ETERNAL DEFORMITY: Zdeformowane arlekiny – 26.02.2008

ImageWspaniały przedstawiciel polskiego klimatycznego metalu, którego historia sięga połowy lat `90 – zespół ETERNAL DEFORMITY powrócił na scenę po długim okresie milczenia. Przez blisko pięć lat niewiele było wiadomo
o poczynaniach grupy; tymczasem muzycy, w prawie niezmienionym składzie pieczołowicie szykowali wielką niespodziankę. Od samego początku ich twórczość dynamicznie ewoluowała
(a zarazem pozostawała wierna korzeniom), penetrując coraz
to nowe pokłady muzycznego eksperymentu i ludzkiej wrażliwości. Ostatni, piąty w dorobku kapeli materiał
„Frozen Circus” jest z pewnością największym artystycznym osiągnięciem chłopaków z Żor. Nic więc dziwnego, iż album ten podziałał na zmysły wielu słuchaczy i zapewnił zespołowi zagraniczny kontrakt z wytwórnią Code666.
O mroźnym cyrku zaaranżowanym przez ETERNAL DEFORMITY, przeszłości, a przede wszystkim teraźniejszości, pewnym Zawilcu z Galicji, stylistycznych etykietkach, coverze DEPECHE MODE, sekrecie grania ze sobą przez długie lata i innych rzeczach mówi gitarzysta Aro oraz, co nieco, wokalista / obecnie ex-basista Kofi…

Grupa ETERNAL DEFORMITY reaktywowała się po pięciu latach niebytu. Co porabialiście w międzyczasie? Czy był jakiś przełomowy moment, który przyczynił się do Waszego powrotu?

Aro: Na wstępie chciałbym sprostować – zespół ETERNAL DEFORMITY przez cały ten czas funkcjonował [niemniej przez kilka lat nie wydał nowego materiału, rzadko koncertował, był prawie nieobecny w „metalowych mediach” – red.]. Działalność kapeli nigdy nie została zawieszona. W tym okresie borykaliśmy się z tak zwaną prozą życia (tzn. śluby, rodziny, praca), a także problemem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca na próby. W tym przypadku nie może być mowy o jakimś przełomie, konkretnym momencie czy też impulsie, który miałby przesądzić o powrocie na scenę.

Na stronie internetowej streściliście dotychczasowe osiągnięcia dosłownie w paru zdaniach, wymieniając po przecinku tytuły materiałów, które nagraliście od chwili powstania w 1993, do 2002. Aż tak nisko oceniacie swoje osiągnięcia z przeszłości? Nawet jeśli nie chcieliście się rozpisywać ze względów praktycznych, żeby nie męczyć słuchaczy historią kolejnej „podwórkowej” (???) grupy, to teraz macie okazję szerzej przypomnieć najważniejsze wydarzenia z tamtego okresu… Przecież byliście bardzo znaną kapelą w podziemiu. Choć, to fakt, z pewnością nie docenianą należycie…

Kofi: Nie wiem, czy jest sens zanudzać czytelników (fanów) takimi informacjami. Fakt jest faktem. Zagraliśmy parę koncertów z renomowanymi zespołami, ale tak naprawdę nie osiągnęliśmy nic wielkiego. Na ten przykład nie zagraliśmy nigdy trasy (mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni). Niestety byliśmy tylko podziemną grupą, więc tak naprawdę nie ma, o czym pisać. Liczy się dla nas to, co nastąpi, a nie to, co było:-).

