ENDLESS DARK Made Of Glass `13

digital `13
Ocena: 1/6
Gatunek: post hardcore

Lubicie EWĘ FARNĘ, AVICII, SYLWIĘ GRZESZCZAK lub ROBINa THICKa? Ja nie wiem – nie słyszałem, ale to tak zwana „topka” ostatniego notowania Radia Zet. Jeśli serce wasze bije mocniej, kiedy „Ona tańczy dla mnie”, jednocześnie na muzykę dla dorosłych jesteście trochę za młodzi, browar pijecie w ukryciu, a w tajemnicy przed kolegami z gimnazjum wciąż oglądacie „Disney Channel” – ENDLESS DARK ma coś dla was. „Made Of Glass” to ich ostatnie EP, dosyć nieumiejętnie rozpięte między metalem, a stylistyką popu właśnie. Boysband tworzy siódemka Islandczyków z Rejkiawiku, na oko młodzież późnogimnazjalna. Proponują nam tu pięć niestrawnych popowo-metalowych gniotów, od których sztucznością trąci na kilometr. Mnie osobiście przewraca bebechy od słuchania takiej chały: niby są gitary z przesterem, jest trochę hardcorowego łubu-dubu i darcia japy, ale cała reszta to jednak sztuczna (nieidentyczna z naturalną) popowa papka. Słuchając tego (w konwulsjach) zastanawiałem się nad targetem (rynkową grupą docelową) dla tego hc-pop-boysbandu i długo nie przychodziło mi do głowy nic sensownego. Aż w końcu zobaczyłem profil ENDLESS DARK na Facebooku (prawie 3000 lajków) i wszystko stało się jasne: młodociane, nadwrażliwe (acz nieobczaskane muzycznie) dzieci emo to doskonały target! Wtedy też przekonałem się z niemałym zaskoczeniem, że wokal, który brałem do tej pory za damski, należy do… chłopaka przed mutacją (polecam również teledysk do „Cold, Hard December” na YouTube, gdzie wspomniany osobnik, drąc się przez przester, wygląda bardziej komicznie niż strasznie). Do tego cała stylistyka tych piosenek: cukierkowe refreniki, struktura utworów to czysty pop plus gitary z fuzzem. Nasz wokalista ze swym „niewieścim” pieniem najdoskonalej wpisuje się w tę stylistykę. Śpiew niesie w sobie zawsze pewne emocje. Tutaj owa emocjonalność jest typowo popowa. Śmiem założyć nawet tezę, że tym właśnie naturalnie przesiąkł nasz „krzykacz” i to właśnie przeniósł na grunt ENDLESS DARK (a nawet nie próbuję się tu znęcać nad debilnymi tekstami tych piosenek). Dość blisko stylistyki hc-pop jest dla mnie od zawsze amerykański LIMP BIZKIT. Ale ich albumy niosą ze sobą artystyczną jakość. Są lepsze lub gorsze, ale przede wszystkim jakoś tam „naturalne”, nie rażą sztucznością. „Made of Glass” siódemki spod szyldu ENDLESS DARK bliżej do dokonań szkolnego zespołu śp. Hanny Montany bądź „ostrzejszej” odsłony Barbie z filmu „Księżniczka i piosenkarka”. [Herr Bee

Endless Dark, www.myspace.com/endlessdarkband, www.facebook.com/endlessdarkband