EXSILIUM, CARNAGE OF TRIDENT – 28.11.2008, Stalowa Wola

EXSILIUM, CARNAGE OF TRIDENT

28.11.2008, Stalowa Wola, „Jazz Rock”

W andrzejkowy weekend przeżywająca swoisty renesans tarnobrzeska scena metalowa postanowiła zaprezentować swój dorobek muzyczny stalowowolskiej publiczności. Koncert w słynącym z profesjonalnego nagłośnienia i „naświetlenia” klubie „Jazz Rock” rozpoczął się parę minut po 20:00. O owym profesjonalizmie klubu, jak dotąd, słyszałam jedynie opowieści, a podczas piątkowego koncertu przekonałam się na własne uszy i oczy: dźwiękowiec i oświetleniowiec robią kawał dobrej roboty, jak na klubowe warunki przystało.

ImageJako pierwszy wystąpił zespół CARNAGE OF TRIDENT. Grupa istnieje od połowy 2007 roku, lecz doświadczenie grających w niej muzyków, młodym stażem, jest dość duże. Kapela kontynuuje ciężkie, mroczne granie istniejącego w latach `90 CARRION OF TORRENT, pod nieco zmienionym szyldem i w odmłodzonym składzie. Ów powiew świeżości zdecydowanie dało się odczuć podczas koncertu. Słychać i widać było, że chłopcom wspólne granie sprawia naprawdę niezłą frajdę. Charyzma sceniczna basisty (Damian „Młody” Maciąg) oraz ryczące, jeszcze nie przepite gardło wokalisty (Mateusz „Bzyku” Świercz) porwały stalowowolską publikę do kręcenia młynków pod sceną. Chłopcy młodzi, ale dają radę. W końcu uczą się od najlepszych: „Miry” (Mirosław Stadnik) wymiatającego na perkusji iście połamane tempa oraz „Małego” (Łukasz Małecki), zwanego też, nie bez kozery, „miszczem tappingów”. Chwilami miało się wrażenie, że gryf gitary Małego zajmie się żywym ogniem, pod śmigającymi bez opamiętania palcami gitarzysty, za którymi wzrok ludzki nie mógł nadążyć! Po autorskich kawałkach grupa CARNAGE OF TRIDENT wykonała covery MOTORHEAD i TURBO w swoich ciężkich, surowych aranżach. Tłum został rozgrzany, zespół zapadł w pamięć, zadanie wykonane! Pytając po koncercie Małego: „Do jakiego zespołu można Was porównać”, w odpowiedzi usłyszałam: „Metalowego [uśmiech]. Chcesz nas zaszufladkować? Nie da się! [śmiech!] A poważnie… Gramy ciężko, mrocznie, surowo, acz melodyjnie. Takie stare PARADISE LOST, stara ANATHEMA…”

ImageSzkoda, że wysokiej temperatury w klubie nie udało się podtrzymać siedmioosobowej kapeli EXSILIUM. Koncert rozpoczęła melancholijnym utworem rodem z repertuaru ARTROSIS czy też CLOSTERKELLER – tu z zaszufladkowaniem nie miałam większego problemu. Kolejne autorskie numery utrzymane w podobnej stylistyce sprawiały, że chwilami robiło się sennie. Coverem CLOSTERKELLER koncert także się zakończył, ku uciesze zgromadzonych w klubie małolat, które nie szczędziły swych piskliwych gardełek, usiłując dorównać potężnemu głosowi filigranowej Justyny Cebuli (wokal) i Ani Chmielewskiej (chórki). Piskami nie dorównały, długością, a raczej krótkością spódniczek raczej też nie! Wrażenia wzrokowe pierwsza klasa: wokalistki wiły się wokół statywów, kusząc męską część publiki niczym biblijny wąż. Słuchowe wrażenia troszkę gorsze. Od strony muzycznej EXSILIUM jest przepełnione dźwiękami, przelewają się one niczym przysłowiowe krople goryczy w czarze. Obok wspomnianych wyżej wokalistek grupę tworzą: Tomasz Mrzygłód – perkusja, Łukasz Jugo – gitara basowa, Piotr Rękas – gitara prowadząca, Mateusz Jugo – gitara rytmiczna i… Niewątpliwym atutem zespołu jest rewelacyjny wirtuoz skrzypiec – Mateusz. Dźwięki jego instrumentu najbardziej zapadają w pamięć. Brak skrzypiec w tym przypadku równałby się muzycznemu chaosowi. EXSILIUM ma swoich wiernych fanów, którzy na koncert do Stalowej Woli, a jakże, przybyli i bujali się z nóżki na nóżkę. Małolaty piszczały, zaprzyjaźnieni członkowie CARNAGE OF TRIDENT szaleli pod sceną, nie obyło się bez skandowania nazwy kapeli i chóralnego „sto lat”, których prowodyrem i inicjatorem był nie kto inny jak sama Justyna (sic!). Niemniej jednak zjawisko, jakim jest EXSILIUM, warto zobaczyć, chociażby ze względu na urodę i nogi wokalistek oraz aby w metalu usłyszeć skrzypce, które przeszywają serce i duszę! Gorąco polecam!!!

 

[Katarzyna Małecka, foto Piotr Morawski]