Jak ocenicie pracę, jaką przed laty wykonał dla Was niejaki Zawilec z Galicji? Ja pamiętam, iż wspierał ETERNAL DEFORMITY wręcz maniakalnie, rozprowadzał demówki przez distro, rozsyłał po świecie, załatwiał recenzje i wywiady… Przy okazji, czy macie teraz kontakt z Wojtkiem? Bo muszę przyznać, że ja jego rozstanie z podziemiem odbieram bardzo negatywnie. Po prostu zniknął bez słowa, zapominając o starych znajomych, narzekając tylko, jaki to smrodek panuje teraz na scenie, że ludzie płyt nie kupują itp.
ImageAro: Zasługi Wojciecha Zawilińskiego zwanego też Zawilcem z Dębicy są dla nas bezcenne, gdyż procentują do dnia dzisiejszego. Owszem, utrzymuję kontakt z Wojtkiem, jednak zdecydowanie obecnie nie jest on taki, jaki był kiedyś. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że jego także dopadała proza życia i obecnie jest on szalenie zapracowanym, będącym w ciągłych rozjazdach człowiekiem. Trudno jest mi natomiast stwierdzić, co było czynnikiem mającym wpływ na jego decyzję o zerwaniu kontaktów z podziemiem oraz ludźmi będącymi jego integralną częścią. Uważam więc, że najlepiej byłoby skierować to pytanie bezpośrednio do niego [pytanie zostało skierowane, odpowiedź sprowadzała się do narzekania na ww. smrodek – red.]. W każdym razie ja uważam, że na naszej scenie, podobnie jak i w życiu, są chwile gorsze i lepsze; z tych gorszych zawsze należy czerpać naukę i podążać dalej swoją drogą, jednak już z nowym balastem doświadczeń.

Moim zdaniem Wasz przedostatni album „The Serpent Design” przeszedł bez echa… Nawet jeśli byliście zadowoleni z reakcji słuchaczy, porażką ówczesnego rynku fonograficznego w Polsce był brak wydawcy skłonnego wydać ten krążek. Ostatecznie zrobiliście to sami (zresztą nie po raz pierwszy)… Jak to wtedy było? Czy zaczęliście się wypalać i traciliście zainteresowanie muzyką, czy też właśnie realia rynku można uznać za przyczynę późniejszej, kilkuletniej stagnacji w ETERNAL DEFORMITY?

Aro: Okres wydania tamtej płyty rzeczywiście nie był dla nas zbyt łaskawy. Owszem, materiał ten spotkał się z dobrym przyjęciem ze strony prasy podziemnej oraz naszych wiernych fanów, był to jednak czas, w którym zaczęliśmy się zastanawiać nad dalszą drogą rozwoju zespołu, naszej muzyki oraz klimatu. Patrząc z perspektywy obecnie obranej przez nas drogi, płyta „The Serpent Design” była niezbędnym elementem naszej dyskografii. Te pięć lat to czas eksperymentów i ciągłych poszukiwań, które ostatecznie doprowadziły nas do miejsca, w którym znajdujemy się teraz.

Zrobiłam mały eksperyment i posłuchałam Waszych najstarszych demówek, jedną po drugiej, aż do nowego albumu „Frozen Circus” i muszę przyznać, że tamte materiały prawie w ogóle się one nie zestarzały! Wydaje mi się, że ich mocną stroną jest ogromny ładunek emocji, żywiołowość, rozwiązania harmoniczne, bogate aranżacje, różnorodność środków wyrazu (skrzypce, żeńskie wokalizy, efekty elektro) itp. A jaka jest Wasza opinia o tych wczesnych nagraniach ETERNAL DEFORMITY? Czy zgodzicie się, że w nich po prostu wyrosła Wasza wrażliwość i dojrzałość, która zaowocowała na „Frozen Circus”?

Aro: Każde z naszych wydawnictw, w danym okresie, było dla nas równie ważne i wpłynęło na nas jako muzyków oraz nasze obecne doświadczenie.

Wasza muzyka na przestrzeni lat pięknie się rozwinęła, z doom metalu w styl, który dziś jest nazywany avant-garde metalem. Cóż znaczy to określenie? Według mnie jest ono za bardzo awangardowe:-). Czy nie łatwiej jest używać po prostu tych najbardziej zrozumiałych dla słuchaczy wyrazów typu death, heavy, gothic? Bo moim zdaniem właśnie miksturą tych wszystkich stylów jest muzyka ETERNAL DEFORMITY…

Aro: Termin avant-garde metal został użyty przez naszych obecnych wydawców – Code666 Records oraz Aural Music. My muzykę przez nas tworzoną zawsze określamy i będziemy określać mianem deform metal, co dla nas samych oznacza szeroko rozumianą muzykę metalową, w której można odnaleźć wiele elementów różnych gatunków. Staramy się być elastyczni i czerpać z wielu stylów; nie chcemy ograniczać ani siebie, ani naszej muzyki.

Kofi: To określenie znaczy tak naprawdę tyle, co nic. Ciężko nam było jednoznacznie zaszufladkować naszą twórczość, a jako że nie chcieliśmy określać jej mianem doom/gothic/black/death/heavy, użyliśmy terminu avant-garde metal. Ot i cała filozofia.

