ENTROPIA Vacuum (2018)

Digipack CD / LP (Arachnophobia Records)
Ocena: 6/6
Gatunek: black/sludge/post-metal

ENTROPIA to niezwykle ciężki orzech do zgryzienia. Jedni próbowali przełknąć „Vacuum” ze skorupką, inni rozłupywali, ale nieprzezornie nadal zjadali ze skorupką, inni wyrzucali owoc zrażeni niedostępnością wnętrza, a jeszcze inni sięgnęli tam gdzie (chyba) powinni, czyli do smakowitego środka.

„Vacuum” jest już trzecia płytą zespołu z Oleśnicy. „Vesper” i „Ufonaut” delikatnie powiedziawszy… nie przypadły mi do gustu i nigdy nie zdecydowałem się na drugie podejście. Inaczej było w przypadku najnowszego dzieła formacji, które już przed premierą było promowane jako „najlepsza polska płyta w 2018 roku” przez paru wpływowych dziennikarzy (którzy jak wiadomo rzepkę sobie skrobać potrafią, więc zawsze trzeba podchodzić do tego z dystansem). Nic dziwnego, że ciekawość wygrała kiedy w sieci pojawił się pierwszy, tytułowy numer „Vacuum” z hipnotyczno-poLSD’owym teledyskiem.

Jakie były moje pierwsze odczucia po zetknięciu się z tym „dziwadłem”? Na pewno uznałem, że jest to całkiem interesujące, świeże, ale tak na prawdę nic ponadto. Do tego numer niemiłosiernie się dłużył, a perkusja męczyła wciąż tymi samymi motywami. Przesłuchałem jeszcze z 2 razy, co w praktyce oznaczało że zużyłem sumarycznie ponad 30 minut życia na jeden kawałek i odłożyłem temat ENTROPII do czasu premiery całego krążka.

Wtedy zaczęły się dziać cuda, ponieważ po przetrawieniu „vibe’u” i kilku chwilach refleksji dotyczących sedna materii (dlaczego tak? Skąd? Jak?) z głową pełną myśli sięgnąłem po cały krążek. I tutaj rozpoczęła się trwająca już prawie miesiąc podróż… „Vacuum” nie pytało, ” Vacuum” zrozumiało, a może właśnie przeciwnie? Najbardziej zadziwiającą właściwością tegoż albumu było to, że autopowielanie własnych motywów (np. werbel z delay’em, który ora głowę jak pług) może być aż tak… artystyczne, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Trance’owe wkręcanie w głowę rozpoczyna się właściwie od 1 minuty i trwa do ostatniej, 50-minuty.

Gatunkowo ENTROPIA pozbawiła się praktycznie wszystkich black metalowych elementów, zastępując je armią środków znanych chociażby ze sludge’u, ambientu, psytrance’u (budowa utworów) oraz post-metalu. I mi to wcale nie przeszkadza, bo pewnie każdy muzyk czasem staje pod ścianą i zaczyna szukać ujścia w innych gatunkach muzyki – czemu zatem niektórzy nie mieliby przyśpieszyć tego procesu? A co jeśli te poszukiwania moglibyśmy nazwać modlitwą do LSD? Nieprzypadkowa to metafora, bo narkotyczne wizje ogrywają na tej płycie kluczową rolę wraz z wachlarzem zostających w pamięci riff’ów oraz wspomnianą wcześniej świdrującą sekcją rytmiczną. Ciężko byłoby mi wybrać TOP 10 riffów w 2018 roku, ale przy okazji umieściłbym na liście dwa – jeden z „Astral”, drugi z „Endure”. Poezja pisana nutami podana razem z garem, kuchnią i budynkiem restauracji.

Jedyne zastrzeżenie miałbym do wokalu, bo słuchać że jest to trochę wymuszone, wyciśnięte na maksa w obecności delay’a, echa i tego co było pod ręką, żeby dodać „klimatu”. Czasami taka forma „śpiewu” nawet pasuje, czasem drażni. Ale wrzucam to do worka niezbędnych środków artystycznych, żeby „Vacuum”  tworzyło jedność, żeby niczego tej płycie nie brakowało.

Tym samym po długim i pewnie nudnym jak sama płyta (dla niektórych) opisie zmierzamy niechybnie do konkluzji. Potwierdzam, że „Vacuum” może spokojnie kandydować do miana płyty 2018 roku w Polsce, a ma potencjał żeby zostać zauważaną przez zagraniczne media. W żadnych konkretnych kategoriach, po prostu jako muzyka, której SŁUCHASZ, a nie myślisz czy jest „true”.

[Vexev]