FALL OF THE IDOLS Solemn Verses `12

„Solemn Verses” to piękna i smutna płyta. Banałem trąci to sformułowanie, szczególnie, że mamy do czynienia z albumem doom metalowym, więc siłą rzeczy, oba wspomniane w pierwszym zdaniu przymiotniki zaistnieć powinny. Nie sposób jednak inaczej określić trzeciego albumu Finów z FALL OF THE IDOLS, którzy wraz z „Solemn Verses” mogliby wkroczyć na wyższy etap drogi doomowej kariery. Mogliby, lecz nie wiadomo, jak potoczą się ich losy w momencie, gdy śmierć odebrała im Hannu Weckmana, perkusistę bardzo mocno zaangażowanego w proces twórczy całej grupy. Pogłoski mówią, że jakieś nagrania na kolejny album zostały już zrealizowane, czas pokaże, co będzie dalej. Płyta „Solemn Verses” już pierwszym numerem osadza nas w ciężkim, ponurym, tradycyjnym doom metalu. Tempo oscyluje pomiędzy umiarkowanym a bardzo wolnym, a klimat jest równie wesoły jak impreza w Wielki Piątek z proboszczem. Szczególne uznanie dla Jyrki Hakomaki za intrygujące linie wokalne. Utwór „The One That Awaits” sunie powoli, by w finale zerwać się gwałtownie na stonerową modłę wraz z imponującym solem gitarowym… w wykonaniu perkusisty(!). Nieco bardziej ożywiony jest „Descant Deific Psalms”, jednak i tu nie ma mowy o radosnym i lekkim graniu. Potężny walec toczy się wraz z unoszącymi się nad zamulonymi gitarami wokalami Hakomakiego, a nastrój staje się jeszcze cięższy i wolniejszy, zaś muzyczne brzmienia wędrują czasem nawet w stronę bardzo wczesnego PARADISE LOST, co podkreślają również wokale, tym razem nieco bardziej drapieżne, innym razem zbliżające się manierą do nieodżałowanego Petera Steela. Prawdziwą perełką jawi się „Genius Logi”, gdzie od delikatnej ballady w stylu wczesnego BLACK SABBATH zespół odpływa w coraz cięższe i bardziej ponure rejony, doprowadzając do prawdziwie PARADISE LOSTowych zagrywek i zaśpiewów. Wraz ze znakomitym, bardzo poetyckim tekstem utwór ten staje się najwyższym i najjaśniejszym punktem albumu. I jest to niejako problem, bowiem narastające od początku płyty napięcie osiągnęło właśnie szczyt i siłą rzeczy opada. Monumentalny, bardzo ciężki, ale i bardzo monotonny „Hymn” potwierdza ten spadek. To jest bardzo dobry utwór, jednak w tym miejscu na krążku nie miał większych szans. „Cycle of the Fallen” z kolei co chwilę zmienia nastrój i klimat (w końcu jedenaście minut na liczniku zobowiązuje), a wieńczący album „The New Crusade” początkowo szokuje radosnym riffem na początek, by potem już powrócić do ciężkich brzmień i dołujących riffów, urozmaiconych wyjątkowo rozkrzyczanym wokalem, jednak ostatecznie nic z tego konkretnego nie wynika. Ujmę to tak – „Solemn Verses” FALL OF THE IDOLS to znakomity album, który w zasadzie nie ma słabych punktów, niemniej po „Genius Logi” raczej się go dosłuchuje. Mimo to, jest to smakowity kąsek dla fanów ciężkiego, wolnego i depresyjnego grania. [Shadock]

Fall Of The Idols, www.myspace.com/falloftheidols

I Hate Rec., P.O.Box 13023, 600013 Norrkoping, Sweden; info@ihate.se; www.ihate.se, www.myspace.com/ihate666