ImageMoim zdaniem muzyka z „Frozen Circus” jest rozwinięciem Waszego dawnego stylu. Wciąż jest to szalenie melodyjne, natchnione granie na granicy różnych gatunków metalu. Przy czy Wasza obecna muzyka jest bardzo bombastyczna, ma symfoniczny rozmach, galopujące szybkości uskrzydlają ją… W każdym razie, jakie cechy twórczości ETERNAL DEFORMITY wskazalibyście jako charakterystyczne i indywidualne?

Aro: Staramy się zawrzeć w muzyce szereg różnych emocji, które towarzyszą nam każdego dnia. Stąd w naszej twórczości można odnaleźć elementy agresywne, smutne czy też wzniosłe. Tak więc sam charakter muzyki przez nas tworzonej jest indywidualny. To, co na pewno stanowi cechę wyróżniającą albumu „Frozen Circus”, to elementy cyrkowej czy też teatralnej groteski. Myślę, że udało nam się ją uzyskać.

Dokładnie! Wraz z „Frozen Circus” wykreowaliście swój nowy image (vide zdjęcia, ksywki). Pozujecie na takich bezpretensjonalnych arlekinów… Skąd ten pomysł, abyście wyglądali jak tania imitacja ARCTURUSa:-)? Czy może w ślad za tym pójdzie jakaś teatralna prezentacja sceniczna?

Aro: Pomysł na elementy cyrkowe zrodził się stosunkowo wcześnie. Motywy te przewijały się już w pierwszych utworach. Pamiętam, że pewnego dnia, na próbie, nasz obecny klawiszowiec wyszedł z inicjatywą nazwania albumu mianem „Frozen Circus”, co spotkało się z aprobatą całego zespołu i ostatecznie stało się tytułem płyty. Zdecydowanie nie jesteśmy żadną, jak to określiłaś, tanią imitacją cenionej przez nas grupy ARCTURUS [ha! a o takie przejaskrawione porównania pokusił się kiedyś sam Kofi]. Użycie w sesji zdjęciowej strojów cyrkowych miało na celu podkreślenie stylu i indywidualnego charakteru albumu oraz miało dopełnić całość. Natomiast jeśli chodzi o nasz image sceniczny, to owszem, bardzo byśmy chcieli, aby naszym koncertom towarzyszyła trupa cyrkowa, jednak ze względów finansowych marzenia te wydają się być obecnie nierealne.

Kofi: Teraz już wiem, że muszę uważać na to, co piszę na gadulcu:-) [:-) – red.]. Dobrze, że nie napisałem, że jesteśmy tanią imitacją ICH TROJE. Wiesz, tak naprawdę to nawet bycie tanią imitacją ARCTURUSa jest ok, ponieważ to zajebista kapela – jedna z ciekawszych w muzie metalowej i na pewno bardzo nietypowa. Dlatego nie wstydzę się tej samokrytyki.

Image


Nawiązując do tytułu „Frozen Circus”… Trochę pokręcony ten Wasz cały cyrk:-). Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby w mroźny dzień przybył jakikolwiek cyrk do mojego miasta! Wasz jest pierwszy:-). Niby wszystko się zgadza, bo i wydanie płyty w zmrożony lutowy czas roku 2008, a jednak jest ona niepozbawiona pewnego rodzaju absurdu, jak chociażby wspomniany przeze mnie cyrk w zimie albo też smutny clown z okładki (w sumie nie dziwię mu się). Skąd pomysł na taką tematykę? Fakt, że życie w naszym kraju czasem graniczy z absurdem, ale mimo wszystko… Coś Was zainspirowało?

Aro: Tak, zgadzam się – jest to wyjątkowy cyrk. Wyjątkowy, bo mroźny, przez to dziki, drapieżny i nieokiełzany jak nasza muza:-). Co nas zainspirowało? Hmm, wydaje mi się, że my sami. Po prostu jesteśmy takim śmiesznym cyrkiem. Na pewno wpływ na wykreowanie takiego klimatu miały także dźwięki, jakie stworzyliśmy, należało tylko odpowiednio je ubrać i oprawić. Tak chyba zrodził się w naszych głowach pomysł na nasz zdeformowany, groteskowy, absurdalny i mroźny cyrk.

