FATAL IMPACT Esoteria `12

Tego, że Skandynawia, a co za tym idzie Norwegia, metalem stoi, nikomu tłumaczyć nie trzeba. Jednak przyzwyczajono nas, że w tamtych mroźnych stronach gra się raczej ponuro i ekstremalnie. Jakież więc było moje zdziwienie po wrzuceniu do odtwarzacza albumu pt. „Esoteria”… Choć zespół istnieje już 8 lat, jakoś do tej pory o nich nie słyszałem. Chłopaki wydali trzy demówki, jedną EP-kę, a „Esoteria” jest ich drugim pełnym albumem. Powiem krótko – już po pierwszym przesłuchaniu nowego materiałów norwegów, doszło do mnie, dlaczego jest o nich tak cicho. Przypuszczam, że ich „sława” nie opuściła Norwegii, a być może nawet granic ich rodzinnego miasta. Ten materiał, mówiąc w wielkim skrócie, jest po prostu słaby. Wydaje się, że mając pomysł można zrobić coś fajnego. Muzycy z FATAL IMPACT zupełnie temu przeczą, są żywym przykładem jak skutecznie spieprzyć dobry plan. Muzyka tu prezentowana to klasyczny heavy power metal okraszony dużą ilością klawiszowych wstawek. Ten „power” w odniesieniu do tych „wypocin” to tylko pusty slogan. Właśnie jego tu najbardziej brakuje. Płyta jest nijaka a na każdym kroku wieje nudą i brakuje tu właściwie wszystkiego, a najbardziej tego metalowego zacięcia, entuzjazmu i pazura. Za to obserwujemy niemoc twórczą i wszechogarniająca rozpaczliwość. Gitarzyści Per Olsen i Jorn Oyhus nie należą do wirtuozów w swoim fachu – ich umiejętności sprowadzają się do kilku chwytów stosowanych w różnych kombinacjach, a że z wyobraźnią i zmysłem kompozytorskim nie jest u nich najlepiej, riffy i sola są po prostu kiepskie. Sekcja rytmiczna w osobach Sondre Svendsena za bębnami i Andersa Nesseta jako sesyjnego basisty, również trzyma ten słaby poziom i zamiast dodawać mocy, wpisuje się tylko w sztampowość i nijakość. Jedynie niezły czysty wokal Oyhusa nieco się wybija na tej nędznej produkcji. Instrumenty klawiszowe, na których udziela się również Jorn Oyhus, miały na celu, jak sądzę, uprzestrzennić i uczynić tą muzykę bardziej progresywną, jednak uzyskany efekt jest zgoła odmienny i przyczynił się tylko do jeszcze większego złagodnienia tej, już i tak niezbyt agresywnej, muzyki. Na „Esoterii” znalazło miejsce aż 12 utworów, co również – moim zdaniem – nie jest dobrym zabiegiem. Można było umieścić siedem lub osiem kawałków, odrzucając te najsłabsze. Duża ilość utworów, przy tej muzyce,czyni tę płytę ciężkostrawną, a te lepsze utwory giną wśród ogólnej nudy. Jeśli chodzi o „te lepsze” kawałki to, choć do mistrzostwa świata również im daleko, wyróżniłbym balladowy „Whete the Alders Grow”, szybki thrashowo-symfoniczny „The Bland Mans Eye”, czy zawierający elementy black metalu „The Arrival”. Do całej tej płyty można się przyczepić, ale dwie rzeczy stoją tu na dość wysokim poziomie. Do nich zaliczyć trzeba warstwę graficzną, która pomimo braku we wkładce tekstów, prezentuje się bardzo okazale. Drugą sprawą jest praca studia i producenta, którzy wyciągnęli z tego materiału wszystko co najlepsze. Nie ma w tym nic dziwnego bo studio należy do Trevora Nadira a producentem został Tony Talamanca. Obaj są muzykami znanymi z występów we włoskim death metalowym bandzie SADIST, a kto jak nie ludzie sami tworzący i grający może wiedzieć o co chodzi w tej robocie. Podsumowując ten album, mogę tylko dodać, że niestety nie jest to płyta udana i ciężko mi zachęcać potencjalnych słuchaczy do jego nabycia. Pozostaje mi tylko życzyć muzykom więcej szczęścia i weny twórczej następnym razem. [Qba]

Fatal Impact, www.fatalimpact.no, www.myspace.com/thefatalimpact, www.facebook.com/FatalImpactOfficial

Nadir Music, www.nadirmusic.net