ENSIFERUM, METSATÖLL, SKYFORGER, NETHERFELL, VALKENRAG – 3.10.2015

2015.10.01_Folk.Fest.2015.posterFolk Fest 2015:
ENSIFERUM, METSATÖLL, SKYFORGER, NETHERFELL, VALKENRAG
3.10.2015, Warszawa, „Progresja”

 

Zgodnie z kanonem, relację z Folk Fest 2015 należałoby rozpocząć metaforyczno-aforyczno-filozoficznym wstępem, ażeby usprawiedliwić (do bólu) tradycyjne spóźnienie, bez którego nie wyobrażam sobie już jakiejkolwiek formy istnienia w tej branży. Weźmy zatem na tapetę temat przewodni tegorocznego Folk Festu, który jest zarazem tematem przewodnim każdego rodzaju koncertu, happeningu czy zlotu traktującego o szeroko pojętym folklorze. Współcześnie, w czasach post-chrystianizacyjnych oraz proislamizacji spotykamy się z ideą pogaństwa przedstawianą w formie niegroźnej ciekawostki, reliktu zamierzchłej przeszłości, która to przeszłość (bądź co bądź) miała wpływ na współczesne postrzeganie naszej kultury oraz religii, ale bezwarunkowo należy odrzucać idee leśnych/borowych dziadków modlących się do jagód. Zatem, mimowolnie, każda osoba chcąca zgłębiać te arkana, musi stawić czoła wielu przeszkodom, bo jakżeby można sprzeciwić się setkom lat „postępu”? Taki człowiek, na podstawie pozostałości wiedzy, musi zreprodukować w sobie takie… atawistyczne uwielbienie natury, którą należy odbierać jednocześnie jako dawcę i biorcę, bez faworyzowania żadnej ze stron. Ponadto, należy zdjąć klątwę „dzikości” i „chaosu” tychże wierzeń… mniej więcej tak samo, jak ja muszę zdjąć klątwę wiecznego spóźniania się na koncerty, która atakuje mnie zewsząd. Jak nie przeze mnie, to przez kogoś, to przez dojazd czy warunki pogodowe.
Mam nadzieję, że uśpiłem waszą czujność i nie będzie wam przeszkadzało, że trafiłem do „Progresji” dopiero pod koniec występu SKYFORGER. A teraz szybciutko do sedna, zanim najdą kogoś refleksje typu „po co ten wstęp?”. Otóż, nie ukrywam, że wszelkie odmiany pagan i folk metalu są dla mnie niebywale inspirujące i nie ukrywam również, że zawsze niecierpliwie czekam na każde tego typu wydarzenie, w związku z czym muszę podziękować Heart Of Rock Agency, że konsekwentnie dąży do popularyzacji tego gatunku. Tym razem, wykorzystując pojawienie się znanego headlinera, mianowicie fińskiego ENSIFERUM, udało się przenieść koncert na dużą salę, co zdecydowanie polepszyło odbiór koncertu. Widać to było m.in. w bardziej okazałych mosh-pit’ach, lepszym kontakcie z publiką czy też bardzo dobrym nagłośnieniu.
Szczególnie dobrze wspominam występ estońskiego METSATÖLLA, który dla mnie skradł ENSIFERUM show. To co wyczyniali Estończycy, było naprawdę fantastyczne, piosenki które na płycie brzmią „płasko”, na koncercie nabrały niebywałego klimatu i wielowymiarowości, z najbardziej znanym „Küü” na czele czy zajebiście groove’owym „Kahjakaldad”. Za sprawą Varulven’a wszystkie folkowe instrumenty brzmiały hipnotyzująco, wręcz rytualnie. Leśna Bestia (po przetłumaczeniu METSATÖLL) pokazała kły szczególnie w utworze wieczoru, którym dla mnie było instrumentalne „Metsaviha 2” – było to niczym ucieleśnienie rytuałów celtyckich, rdzennych australijskich, nordyckich i słowiańskich, ubrane w niesamowitą grę świateł oraz znikąd pojawiające się i zanikające dźwięki. Żeby to zrozumieć, trzeba było poczuć na własnej skórze.
Przechodząc dalej… ENSIFERUM (którego raczej już nikomu nie trzeba przedstawiać) dało zgoła inny popis, trzymający się energetycznych ram epic folk metalu przesiąkniętego wpływami viking i power metalu. Finowie zagrali zgodnie z przewidywaniami sporo piosenek z ostatniego albumu pt. „One Man Army”, który nie zdobył jednak sympatii fanów na świecie i zyskał dość nieprzychylne recenzje. W przypadku Finów jednak nagrania studyjne to jedna kwestia, a koncerty to druga – wszakże ENSIFERUM słynie właśnie z widowisk scenicznych. I tutaj zawodu oczywiście nie było i chyba przy tej marce zespołu być nie mogło, choć osobiście wolałbym więcej niezniszczalnych szlagierów z „Victory Songs” czy bardziej refleksyjnego „From Afar”, czyli więcej miecza, ognia, stali i zniszczenia. Wystarczyło bowiem spojrzeć na reakcje ludzi przy „In My Sword I Trust”, którego refren znał i śpiewał prawie każdy, podczas gdy utwory z nowego krążka nie rozpalały już tak gardeł fanów. Niemniej jednak, to była idealna odmiana po Estończykach, która ponownie rozpędziła muzyczną maszynę i sprawiła, że pożegnaniom nie było końca.
Z mojego punktu widzenia żaden element festiwalu nie zawiódł. Cieszy mnie, że kultura folkowo-pogańska zdobywa coraz to szerszą rzeszę fanów i następuje jej renesans widoczny właśnie m.in. na takich koncertach.

[Vexev]