Wprowadziliście na „Frozen Circus” kilka eksperymentów jak to cyrkowe intro „Retrospection”, katarynkowy wstęp do „Endless Night”, tekst po niemiecku, fałsz i lunaparkowa katarynka w „Crime”, mocno wysunięte klawisze choćby w „Unholy Divine” itd. Wszystko oczywiście dla podkreślenia i uwypuklenia klimatu całego albumu?

Aro: W przypadku naszego zespołu eksperymentowanie jest czymś zupełnie naturalnym. Staramy się, aby tworzone przez nas dźwięki miały specyficzny i indywidualny klimat, bawimy się różnymi gatunkami i elementami muzyki, co daje nam niewątpliwie dużą radość, a jednocześnie wyraża nas samych.
ImageNatomiast po raz kolejny zabrakło na Waszej płycie polskich tekstów, moim zdaniem udanie wykorzystanych na „In The Abyss Of Dreams… Furious Memories” (1999)…

Aro: Tym razem postawiliśmy na anglojęzyczność albumu. Nauczeni bowiem wcześniejszymi doświadczeniami, doszliśmy do wniosku, że tylko w taki sposób jesteśmy w stanie zainteresować potencjalnych zachodnich wydawców. Nie oznacza to jednak, że na kolejnych płytach nie pojawi się utwór polskojęzyczny.

Osobiście jestem pod wrażeniem Waszej wersji „Little 15”. Sprawiliście, że spokojna kompozycja, która nie ma nic wspólnego z metalem, przekształciła się w Waszych rękach w drapieżnie rozwijający się twór, zręcznie dopasowany do twórczości ETERNAL DEFORMITY i całokształtu albumu. Kiedyś wspominaliście, że niezbyt często zdarza się Wam coverować inne grupy, więc skąd pomysł na DEPECHE MODE?

Aro: Dziękuję za miłe słowa kierowane pod adresem naszej wersji „Little 15”. Z tego co sobie przypominam, pewnego dnia po prostu wygłupialiśmy się na próbie, grając różne motywy z utworów znanych wykonawców. Wśród nich nagle pojawił się właśnie „Little 15” z repertuaru DEPECHE MODE i coś nas wszystkich do przykuło do tego utworu. Dołożyliśmy do niego resztę instrumentów i okazało się, że brzmi naprawdę solidnie. Postanowiliśmy więc zaaranżować go na swój własny sposób, no i mamy efekt finalny naszych wypocin.

Zastanawia mnie też umieszczenie „Little 15” w środku płyty. Na ogół większość kapel takie kompozycje zamieszcza na końcu swoich wydawnictw, jako dodatek. Nasuwa mi to na myśl koncepcyjne rozplanowanie „Frozen Circus”. Tak więc, czy ten album należy rozpatrywać jako całość czy też jest to po prostu zbiór utworów luźno powiązanych z tytułem całości?

Aro: W przypadku „Frozen Circus”, patrząc od strony lirycznej, nie może być raczej mowy o koncept-albumie. Sfera werbalna jest dość elastyczna i może być indywidualnie interpretowana przez odbiorców. Długo zastanawialiśmy się nad kolejnością utworów znajdujących się na płycie. Naszym celem było przede wszystkim ułożenie ich w takiej kolejności, aby album nie nużył słuchacza, był spójny i ciekawy w odbiorze. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, kiedy na przykład trzy wolniejsze utwory występują bezpośrednio po sobie.
ImageDo jednej z kompozycji powstał bardzo ciekawy, kostiumowy clip…

Aro: Tak, zrealizowaliśmy teledysk promujący „Frozen Circus”, do utworu „Thor’s Message”. Jego premiera odbyła się 5-go lipca 2008 w klubie „Tarot” w Żorach.

Kofi: Clip powstał w Krakowie w forcie Fort West (czy jakoś tak), który znajduje się przy cmentarzu. W sumie cała fabuła była kręcona bez nas; my sami pojawiamy się tylko w takich migawkach.

Muszę przyznać, że macie niewiarygodną zdolność komponowania chwytających za serce piosenek, które idealnie nadawałyby się na single. „Fear”, „Sea Of Love” – to pamiętne utwory z poprzednich wydawnictw. Na „Frozen Circus” także znajduje się kilka potencjalnych hitów, podczas których publiczność na koncertach na pewno szaleje. Czy macie na tym albumie kompozycje, z którymi jesteście szczególnie związani?

