey Rec./Distro):

Tolkienem się nie interesuję, nie mam czasu na fantazje :-). Oczywiście „Władcę Pierścieni” oglądałem i uważam, że fajnie jest to zrobione, ale nic poza tym.

 

Image  

Kuba („Hell `zine”):

Jeśli chodzi o Tolkiena, to nie gustuję w takich klimatach. Jestem osobnikiem, który raczej czyta książki historyczne a nie fantasy. Zdecydowanie wolę np. „Wrzesień 1939 – w relacjach i wspomnieniach” niż „Władcę Pierścieni”. Pewnie na wstępie zostanę zbluzgany przez iście intelektualną młodzież metalową za to, że nie przeczytałem tej kultowej książki, choć nie wykluczam, że to kiedyś zrobię. Może wybór tego, czym się interesuję, jest spowodowany tym, że jestem realistą, racjonalistą, a mój umysł nie dopuszcza innej rzeczywistości, jak taka, która nas otacza. Nie trafiają do mnie takiego typu książki, w których jest jakiś piękny, sztucznie wykreowany świat, gdzie kiedy ktoś zginie, to za parę minut z powrotem wraca do akcji (jeśli wiecie, o co mi chodzi). Bardziej wolę chorą rzeczywistość, która miała miejsce w czasie II Wojny Światowej. Tam jak zostałeś zabity, to nie powracałeś.
Trylogii nie czytałem, ale za to film oglądnąłem i cholernie mi się spodobał. Był to jeden z nielicznych, tak fajnych filmów, jakie oglądałem w ostatnich czasach i który wpłynął na mnie bardzo pozytywnie. Piękne krajobrazy, brzydcy jak moja panna po stosunku orkowie – czego jeszcze można chcieć? Kupę śmiech miałem, jak patrzyłem na ich obślizgłe pyski, z których wydzielała się jakaś ropa czy inne ścierwo :-). To było spoko, ale nie wiem, dlaczego zawsze wygrywa „dobro”? Piękny film, ale też wysokobudżetowy i klient nie płacił za byle gówno tyle kasy.
Ok., przejdźmy do tego, jak takiego typu książki i ich ekranizacje wpływają na społeczeństwo. Takie rzeczy jak gumy do żucia w papierku z twarzą jakiegoś elfa, tudzież innego hobbita to nie jest jakaś tam nowość. Trzeba pamiętać, że wraz z powstawaniem jakieś super ekranizacji rusza „maszyna” zwana kampanią reklamową (w tym celu użycza się np. logo, wizerunki postaci itp.), której zadaniem jest zaopatrzenie w duperele, wszystkich rzeczy począwszy od gum i breloczków, a skończywszy na srajtaśmie (papierze toaletowym). Nie wiem, czy się orientujecie, ale można się wybrać w krainę, w której kręcono tą bajkę. To jedno wielkie pranie mózgu u ludzi bardzo młodych, którzy, jak wiadomo, są podatni na takie rzeczy. Można nawet powiedzieć, że jest to taka mała religia (a tfuu), która w mniejszym lub większym stopniu manipuluje ludźmi i to może doprowadzić do zaskakujących efektów. (np. ktoś po oglądnięciu takiego filmu pomyśli sobie: „jestem nieśmiertelny” i spierdoli się z urwiska). Tak to jest, ale przecież wiadomo, że psycholi jest niemało i szczerze powiedziawszy to każda (także historyczna czy biograficzna) książka może wpłynąć na osobę. Ale „Władca Pierścieni”, to jeszcze nic! Popatrzmy na takiego Dragon Bull czy Pokemony – to jest dopiero rzeźnia. Tam w Japonii to dopiero wymyślają jakieś kurewskie produkcje. Według mnie powinni tego zabronić, ponieważ może doprowadzić do wielu niepotrzebnych tragedii (a chuj z tym, przynajmniej AZARATH będzie miał inspiracje, jak dojdzie do masowych mordów). Pamiętajcie, nie dajcie się omamić, myślcie racjonalnie i nie przekładajcie filmu lub książki na swoje lub czyjeś życie.

 

Image

Gimli – rzeźba (wykonał: ukasz)

Marcin („Pancerfaust `zine”):

Owszem, lubię czytać dzieła Tolkiena (zwłaszcza „Silmarillion”) i uwielbiam film (jedynkę widziałem już 6 razy, dwójkę 3 :-)), ale czy się tym interesuję? Jeśli masz na myśli maniactwo w stylu kupowania każdych wydań „Władcy Pierścieni”, uczenia się na pamięć języka elfów i fragmentów powieści itd to nie :-), takim maniakiem nie jestem, tym bardziej, że bardziej od Tolkiena cenię sobie twórczość Sapkowskiego, który jest moim ulubionym pisarzem. Oczywiście obaj są doskonali na wakacyjne wieczory…

 

Sopel (Sear`promotion):

Jakoś nigdy nie przepadałem za fantastyką, a moje upodobania szły bardziej w kierunku sciene-fiction, chociaż serie komiksów „Thorgal`a” przeczytałem jednym tchem. Co do obecnej manii na punkcie Tolkiena, to odnoszę się do tego jak do każdej manii (podobnie było np. z „Matrix`em” czy „Titanic`iem”), tzn. sceptycznie i działa to na mnie odstraszająco, przez co po Tolkiena w najbliższym czasie nie sięgnę (jak już sięgnę, to pewnie stwierdzę, że jest super, tak jak to było na przykład z „Matrix`em 1”, kiedy go obejrzałem 2-3 lata po premierze). Po prostu nie lubię masówek, kojarzy mi się to z nastoletnim idolowaniem np. boysbandom. Oczywiście nie porównuję Tolkiena do boysbandow, myślę tylko o manii jemu towarzyszącej. Ufff, starczy, bo zaczynam platać :-).

[Kasia / Atmospheric #12]