Aro: Cała płyta „Frozen Circus” jest dla mnie spójna. Każdy utwór ma swój własny klimat, przez co trudno jest mi wskazać przysłowiowe perełki. Wybór ten pozostawiam jednak odbiorcom, którzy na pewno będą się do pewnych utworów bardziej skłaniali, a do innych mniej. Ja niestety nie mogę być w tej kwestii obiektywny.

Przytoczę zdanie, które napisałem w recenzji „Frozen Circus” – ciągle się zastanawiam, ile trzeba czasu, ilu prób i jakiego zgrania zespołu, by z taką łatwością tworzyć doskonałe utwory? Wydaje mi się, że nie wymaga to od Was zbyt wielkiego wysiłku, by z głośników poleciały dźwięki takie, jak chociażby te z ostatniego albumu… Zdaje mi się, że chodzi tutaj tylko i wyłącznie o ludzi rozumiejących się bez słów, którzy potrafią wspólnie, z krótkiego riffu stworzyć w przeciągu jednego popołudnia prawie skończoną kompozycję… Jaka jest Wasza recepta na tworzenie? Czyżby od lat prawie niezmieniony skład był strzałem w dziesiątkę?

Aro: Wiesz, z tym tworzeniem to nie do końca jest tak, jak mówisz. Widzisz, prace nad „Frozen Circus” kosztowały nas naprawdę wiele wysiłku. Staraliśmy się zbudować spójną płytę, co w naszym przypadku nie jest takie łatwe. Spędziliśmy sporo czasu nad aranżacjami. Jak zawsze każdy z nas miał inną wizję poszczególnych utworów. Ostatecznie udało się jednak odnaleźć wspólną płaszczyznę wypowiedzi artystycznej, która nas usatysfakcjonowała. Myślę także, że masz rację, iż w naszym przypadku stały skład grupy jest bardzo dużym plusem.

No właśnie! Jak się Wam udaje funkcjonować przez te wszystkie lata w prawie niezmienionym składzie? Czy do dziś wciąż się rozumiecie tak dobrze, jak za młodych lat? W końcu im człowiek starszy, tym trudniej idzie na kompromisy…

Aro: Faktycznie, muszę się zgodzić ze stwierdzeniem, że im człowiek starszy, tym więcej spoczywa na nim obowiązków. Niewątpliwie także z każdą kolejną produkcją stajemy się wobec siebie oraz naszej muzyki bardziej wymagający, przez co wiele tworzonych riffów ląduje po prostu w koszu, a proces powstawania kompozycji staje się dłuższy i żmudniejszy. Jeśli zaś chodzi o kompromisy, to każdy z członków ETERNAL DEFORMITY jest indywidualnością, która na własny sposób postrzega muzykę, jednak pomimo tego udaje nam się doprowadzić nasze utwory do zadowalającej nas ostatecznie formy, a to jest najważniejsze.

Jednak przyjęliście ostatnimi czasy w swoje szeregi nowe osoby, dwóch Łukaszów – klawiszowca, który stworzył z Wami „Frozen Circus” i już po sesji nagraniowej basistę, który odciążył Kofiego. Jak się ci muzycy sprawdzają w Waszych szeregach?

Aro: Tak, to prawda. Mamy teraz w kapeli dwóch Przemków i dwóch Łukaszów. Klawiszowiec Łukasz Kiljanek (Kilo) jest z nami już spory kawał czasu, będzie jakieś pięć latek i miał on spory wkład w powstanie tego, co można usłyszeć na „Frozen Cirrus”. Natomiast Łukasz Sputowski [ex REDEMPTOR – red.] gra z nami od października 2007 r. i przejął gitarę basową, którą wcześniej obsługiwał Kofi. To bardzo zdolny, młody człowiek i myślę, że wniesie świeży powiew do naszej muzyki. Jestem bardzo zadowolony, że mogę współpracować i tworzyć z tak zdolnymi i utalentowanymi ludźmi.

A trzeba przyznać, że sam Kofi coraz śmielej poczyna sobie ze śpiewaniem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wydaje mi się, że kierunek, jaki obrał, może okazać się wkrótce podstawowym w utworach ETERNAL DEFORMITY… Doczekamy kiedyś Waszej płyty bez growlu? Wypada jednak zaznaczyć, że gitarzyści trzymają rękę na pulsie i gdzie trzeba, potraficie jeszcze dowalić death metalem:-), choć sądzę, że to, co Was najbardziej kręci, to popisy solowe…

Aro: Kofi raczej nigdy nie zrezygnuje z tzw. growlingu, ponieważ uważa, że mieszanie czystego śpiewu z tą techniką jest ciekawe i daje możliwość większej ekspresji wyrazu. Myślę więc, że jest mało prawdopodobne, aby na naszych albumach zabrakło przysłowiowych wrzasków. Natomiast jeśli chodzi o sola gitarowe, to na „Frozen Circus”, w porównaniu z naszymi poprzednimi wydawnictwami, pojawia się ich zdecydowanie mniej. Tym razem staraliśmy się, aby nie było ich za wiele, ale faktem jest, że lubimy solidną pracę gitar.

Kofi: Podpisuję się pod tym, co mówi Aro, dwiema rękami i nogą.

Image

Płytę „Frozen Circus” wydał Wam włoski label Code666. Gratuluję, bo moim zdaniem trafiliście pod dobre i właściwe skrzydła. Pasujecie stylistycznie do tej wytwórni. Powiedź mi, jakie znaczenie w Waszym wyborze wydawcy miał właśnie jego profil, a jaki oferta wydawniczo-promocyjna?

Aro: W pełni zgadzam się z Tobą, że pasujemy stylistycznie do profilu Code666 Records, przy czym wśród ofert wydawniczych, jakie otrzymaliśmy, najważniejszym, a zarazem decydującym aspektem były płynące dla nas z kontraktu korzyści na przyszłość.

Deal opiewa na trzy albumy. To obecnie rzadkość, przynajmniej wśród krajowych zespołów; tak samo zresztą jak to, że o płytę walczyło kilka wytwórni. Czy macie jakieś sztywne terminy odnośnie wydania kolejnych albumów czy raczej wolną rękę? Bylibyście w stanie nagrać album na zamówienie, stworzyć go na ściśle określony czas, w bezdusznie komercyjny sposób?

Aro: Owszem, mamy pewne zobowiązania wynikające z kontraktu. Jednak są one wewnętrzną kwestią pomiędzy grupą a wytwórnią i nie chcę ich ujawniać. Mogę jedynie zdradzić, że mamy wyznaczoną odpowiednią ilość czasu na skomponowanie i zarejestrowanie kolejnych dwóch płyt, przez co nie jesteśmy zmuszeni nagrywać ich w szalonym pośpiechu i tworzyć na siłę.

Niewątpliwie duża zasługa w kreowaniu dzisiejszego wizerunku ETERNAL DEFORMITY leży po stronie projektantki Waszej strony www Yv… Z tego, co zdążyłem się zorientować, nie jesteście jedyną kapelą, z którą ona współpracowała. Czy była to kooperacja jednorazowa, jedynie na potrzeby „Frozen Circus” i nowego image`u zespołu, czy też zamierzacie powierzyć jej w przyszłości także oprawę graficzną Waszych płyt?

Aro: Nasza współpraca z Iv czyli Iwoną Drozdowską, odpowiedzialną za graficzną oprawę grupy, zaczęła się około roku 2004, kiedy to prezentowaliśmy się w Opolu, grając wspólnie z ASGAARD. Ivona była tam obecna, a po koncercie zaoferowała nam współpracę i pomoc. Pierwszym jej dziełem stworzonym dla nas był layout oficjalnej strony internetrowej. Od tego czasu nasza współpraca kwitnie i myślę, że obecnie procentuje ona w dwie strony.

Na zakończenie powiedźcie, jakie są najbliższe plany ETERNAL DEFORMITY, a my życzymy Wam udanego powrotu na scenę, dobrych koncertów i wielu słuchaczy „Frozen Circus” w Polsce oraz zagranicą…

Aro: Dzięki za tak miłe życzenia. Chcielibyśmy dotrzeć z tym albumem do jak najszerszego grona odbiorców, no i zagrać w końcu poza granicami naszego kraju. Takie tam skromne życzenia…

[Paweł, Kasia / Atmospheric #14]

Eternal Deformity, Arkadiusz Szymuś, aroed@op.pl; www.eternal-deformity.com / www.myspace.com/eternaldeformity